Wpisy archiwalne w kategorii

Szlak Czarownic 2011

Dystans całkowity:691.77 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:43:49
Średnia prędkość:15.79 km/h
Liczba aktywności:8
Średnio na aktywność:86.47 km i 5h 28m
Więcej statystyk

Szlak Czarownic – powrót

Niedziela, 17 lipca 2011 · Komentarze(4)
Niestety smutny dzień powrotu nastąpił. Pakuję się i ruszam w drogę. Niedzielnym porankiem ulice są puste więc szybko opuszczam Nysę i przez Wyszków Śląski oraz Włodary dojeżdżam do Korfantowa. Gdzie zatrzymuję się pod monumentalnym kościołem św. Trójcy z XIII/XIV wieku przebudowanym w 1909.
Korfantów - kościół św. Trójcy © biber
Nie wchodzę do środka ponieważ trwa właśnie msza. Jadę dalej.
Przez Łącznik docieram do Moszny. A Moszna?
Moszna - pałac © biber
Już o pałacu napisano wszystko to co ja będę powtarzał ;) W Mosznie oczywiście dłuższy postój w przy zamkowym parku. Pałacowe wieżyczki widziałem już z daleka. Wieżyczek jest 99 podobno z powodów podatkowych. Gdyby było ich 100 właściciel musiał by płacić więcej. To dowód, że kiedyś oprócz stawiania pięknych budowli też myśleli żeby „wykiwać” urząd skarbowy.
Jadę dalej aż do Głogówka gdzie zwiedzam te piękne miasteczko (klasztor i kościół franciszkanów z tzw. „Domkiem Loretańskim”, starówką, kolegiatą z 1350, kopią jerozolimskiej kaplicy grobu bożego) i idę na obiad. Po obiedzie udaję się na zwiedzanie zamku Oppersdorffów z lat 1561-1571. Z moich wcześniejszych pobytów tutaj zapamiętałem zamek jako ruinę. Nic niestety się nic nie zmieniło. Jednakże po przejęciu zamku przez prywatnego inwestora parę lat temu teraz w niedziele pracownicy tej firmy oprowadzają turystów po ruinie. Więc nie mogłem przepuścić takiej okazji. Idę za przewodnikiem do lochów, których zamek posiada aż 3 kondygnacje i jeszcze 3 ale te są zalane. Wędrówce przez zrujnowane komnaty towarzyszy barwna opowieść przewodnika o zamku, jego właścicielach i jak to kiedyś wyglądało i o umizgach przebywającego tutaj Beethovena do pewnej służki... Opowiada również o barbarzyńskim zajęciu zamku przez Armię Czerwoną kiedy to 100 000 książek uleciało z dymem nie wspominając o meblach. Jedna z mieszkanek Głogówka wyjęła z stosu 3 książki. Za uzyskane z ich sprzedaży pieniądze kupiła później mieszkanie we Wrocławiu i wykształciła swe córki. Skoro tyle dostała za 3 książki to za jakie jeszcze skarby kryła zamkowa biblioteka? Przewodnik pokazuje mi prywatną kaplicę z przepięknym stropem, wspaniałe schody niestety bez poręczy, która „znikła” i prowadzi poprzez strych na wspaniały zamkowy taras skąd rozciąga się widok na okalający zamek park z pomnikowymi drzewami. Oglądam jeszcze zachowane drewniane rury wodociągowe i słucham jak długo leci kamień wrzucony do zamkowej studni. A te zamek ma dwie, obie w lochach, w jednej nie ma wody ponieważ została zasypana (ta ma 40m głębokości); w drugiej natomiast jest woda. Nie weszliśmy do wszystkich komnat z powodu zagrożenia zarwania podłóg. Ale i tak to olbrzymia budowla, służyło tam ponoć 400 osób! Słuchając zajmujących opowieści przewodnika nie spostrzegam ile czasu upłynęło mi na zamku.
Głogówek - brama na zamek © biber
Głogówek - dziedziniec zamkowy © biber
Głogówek - strop zamkowej kaplicy © biber
Głogówek - krzyż pokutny na dziedzińcu zamkowym © biber
Wzdycham ciężko nad losami śląskich pałaców i jadę dalej.
Droga biegnie poprzez pola, małe malownicze wioski. Gdyby nie wiatr, który mocno dmucha pięknie by się jechało. Na szczęście wiatr uspokaja się wieczorem.
W Przedborowicach „zaliczam” ostatni, podczas tej wycieczki, krzyż pokutny.
Przedborowice - krzyż pokutny © biber
W Kędzierzynie-Koźlu przekraczam Odrę i zatrzymuję się na kawę. Potem już prosto DW408 na Gliwice i do domu. Docieram do niego późnym wieczorem.
To była cudowna wycieczka...
Trasa:
Nysa > Wyszków Śl > Włodary > Korfantów > Łącznik > Moszna > Kujawy > Wawrzyńcowice > Zawada > Mochów > Głogówek > Wróblin > Gościeńcin > Przedborowice > Dębowa > Kędzierzyn-Koźle > Bierawa > Kotlarnia > Sośnicowice > Gliwice > Zabrze

Szlak Czarownic – dzień 4

Sobota, 16 lipca 2011 · Komentarze(2)
Dziś niestety kończę swą podróż Szlakiem Czarownic. Zostawiłem bagaże i jadę „na lekko”. Rankiem odwiedzam jeszcze grób wielkiego poety Josepha von Eichendorffa, który wraz z ukochaną żoną spoczywa w Nysie. Wydostaję się z miasta i obok wzgórza, które kiedyś nazywało się Góra Czarownic, a dziś jest spokojnym osiedlem jadę dalej aby przez Sękowice dotrzeć do Radzikowic.
Niestety nie wchodzę do kościoła św. Bartłomieja aby zobaczyć stare, renesansowe polichromie gdyż kościół jest zamknięty. Zostaje mi tylko odnaleźć dwa stojące dwa krzyże pokutne.
Radzikowice - krzyż pokutny © biber
Radzikowice - drugi krzyż pokutny © biber
Oba bardzo zarośnięte lecz daję radę.
Spokojną lokalną drogą wiodącą prze pola docieram do następnej wsi. W Nowakach tuż obok przystanku stoi krzyż pokutny o rozpiętości ramion aż 120cm!
Nowaki - krzyż pokutny © biber
I znów malowniczą drogą dalej. Obok zapory wodnej na rzeczce Korzekwi, gdzie pełno wędkarzy i znów pośród pól.
Aż do Karłowic Wielkich. Podobnie jak poprzednie ta wieś jest bardzo stara. Wzmianki o jej istnieniu również pochodzą z XIII wieku. W centralnym miejscu wsi stoi kościół św. Marii Magdaleny z 1758. W którego ścianie wymurowana jest płyta nagrobna z 2 połowy XVI wieku. Naprzeciw plebani znajduje się rodzinny dom Edwarda Grütznera.
Karłowice Wielkie - dom Edwarda Grütznera © biber
Ten malarz zdobył sobie przydomek „wesołego malarza”. Nic dziwnego skoro malował np. „Smakujący wino brat klasztorny” czy „Śląski pijaczek i diabeł”.
Kieruję się dalej. Przejeżdżam przez Rysiowice. Gdzie przez płot widać wieżyczki pałacu z 1880. Jest to własność prywatna i nie mogę podejść aby zrobić fotki. Widać jednak rusztowania. Czyżby remont?
Poprzez Ulanowice z zaniedbanym dworem z XVI/XVII wieku docieram do Otmuchowa. Piękny rynek z wspaniałym ratuszem,
Otmuchów - ratusz © biber
czy wspaniały kościół już nie mówiąc o zamku, na którym odbywają się festiwale kwiatów,
Otmuchów - zamek © biber
a z zamkowej wieży roztaczają się wspaniałe widoki sprawiają że nie chce się stąd ruszyć. Jednak trzeba. Odnajduje jeszcze kolumnę ufundowaną przez miejscowego kata Krzysztofa Kuhn.
Otmuchów - kolumna kata © biber
Wyjeżdżam z miasta i jadę dalej. Poprzez Sarnowice, Ligotę Wielką docieram do Lubiatowa. We wsi tej oprócz ruin dworu z ok. 1600 i kościoła z pocz. XIV wieku można odszukać krzyż pokutny. Jest! Jest wmurowany w gotycki mur, który otacza kościół.
Lubiatów - krzyż pokutny © biber
Robię fotkę i jadę.
Do Paczkowa. Te stare, do dzisiejszego dnia okolone murami miasto robi wrażenie. Nie darmo nazywa się je „śląskim Carcassonne”. Baszty
Paczków - baszta © biber
, mury czy obronny i monumentalny kościół św. Jana Ewangelisty
Paczków - kościół św. Jana Ewangelisty © biber
z zachowaną wewnątrz studnią oraz ratusz i starówka naprawdę robią wrażenie. Ja jeszcze odwiedzam Muzeum Gazownictwa.
Paczków - Muzeum Gazownictwa © biber
Gdzie młody i pełen zapału przewodnik oprowadza mnie po ekspozycji. Zbiór liczników, zbiór urządzeń zasilanych gazem czy piec służący do wytwarzania gazu to jest coś! No bo gdzie indziej mógłbym zobaczyć lodówkę zasilaną gazem?
Paczków - lodówka zasilana gazem © biber
Jadę jeszcze do Domu Kata,
Paczków - Dom Kata © biber
w którym mieści się punkt informacji turystycznej i z żalem kończę swą podróż Rowerowym Szlakiem Czarownic.
Jako, że do Paczkowa dotarłem objeżdżając jeziora Otmuchowskie i Nyskie od północy chcę wrócić do Nysy „zaliczając” jeziora od południa. Kieruje się zatem na Unikowice, gdzie odnajduję krzyż pokutny z 1654 roku,
Unikowice - krzyż pokutny © biber
potem jadę na Ujeździec, Dzięwiętlice, Trzeboszowice, Ratnowice, Piotrowice Nyskie, Kałków, Buków oraz Sietrzechowice gdzie niestety straszą ruiny biskupiego dworu i docieram do Nysy.
Kładę się spać myśląc z żalem, że to już koniec Szlaku Czarownic i zostaje mi tylko powrót do domu. A to już jutro.
Trasa:
Nysa > Nowaki > Karłowice Wlk > Rysiowice > Grądy > Ulanowice > Otmuchów > Ligota Wlk > Lubiatów > Paczków > Unikowice > Ujeździec > Dzięwiętlice > Trzeboszowice > Ratnowice > Piotrowice Nyskie > Kałków > Buków > Sietrzechowice > Nysa

Szlak Czarownic – dzień 3

Piątek, 15 lipca 2011 · Komentarze(0)
I znów ulewa trwa całą noc. Lecz rano widzę piękne niebieskie niebo, po którym płyną białe chmurki. Pakuję więc się, tropik namiotu przytraczając na górę sakwy i w drogę. Drogą przez góry poprzez Česką Ves, z której pochodziło niegdyś aż 16 ofiar procesów czarownic, wprost do Rejviz. Jest wczesna pora więc nie wstępuję na ścieżkę prowadzącą do unikalnego torfowego jeziorka i jadę dalej. Poprzez Dolni Ŭdoli, z których niedaleko do zrekonstruowanych „Zlatorudnych mlýnów” (urządzeń do szukania i wydobywania złota), niestety również jeszcze zamkniętych docieram do Zlaté Hory.
Zlaté Hory to stare, górnicze miasto poszukiwaczy złota. Z niego pochodził inkwizytor Bobling, którego okrutnymi śladami podążam. Podczas swojej 40 letniej „pracy” wysłał na stos ok. 180 osób z czego z samych Zlatch Hor ok 85. Udaję się do muzeum miejskiego mieszczącego się w budynku dawnej poczty cesarskiej.
Zlaté Hory, Czechy - muzeum © biber
Właśnie otwierają. Miła pani wpuszcza mnie wraz z rowerem do środka, gdzie mogę się zapoznać z historią tego regionu oraz historią okolicznego wydobycia złota. Po zejściu do podziemi oglądam ekspozycję poświęconą procesom o czary. Po zwiedzeniu miasta ruszam dalej w kierunku dawnej granicy. Zamiast jechać w kierunku Głuchołaz skręcam zaraz na Jarnotółwek, a nie jak sugeruje szlak wracać się do niego z Głuchołaz. W tej malowniczo położonej wsi znajduje się neoromański kościół św. Bartłomieja Apostoła z 1907 oraz należący do osoby prywatnej dwór z XIX wieku.
Jarnotówek - kościół św. Bartłomieja Apostoła z 1907 © biber
Podobno jeszcze w połowie XIX wieku na strychu tutejszej gospody znajdował się specjalny taboret służący do przesłuchiwania oskarżonych o czary. Był najeżony gwoździami. Pośrodku znajdował się długi, najeżony kolcami ząb obliczony na odbyt. Był on „przechodni” i wypożyczany wszystkim sądom w księstwie nyskim. Nie wiadomo co się z nim stało
Wracam do Głuchołaz. Szlak prowadzi do centrum miasta mijając „Szubieniczną Górę”. Wykonywano tam wyroki miejskiego sądu. Z miasta pochodziło 21 ofiar szaleństwa polowań na czarownice. W Głuchołazach wspinam się na Basztę Górną
Głuchołazy - Baszta Górna © biber
, skąd rozciąga się wspaniały widok na Złote Góry.
Głuchołazy - Baszta Górna - panorama © biber
Po zejściu na dół przez rynek idę do kościoła św. Wawrzyńca. Wejście do kościoła zdobi przepiękny średniowieczny portal.
Głuchołazy - portal kościoła św. Wawrzyńca © biber
Wyjeżdżam z miasta i w miejscowości Charbielin wracam na szlak. Piękna, mało uczęszczana droga prowadzi mnie przez Nowy Las do Starego Las, gdzie zwiedzam pozostałości grodziska z XII wieku. Jadę dalej i docieram do Kępnicy.
W murze kościoła umieszczono krzyż pokutny.
Kępnica - krzyż pokutny © biber
Droga wijąca się pośród pół pełnych zboża prowadzi mnie do Wierzbięcic.
W tej niewielkiej wsi w latach 1806-07 przebywał jako proboszcz marszałek markiz Marc Marie de Bombelles, mleczny brat króla francuskiego Ludwika XVIII. Po powrocie do Francji w 1815 został biskupem Amiens. We wsi odnajduję aż dwa krzyże pokutne! Oba przy ruchliwej drodze Nysa-Prudnik.
Wierzbięcice - krzyż pokutny © biber
Wierzbięcice - krzyż pokutny © biber
Starą, polną drogą docieram do Domaszkowic gdzie przy kościelnym murze stoi olbrzymi krzyż pokutny.
Domaszkowice - krzyż pokutny © biber
Wg ustnych przekazów stoi w miejscu gdzie husyci zamordowali proboszcza broniącego świątyni.
Szlak biegnie dalej. Dojeżdżam do Niwnicy. W tej wsi urodził się Piotr Nowak, który w 1447 otrzymał sakrę biskupią i odbudowywał swą diecezję po najazdach husytów. W 1453 zaprosił do Wrocławia słynnego wówczas kaznodzieję Jana Kapistrana. W owym czasie odbywały się procesy przeciwko ludności żydowskiej, którą oskarżano o profanację hostii. Obaj uczestniczyli w procesach, które wysłały na stos kilkadziesiąt osób.
Poprzez Wyszków Śląski oraz Konradową dojeżdżam do Nysy.
Nysa - kościół śś. Jakuba i Agnieszki oraz dzwonica © biber
Dawna stolica księstwa biskupiego – „śląski Rzym” ma wiele do zaoferowania. Mnogość zabytków nie pozwala w ciągu krótkiego pobytu zobaczyć je wszystkie. Niestety te piękne miasto zapisało swą czarną kartę w procesach czarownic. Aby usprawnić proces palenia czarownic wniesiono nawet specjalny piec. Zachowało się świadectwo iż 6 września 1639 roku spalono w nim 26 kobiet. O tym smutnym rozdziale w historii księstwa można się przekonać w Muzeum oglądając wystawę poświęconą polowaniom na czarownice.
Znajduję nocleg, tym razem na dwie noce i idę spać. Jutro niestety będę kończył swą podróż Szlakiem Czarownic.
Trasa:
Jesenik > Rejviz > Zlaté Hory > Jarnotówek > Głuchołazy > Charbielin > Nowy Las > Stary Las > Kępnica > Wierzbięcice > Domaszkowice > Niwnica > Wyszków Śl > Nysa

Szlak Czarownic – dzień 2

Czwartek, 14 lipca 2011 · Komentarze(0)
W nocy budzi mnie burza, a właściwie burze. Dwie. Towarzyszący im deszcz leje całą noc. Gdy rankiem wychylam głowę z namiotu już co prawda nie leje, a góry „dymią”. Nie zraża mnie to i pakuję się. Ruszam w stronę niedalekiego Sobotina. Zaraz za Velké Losiny w niewielkiej wsi Maršikov trafiam na małą, drewnianą perełkę – drewniany kościół św. Michała z 1609.
Maršikov, Czechy - kościół św. Michała z 1609 © biber
Mam szczęście. Jest otwarty. Właśnie ekipa konserwatorów przeprowadza oględziny kościoła ale pozwalają mi wejść do środka. Piękne polichromie pokrywają strop i ściany, a z barokowego ołtarza spogląda św. Michał. Jadę dalej. Już jestem w paśmie Jeseników więc droga pnie się do góry i trzeba deptać na przełożeniu 1:1. Gdy już wspiąłem się na górę zjeżdżam wprost do Sobotina.
W Sobotinie trafiam wprost pod późnorenesansowy kościół św. Wawrzyńca z 1607
Sobotin, Czechy - kościół św. Wawrzyńca z 1607 © biber
, w którym to przyłapano żebraczkę Marinę Schuchovą na kradzieży hostii, która miała sprawić aby krowa miejscowej akuszerki dawała więcej mleka. Złapano ją i przewieziono ją do więzienia, oskarżając o czary. To tragiczne wydarzenia z 1678 roku przypomina pomnik obok kościoła.
Sobotin, Czechy - pomnik © biber
Droga wijąca się początkowo doliną prowadzi mnie dalej. Trafiam do Verniřovic.
Tam przed urzędem gminy znajduje się pomnik, który przypomina o spaleniu żywcem 7 sierpnia 1679 Marinę Schuchovą.
Verniřovice, Czechy - pomnik © biber
Niedaleko znajduje się również wart obejrzenia późnobarokowy lecz przebudowany w XIX wieku kościół św. Mateusza.
Tutaj kończy się również šumperski odcinek Szlaku Czarownic. Rozstaję się „na chwilę” z moją czarodziejską przewodniczką na rowerze, która mnie tak dobrze prowadziła od Mohelnic i wykorzystując doskonałe trasy rowerowe jadę dalej. (Symbol czarownicy na rowerze ma się pojawić znów w Jeseniku.)
I znów pod górę! I znów z góry. Korzystając z tego, że droga zbliżyła się do miasta Loučna nad Desnou postanawiam wpaść tam na kawę. Tym bardziej, że zaczyna padać a i zastrzyk kofeiny przed następnymi górkami się bardzo przyda. Akurat wypiłem kawę i przestało padać. Więc jeszcze po batoniku z muesli i w drogę. Przełożenie 1:1 się dziś napracuje. Kręcę i kręcę, a drogi nie ubywa. Serpentyny wiją się i wiją w górę. W końcu widzę szczyt! Jestem na Cervenohorské sedlo! 1013m npm. Uff!
Cervenohorské sedlo, Czechy © biber
Chwila odpoczynku, i mogę zjeżdżać. Ach jak wspaniale! Pędzi się super! Kilometry tylko migają, a widoki... W dolinach po tej stronie pasma świeci słońce. Raz, dwa śmigam przez Běla pod Pradědem i jestem w Jeseniku.
A właściwie w Domašovie. Stąd pochodziły 3 ostatnie ofiary procesów czarownic na ziemi jesenickiej: Kaszpara Gottwalda stracono w listopadzie 1683, a w lutym 1684 stracono Annę Stenzlovą wraz z córką Roziną. Anna jako główna oskarżona została zmuszona do obserwowania ścięcia swojej dwudziestoletniej córki. Potem obie spalono... Te smutne wydarzenie upamiętnia pomnik.
I już jestem w Jeseniku. Gdyby nie ten szybki zjazd... A tak mogę zobaczyć miejscowe muzeum urządzone w renesansowej „Twierdzy na wodzie” z XVI wieku.
Jesenik, Czechy - Twierdza na wodzie © biber
Zaglądam również do kościoła Wniebowzięcia NMP z 1882 no i jadę pod dom, w którym miał mieszkać ostatni kat Michał Waschsman. Budynek można zobaczyć tylko z zewnątrz.
Jesenik, Czechy - Dom Kata © biber
W środku są jakieś biura i chyba mieszkania. Jeszcze wizyta na rynku
Jesenik, Czechy - ratusz © biber
i pędzę do parku koło drogi do Jesenika Zdroju. Tam w latach 1622 – 1684 stracono ponad 100 osób – ofiar procesów o czary. W 1966 w tym miejscu postawiono pomnik.
Jesenik, Czechy - pomnik © biber
Potem jadę dalej do samego Jesenika Zdrój. Chcę zobaczyć rodzinny dom jednego z twórców hydroterapii Vincentego Priessnitza. Tego samego, od którego nazwiska pochodzi nazwa urządzenia używanego w każdym domu. Ten genialny samouk wyleczył sam siebie z ciężkich obrażeń za pomocą mokrych okładów. Potem rozpoczął leczenie ludzi, a jego sława rozniosła się daleko. Np. z Poznania jeździli do niego hrabiowie Raczyńscy. Niestety do muzeum urządzone w jego domu spóźniam się 3 minuty! I „całuję” klamkę. Zostaje tylko fotka z zewnątrz.
Jesenik, Czechy - dom Vincentego Priessnitza © biber
Szukam noclegu, rozbijam się i tradycyjnie już kończę dzień piwkiem.
Trasa:
Velké Losiny > Sobotin > Verniřovice > Loučna nad Desnou > Cervenohorské sedlo > Běla pod Pradědem > Jesenik

Szlak Czarownic – dzień 1

Środa, 13 lipca 2011 · Komentarze(2)
W końcu właściwy Szlak Czarownic! Wyjeżdżam z kempingu i zaraz „łapię” oznakowanie szlaku w postaci tabliczki z czarownicą na rowerze. Ścieżką super się jedzie. Lokalnymi drogami, na których praktycznie nie ma ruchu docieram pod zalesione wzgórze. Spośród drzew wynurza się wieża zamku.
Zamek Mirov, Czechy © biber
Zamek Mirov pochodzi z połowy XVII wieku lecz pierwsze pisemne wzmianki o jego istnieniu pochodzą z 1266 roku. Należał niegdyś do biskupów Ołomuńca. Pokonałem 12% podjazd pod wzgórze, skręcam pod zamek i... więzienie! Zamek pełni tę funkcję już od końca XIX wieku. W przewodniku nic nie napisali? Sprawdzam. Faktycznie nic nie napisali. Gdyby nie to, że droga i tak prowadzi szczytem wzgórza to fajnie bym się pluł w brodę za ten podjazd. Nic to zadowalam się fotką tablicy poświęconej dziekanowi Lautnera, który przebywał na zamku w Mirovie w latach 1680-83, kiedy to toczył się jego proces. Kawałek dalej natrafiam na cmentarz więźniów zamku z ostatniej wojny. Wtedy to na zamku przebywali uwięzieni Polacy i Czesi. W większości byli oni chorzy na gruźlicę. Lecz na zamku nie znaleźli leczenia lecz ciężką pracę i śmierć...
Przez niewielkie wioski drogą prowadzącą polami docieram do Šumperka.
Šumperk to miasto założone w XII wieku, które do dziś zachowało średniowieczny układ ulic, obwarowania miejskie no i jest pełne zabytków. Jedynym z nich jest były klasztorny barokowy kościół Zwiastowania NMP, który można zwiedzać.
Šumperk , Czechy - kościół Zwiastowania NMP © biber
Dziś w jego pięknym wnętrzu odbywają się koncerty. Mnie szlak przywiódł wprost pod drzwi tzw. Domu Geschadera należącego niegdyś do Jindřicha i Marii Peschke – ofiar polowań na czarownice.
Šumperk, Czechy - tzw. Dom Geschadera © biber
W jego podziemiach urządzono wystawę dokumentującą ten smutny czas. Zwiedzam wystawę w towarzystwie głosu Franciszka Henryka Boblinga, który prowadzi mnie przez kolejne pomieszczenia i objaśnia ekspozycję.
Šumperk, Czechy - "Młot na Czarownice" - podręcznik inkwizytorów © biber
Šumperk, Czechy - rekonstrukcja celi © biber
Wystawa bardzo ciekawa, a pomysł z „wykorzystaniem” głosu inkwizytora jest przedni, tym bardziej iż oprócz „jego” głosu słyszymy jeszcze różne efekty dźwiękowe. I to wszystko w polskiej wersji językowej gdyż każdy zwiedzający otrzymuje słuchawki i „walkmana” z odpowiednią wersją językową. Po zwiedzeniu wystawy szukam jeszcze miejsca gdzie niegdyś stało więzienie, w którym w latach 1679-1696 więziono 22 ofiary procesów czarownic. Odnajduję również plebanię należącą do Lautnera. Szlak wyprowadza mnie z miasta, prowadząc koło miejsca egzekucji ofiar procesów czarownic.
Šumperk, Czechy - pomnik ofiar procesów czarownic © biber
Upamiętnia je tablica, a tuż obok szumi cicho jeziorko...
Droga następnie wiedzie mnie spokojnymi wioskami, poprzez pola, lasy dalej. Bliscy ofiar polowań na czarownice na ich pamiątkę stawiali gdzieś na odludziu kapliczki.
Kapliczka czarownicy © biber
Takie kapliczki mogę zobaczyć przy szlaku.
W Rapotinie, w centrum miasteczka wnosi się kościół Wniebowzięcia NMP, przy którym stoi kolejna tablica na szlaku upamiętniająca 7 pochodzących z Rapotina ofiar procesów czarownic.
Szlak prowadzi dalej więc i ja jadę dalej. Wprost do Velké Losiny.
Pierwsze co rzuca się w oczy po wjeździe do miasta to zamek.
Zamek Velké Losiny, Czechy © biber
Zamek Velké Losiny, Czechy - widok z dziedzińca © biber
Renesansowy zamek wniesiono w końcu XVI wieku. W okresie barok zyskał barokowe przybudówki oraz otoczono go rozległym parkiem w stylu angielskim. Ekspozycja muzeum zamkowego robi wrażenie. Szczególnie kolekcja arrasów, łącznie z najstarszym arrasem na terenie Czech. Przy okazji zwiedzania dowiedziałem się również o końcu życia inkwizytora Boblinga. Otóż osiadł on w Ołomuńcu jako szanowany i bogaty mieszczanin (nic dziwnego skoro ofiary musiały płacić za swój proces i drzewo na stos, a ich krewni za ucztę po procesową trybunału). Pojął wtedy za żonę zaledwie 14 letnią dziewczynę... Po zwiedzeniu zamku jadę dalej bo w mieście chcę jeszcze zobaczyć Muzeum Papieru działające przy jednej z najstarszych czeskich fabryk papieru.
Velké Losiny, Czechy - Muzeum Papieru © biber
Velké Losiny, Czechy - Muzeum Papieru - wanna do produkcji papieru © biber
Fabryka działa do dziś metodami ręcznymi, a jej wyroby trafiają m. in. na biurko prezydenta Czech. Muzealna ekspozycja przedstawia dzieje papieru i sposoby jego wytwarzania na przestrzeni dziejów. Na zakończenie zwiedzania można zajrzeć na produkcję...
Szukam kempingu i bardzo łatwo go znajduję gdyż Velké Losiny to miejscowość uzdrowiskowa z źródłami termalnymi. Po rozbiciu namiotu u gościnnego gospodarza kempingu (Polaka :)) uzyskuję informację, iż otwarty basen z wodą o temperaturze 27st. C właśnie zamykają ale zdążę do zamkniętego basenu z wodą o temperaturze 38st. C, który znajduje się w środku sanatorium.
Woda jest cieplutka mino że pokonuje drogę 1000m z wnętrza ziemi i nawet zbyt mocno nie pachnie zgnitymi jajami (tylko troszkę). Po godzinnym moczeniu czuję się niczym młody bóg...
W parku koło sanatorium znajduje się pomnik upamiętniający 38 ofiary polowań na czarownice, a przy zamku tablica wspominająca ich uwięzienie. (lata 1678 – 1686)
Ostatnie dwa dni to małe dystanse ale ta mnogość atrakcji...
Trasa:
Mohelnice > Mirov > Šumperk > Rapotin > Velké Losiny

Szlak Czarownic – dojazd – dzień 3

Wtorek, 12 lipca 2011 · Komentarze(0)
Pożegnałem gościnny kemping w Šternberku i ruszyłem w dalszą drogę. Dziś w planie mam mały „skok w bok” od trasy prowadzącej do głównego celu wycieczki. Kieruję się zatem na Rymarov i pedałuję przez małe miasteczko Paseka, za którym rozpoczyna się podjazd. Więc przełożenie 1:1 i raz, dwa, raz, dwa... i po „chwili” widzę już cel „skoku w bok”. Za zakrętem wyłonił się potężny zamek zawieszony na skalnym cyplu.
Zamek Soviniec, Czechy © biber
To zamek Soviniec. Gotycki zamek został założony przed rokiem 1333. W okresie wojen husyckich był ważną twierdzą husycką, był również w rękach Krzyżaków, zdobyty przez Szwedów w 1634, podczas drugiej wojny światowej gród był więzieniem i bazą jednostki Wehrmachtu. Położenie twierdzy robi wrażenie. Wygląda jakby był zawieszony nad doliną. Naprawdę zasługuje aby nazwać go „Orlim Gniazdem”. Tak majestatycznie musiały wyglądać zamki na Jurze w okresie swej świetności. Zostawiam rower, kupuję bilet i udaję się na zwiedzanie zamku. Oprowadza mnie wraz z grupą turystów sympatyczna przewodniczka w stroju z epoki.
Przewodnik na zamku Soviniec, Czechy © biber
To wprowadza swoisty „smaczek” do wędrówki poprzez pomieszczenia zamku i podzamcza. Zwiedza się również budynki „służebne” ponieważ mieściła się tam niegdyś szkoła leśna. Można więc zobaczyć zbiory np. motyli, które służyły do nauki przyszłym leśnikom. W byłym kościele położonym tuż obok zamku mieści się wystawa poświęcona Zakonowi Krzyżackiemu, niestety zamknięta. Patrzę na zegarek – to już tyle czasu?! Na szczęście czeka mnie teraz zjazd. Super się jedzie w dół, kilometry tylko śmigają i już jestem w Dlouhá Loučka. Tam kończy się zjazd i zaczyna się jazda wg schematu: góra, dół, góra, dół. Jadę i czuję się jak na morzu, takie falowanie drogi ;)
Docieram do miasta Uničov. Robię sobie tam dłuższą przerwę i szybko zwiedzam miasto.
Ratusz i kolumna maryjna, Uničov, Czechy © biber
A jest co oglądać: ratusz z XV wieku przebudowany w XIX, resztki murów miejskich z bramami, kolumnę maryjną z 1743, zbrojownie miejską (obecnie muzeum), kościół barokowy z 1779. No ale trza jechać dalej, robi się późno, a przejechałem dopiero niewielki odcinek. Zaczyna się znowu jazda wg schematu: góra, dół, góra, dół. Na szczycie jednej z takich górek gdy przystaję aby zaczerpnąć tchu, rozglądam się i w dali widzę biel murów zamku. To Úsov.
W Úsovie znajduje się zamek Lichtensteinów.
Zamek Úsov, Czechy © biber
Jest to jeden z najstarszych zamków północy Moraw, zbudowany w stylu francuskiego kasztelu. Na koniec XVII wieku, częściowo przebudowany na zamek. Od 1898 roku, założone przez pierwotnych właścicieli zamku, Lichtenstein działa tu muzeum łowiectwa i leśnictwa (kolekcja trofeów z wypraw do Afryki, zbiór przyrządów kłusowników i karabinów myśliwskich) Wprowadzam rower aż na dziedziniec zamkowy (nie ma z tym żadnego problemu ze strony obsługi) i idę zwiedzać. Już klatka schodowa robi wrażenie.
Zamek Úsov, Czechy - klatka schodowa © biber
Od dołu do góry obwieszona rogami (każde poroże opisane datą odstrzału). Przewodniczka prowadzi dalej (swoją drogą dykcji mogła by jej pozazdrościć niejedna spikerka radiowo-telewizyjna). Zamek jest pełen rozmaitych trofeów z wszystkich kontynentów.
Zamek Úsov, Czechy - trofea myśliwskie © biber
Mogę również zobaczyć zbiory byłej szkoły leśnej. Wypchane zwierzęta są tak wyeksponowane aby maksymalnie oddać ich naturalne środowisko. Gdyby nie szklane szyby gablot można by pomyśleć, że się jest np. w norze lisiej rodziny. Po zwiedzeniu ekspozycji chodzę jeszcze chwilę po majdanie zamkowym. W dawnej wartowni dzieci mogą pobawić się średniowiecznymi grami, chociaż czy kości są dla dzieci? W jednym z pomieszczeń pokazano jak wyglądała sala tortur.
Zamek Úsov, Czechy - sala tortur © biber
Fajnie się chodzi i zwiedza ale te wskazówki na zegarze... Jadę dalej. Do Mohelnic.
To miasto to pierwszy przystanek na Szlaku Czarownic.
Jest to rowerowy szlak wytyczony pomiędzy miejscami związanymi z „polowaniem na czarownice” w XVII wieku. Prowadzi od Mohelnic poprzez Jesenik, Nysę aż do Paczkowa. Długość szlaku po czeskiej stronie wynosi ok 138km, natomiast po polskiej ok. 100km.
Mohelnice obecnie to ważny ośrodek przemysłu elektrotechnicznego. Niegdyś centrum handlu i rzemiosła oraz siedziba prowincji lennej biskupstwa ołomunieckiego. Było wielokrotnie palone i niszczone podczas wojen husyckich i wojny trzydziestoletniej. O tych burzliwych dziejach miasta i okolicy mogę się przekonać dzięki miłej pani kustosz miejscowego muzeum, która wpuszcza mnie do środka mimo bardzo bliskiej pory zamknięcia muzeum.
Muzeum w Mohelnicach, Czechy - werk ratuszowego zegara © biber
Muzeum w Mohelnicach, Czechy - rowerek © biber
Oprócz muzeum oglądam urokliwy rynek, a jakże z kolumną maryjną czy zabytkowe kościoły.
Mohelnice, Czechy - Kościół św. Stanisława © biber
No i oczywiście szukam pierwszych przystanków na Szlaku. Niestety „Domu Czarownic” już nie ma. W nim był więziony ksiądz dziekan Krzysztof Alojzy Lautner z Šumperka, który trafił tam i został poddany ciężkim torturom za przeciw wstawienie się okrutnemu i fanatycznemu inkwizytorowi Franciszkowi Henrykowi Boblingowi. Lautner podjął się obrony swych parafian przez co Bobling oskarżył go o uczestnictwo w sabacie, profanowanie hostii, chrzczenie dzieci w imię szatana. Te oskarżenia zostały poparte zeznaniami „świadków”, którzy zostali w tym celu poddani ciężkim torturom. Lautner również był torturowany lecz nie przyznał się do stawianych mu zarzutów. Na miejscu „Domu Czarownic” znajduje się obecnie „Dom z basztą”.
Mohelnice, Czechy - Dom z basztą © biber
W obecnym miejskim parku znajduję drugie miejsce związane z procesami czarownic. To miejsce, w którym w 1685 spalono żywcem dziekana Lautnera. Podobno do ostatnich chwil życia modlił się. Jego egzekucję oglądało 20.000 ludzi. Miejsce to upamiętnia pomnik.
Mohelnice, Czechy - pomnik w parku © biber
Jako, że jest już późno szukam miejsca na nocleg, a potem nie gotuję sam lecz idę „na miasto”. Trzeba jakoś uczcić fakt dotarcia na początek Szlaku. Zamawiam knedliki i recz jasna piwko ;)
Od jutra prowadzić mnie będzie sympatyczna czarownica na rowerze...
Symbol rowerowego Szlaku Czarownic © biber
Trasa:
Šternberk > Paseka > Soviniec > Dlouhá Loučka > Unicov > Ŭsov > Mohelnice

Szlak Czarownic – dojazd – dzień 2

Poniedziałek, 11 lipca 2011 · Komentarze(4)
W nocy budzi mnie burza. Na szczęście do rana przechodzi i mogę cieszyć się dobrą pogodą. Po śniadaniu i zwinięciu namiotu ruszam. Muszę wrócić do Hradec nad Moravice. Tu bez problemu znajduję skrzyżowanie szlaków rowerowych i wybieram trasę nr 551 (ścieżki rowerowe w Czechach są oznakowane numerami, a nie kolorami jak to ma miejsce u nas). Chociaż słowo ścieżka wprowadza w błąd. Ja nie boję się użyć słowa droga rowerowa: porządne, czytelne oznakowanie, nawierzchnia asfaltowa to wszystko nie odbiega od standardów europejskich, które miałem okazję poznać. Trasa, którą podążam prowadzi mnie wzdłuż tzw. „Kanału Weisshuhna”. To unikalne dzieło hydrotechniczne.
Kanał Weisshuhna, Czechy © biber
Kanał Weisshuhna - akwedukt, Czechy © biber
<em>Budowa w 1891 roku papierni w Żimrowicach, a tym samym konieczność dostarczenia odpowiedniej ilości wody niezbędnej w cyklu technologicznym jak i zapewnienie zapasu drzewa do przeróbki, była bezpośrednią przyczyną budowy kanału. Prócz tego woda została wykorzystana do napędu turbin hydrogeneratorów elektrowni wodnej. Produkowana energia elektryczna służyła do zasilania papierni oraz pobliskiej Opawy. Kanał Weisshuhna liczący 3600m długości jest w całości wykuty w skałach okolicznych wzgórz. W wielu miejscach jeden jego brzeg chroniony jest, przed rozmyciem i osunięciem, murem oporowym. Niektóre miejsca dodatkowo zabezpieczone są stalowymi linami i kształtownikami spinającymi oba jego brzegi. Kanał zaczyna się tunelem o długości 45, szerokości 4 i wysokości 3 metrów, przechodzącym pod Kozim Grzbietem. Na swojej drodze pokonuje jeszcze dwa akwedukty i dwa kolejne tunele, aby na końcu pokonując efektowny wodospad połączyć się z rzeką Morawicą. Różnica poziomu luster wody kanału i rzeki wynosi w tym miejscu 26 m. Trasę kanału wytyczono i pomiary wykonano w 1889 roku, a po uzyskaniu zgody budowę rozpoczęto 24.5.1890. Z uwagi na trudne warunki terenowe, konieczność pokonania znacznych wzniesień i wąwozów, było to przedsięwzięcie śmiałe i technicznie skomplikowane. W sierpniu 1890 r. pod Kozim Grzbietem ukończono budowę tunelu jednak powódź spowodowała jego zamulenie i uszkodzenie części już zbudowanego kanału. Budowę kanału zakończono w maju 1891. Do 1966 był on w pełni eksploatowany, spławiano nim drzewo, a od 1966 jego wody napędzają turbinę w istniejącej do dziś elektrowni.
Twórca kanału Karol Weisshuhn urodził się 27.2.1837 w Rybniku. W roku 1861 przenosi się do Opawy. W 1862 roku przejął opuszczony młyn wodny w Albrechticach, kilka kilometrów od Żimrowic, i przebudował go na tartak. Siłę wody wykorzystał również w tartakach w Medlicach i Morawicy, które z czasem nabył. Sześciokrotnie wyjeżdżał do Stanów Zjednoczonych, gdzie poznał i zaprzyjaźnił się z Tomaszem A. Edisonem. Na początku lat dziewięćdziesiątych XIX wieku postanawia przenieść produkcję papieru do Żimrowic. W 1911 roku projektuje zaporę wodną w Krużberku (zaporę, dokładnie w tym miejscu, wybudowano 40 lat później). U schyłku życia Karol Weisshuhn osiadł w Seifenmühle, cichej osadzie w dolinie Morawicy. Mieszkał wraz z żoną Fryderyką i prawnuczką Fryderyką Viktorią Gessner, znaną później jako Joy Adamson, autorką "Elzy z afrykańskiego buszu"(urodzoną w Opavie). 4 lutego 1919 roku podczas inspekcji lasu, jadąc saniami uległ wypadkowi i tego samego dnia zmarł.*</em> Trasa rowerowa poprowadzona wzdłuż biegu kanału pozwala wyrobić w sobie szacunek dla budowniczych tej perły inżynierii. Ścieżka pnie się to w górę, to w dół lecz komfortowa nawierzchnia sprawia, że jedzie się przyjemnie. Jedynie krótki odcinek szczytowy jest odcinkiem terenowym. Właściwie to kamienistym. Muszę podprowadzić rower. Nie mogę jechać, cóż jadę na trekkingu. „Góral” dał by radę. Za to widoki gdy w ścianie lasu otwiera się „okno”...
Dla takich widoków warto męczyć się pod górę © biber
Gdy zjeżdżam już z gór spotykam stado krów. Nie są to typowe krasule lecz jakaś, siaka rasa „włochata”.
Mućka © biber
Pierwszy raz takie widzę. Gdy już „Mućka” przestała mi pozować jadę dalej.
Docieram do Vitkowa, gdzie urodził się Jan Zajíc , który 25.02.1969 w proteście przeciwko okupacji Czechosłowacji przez wojska Układu Warszawskiego dokonał samospalenia w Pradze.
Przejeżdżam przez te urokliwe miasteczko i już jestem w Budišov nad Budišovkou gdzie odpoczywam w pobliżu pięknego ratusza i zabytkowego kościoła.
Ratusz w Budišov nad Budišovkou © biber
Jadę dalej.
Docieram do wsi Guntramovice. Na okolicznych polach 28 czerwca 1758 rozegrała się bitwa pomiędzy wojskami pruskimi i austriackimi. Austriakami dowodził słynny generał von Laudon.
Tablica w miejscu bitwy w Guntramovice, Czechy © biber
Generał odcisnął takie piętno w c.k. tradycji wojskowej, że jeszcze dobry wojak Szwejk wysłuchiwał: Himmellaudon! jak coś, oczywiście nieświadomie, przeskrobał ;) Tam gdzie kiedyś grały armaty i rozlegał się szczęk oręża dziś pasą się krowy (już „normalne”).
Pola w pobliżu Guntramovic © biber
Przez Morawsky Beroun docieram do Šternberk.
Wjeżdżam do miasta, a właściwie wpadam wprost z zjazdu wspaniałymi serpentynami. Wcześniejsze pocenie się pod górę w jednej chwili zostało wynagrodzone. Šternberk wita mnie piękną starówką z dominującą na nim kolumną Matki Boskiej z 1719 roku oraz kościołem Zwiastowania NMP – barokowo-klasycystyczną świątynią z XVIII wieku, należąca niegdyś do augustianów. Niestety zamknięta już, a szkoda bo w środku można zobaczyć m.in. rokokowe malowidła na stropach
Kolumna Matki Boskiej z 1719 roku oraz kościół Zwiastowania NMP w Šternberk, Czechy © biber
Lecz za kościołem... Ku niebu wznosi się potężna bryła zamku.
Zamek Šternberk, Czechy © biber
Zamek Šternberk wybudowany został w XIII wieku, dzisiejszy wygląd pochodzi z 1886, kiedy przebudową kierował wiedeński architekt K. Keiser na zlecenie Jana II z Lichtensteinu. Przebudowa była wykonana w stylu neogotyckim. Do 1945 był w rękach książęcej rodziny Liechtensteinów, która do dnia dzisiejszego domaga się jego zwrotu. W środku zamku znajduje się kolekcja obrazów, broni i wyposażenia. W zamkowej kaplicy można obejrzeć kopię gotyckiej Šternberkskiej Pięknej Madonny. Patrzę na tablicę przy wejściu – zdążyłem! Pędem na dziedziniec. Wchodzę na schody... brama zamknięta... co jest? Patrzę na zegarek raz jeszcze, jeszcze godzina do zamknięcia. Nagle widzę dzwonek więc naciskam. Po chwili otwiera miła pani i informuje: dziś poniedziałek, muzeum zamknięte. Ech... Na tablicy nic nie pisało. Zostaje tylko podziw bryły zamku z zewnątrz. Na pocieszenie dostaję opis drogi na kemping. Położony jest zaraz za miastem, pomiędzy rzeczką, a lasem. Pani w recepcji spisując dane z dowodu z uśmiechem informuje, że urodziła się w Strzelcach Opolskich ;) Po chwili miłej rozmowy rozbijam namiot i podobnie jak wczoraj kończę dzień przy kufelku miejscowego piwka.
Trasa:
Hradec nad Moravice > trasa rowerowa nr 551 > Vitkov > Budisov nad Budisovku > Morawsky Beroun > Šternberk
_________________________________________________
* - za stroną http://www.kanalgliwicki.net/weisshuhn/kanal_weisshuhna.html

Szlak Czarownic – dojazd – dzień 1

Niedziela, 10 lipca 2011 · Komentarze(3)
Wreszcie! Długo wyczekiwany , wyśniony urlop! Ostatnie zakupy już wczoraj zrobione, sprawy przed urlopowe zamknięte – mogę jechać! Pobudka, śniadanie, kawa, sakwy na rower i w drogę! Puste niedzielno-poranne drogi sprawiają, że jadę szybko i już po 2 godzinach, o szóstej jestem w Rudach. Gdy robię sobie chwilę przerwy słyszę odgłosy nadchodzącej burzy. Ale jaśniejący w dali horyzont mnie uspokaja. Ruszam dalej w kierunku Raciborza. Burza przechodzi bokiem, łapie mnie tylko parę kropel. Postanawiam opuścić DW919 i skręcam w drogę lokalną prowadzącą do Adamowic. Dzięki temu chcę „zaoszczędzić” paru kilometrów. W Adamowicach jednak źle skręcam i zanim się spostrzegłem widzę napis „Lyski”. I tak zamiast „zaoszczędzić” „zarabiam” jakieś niecałe 20 kilometry. Oprócz dodatkowych kilometrów zyskuję „objechanie” burzy, której potężne chmury obserwuję tylko z daleka oraz nową fotografię do albumu „Krzyże pokutne” (krzyż stoi przy drodze z Lysek do Markowic, jadąc od strony kościoła, za zakrętem po prawej stronie drogi).
Krzyż pokutny - Lyski © biber
Już bez dalszego błądzenia docieram do Raciborza gdzie zatrzymuję się na kawę. Mimo obaw szybko wydostaję się z miasta i docieram do Krzanowic.
Tam zatrzymuję się pod monumentalnym kościołem p.w. św. Wacława.
Kościół p.w. św. Wacława - Krzanowice © biber
Kościół p.w. Świętego Wacława został zbudowany w 1915 r. wg projektu Józefa Seyfrieda w stylu neobarokowym z wyposażeniem barokowo-klasycystycznym. Mam szczęście i docieram tam 15 minut przed mszą i mogę zobaczyć wnętrze. A wnętrze? Przepiękne! Piękne ozdoby malarskie sklepienia oraz wspaniały ozdobny żyrandol zachwycają mnie lecz droga wzywa. Pedałuję raźno w kierunku dawnej granicy polsko-czeskiej. Po dawnej granicy pozostał tylko niewielki budyneczek i znaki drogowe. Zjeżdżam zatem z górki i jestem już w miejscowości Chuchelná.
Chcę tam zobaczyć zabytkową kaplicę grobową.
Kaplica św. Krzyża - Chuchelná, Czechy © biber
Kaplica św. Krzyża z końca XIX w. została wzniesiona jako mauzoleum rodziny Lichnowskich. Niestety nie wchodzę do środka, jest to możliwe w określonych godzinach lecz ja nie czekam do 14.30, zadowalam się tylko fotografami pięknych sarkofagów wiszącymi przed kaplicą i jadę dalej. Wprost do miejscowości Kravaře.
W Kravaře podziwiam, pięknie odrestaurowany pałac.
Pałac w Kravaře, Czechy © biber
Pałac w Kravaře, Czechy © biber
Barokowa budowla wybudowana została w latach 1721-1728. W 1636 roku w tej miejscowości umiera słynny polski medyk, dyplomata i alchemik Michał Sędziwój (Przypuszcza się, że został pochowany w kościele Świętego Ducha w Opawie). Czekam i czekam na przewodnika, który właśnie ma przerwę. Po upływie czasu przerwy... nikt się nie zjawia. Cóż... robię fotki i udaję się do potężnego, wybudowanego z czerwonej cegły kościoła z XVI wieku.
Kościół w Kravaře, Czechy © biber
Kościół w Kravaře, Czechy © biber
Kościół w Kravaře, Czechy © biber
Z czerwienią murów kontrastuje biel tynków wysokiej dzwonnicy. Wchodzę do środka. Potężne ceglane kolumny wnoszą się wysoko do sklepienia... lekkość konstrukcji... bogactwo i kunszt rzeźbiarskich detali... słowem poezja! Pozostając pod wrażeniem doskonałości warsztatu dawnych mistrzów jadę dalej.
Opava to stare miasto z piękną starówką. Budynki są pięknie utrzymane i wyglądają jakby były zbudowane wczoraj.
Ratuszw Opava, Czechy © biber
Teatr Śląski w Opava, Czechy © biber
Przez uroczy rynek z pięknym ratuszem i budynkiem Teatru Śląskiego przechodzę kręcąc głową w wszystkie strony, coś pięknego. Przechodzę pod potężną, jedną przyporą kościoła, którego wieża z daleka była widoczna nad dachami.
Kościół Wniebowstąpienia NMP, Opava, Czechy © biber
To gotycki kościół Wniebowstąpienia NMP zbudowany w latach 1300-1361. Ciekawostką jest, że jest to kościół prowadzony przez zakonników Zakonu NMP Domu Niemieckiego w Jerozolimie czyli Krzyżaków. Obok kościoła znajduje się budynek parafialny oznakowany charakterystyczną białą tarczą z czarnym krzyżem. W samym kościele również znajdują się symbole zakonu. Wspaniałości tego starego śląskiego miasta sprawiają iż ciężko sie wyjeżdża.
A niedaleko czeka na mnie Raduň.
Perłą tej miejscowości jest, położony na wzgórzu, pałac.
Pałac w Raduň, Czechy © biber
Pałac powstał w XVI wieku w wyniku przebudowy z XIV -wiecznej twierdzy. W XIX wieku pałac został przebudowany ze stylu renesansowego na empire. Park pałacowy ukształtowano w stylu angielskim. Od 1832 roku majątek stanowił własność rodu Blücherów. Obok mieści się oranżeria Właśnie wchodzi do środka grupa turystów, biegnę zatem do kasy i dowiaduję się iż to ostania, zapełniona do ostatniego miejsca grupa zwiedzających. Pech! Gdybym rano nie pobłądził... Niech to!
Jadę dalej.
Urokliwe miasteczko Hradec nad Moravicí wita mnie 12% podjazdem pod stojący na wzgórzu kompleks pałacowy. Kompleks ponieważ na szczycie znajdują się dwa pałace. „Biały Zamek” z XVIII wieku otoczony parkiem, miejsce pobytu Beethovena, Paganiniego i Liszta oraz „Czerwony Zamek” z XIX wieku. Ponadto na wzgórzu znajduje się „Biała Wieża” z lat 80 XIX wieku będąca niegdyś wieża ciśnień. Kolorowe nazwy wiążą się z kolorami murów oczywiście. Gdy już dysząc ciężko wtoczyłem się na wzgórze zatkało mi dech do końca.
Brama do „Czerwonego Zameku”, Hradec nad Moravicí, Czechy © biber
Potężna, wyglądająca jak z bajek brama. Wysokie hełmy wież i wieżyczek bramy, obok wysokie ceglaste mury... W niemym zachwycie przekraczam otwartą bramę i u końca alejki widzę biel murów następnego pałacu.
„Biały Zamek”, Hradec nad Moravicí, Czechy © biber
Parkuję obok gustownego lecz niepraktycznego stojaka dla rowerów i idę po bilet.
Stojak dla rowerów, Hradec nad Moravicí , Czechy © biber
Tym razem mam szczęście! Mam bilet! Po chwili drzwi się otwierają i udaję się na zwiedzanie „Białego Zamku”. Muzeum jest... piękne? Mało powiedziane! Te stropy, te piece kaflowe i kominki, ta biblioteka, te meble, te zegary, instrumenty na których grał Beethoven, Liszt... Coś wspaniałego! Gdy już wychodzę z muzeum „Biała Wieża” jest niestety zamknięta.
„Biała Wieża”, Hradec nad Moravicí, Czechy © biber
Więc podziwiam tę zamkową wieże ciśnień tylko z zewnątrz. Architekt był genialny! Zamknąć zbiornik wodny w wieży, która ma kształt zamkowej baszty i tym samym wkomponować wieże ciśnień w istniejące otoczenie... Szkoda, że dziś bardzo rzadko trafiają się tacy fachowcy. „Czerwony Zamek” dziś pełni funkcje restauracyjno-hotelowe więc tylko oglądam go z zewnątrz. Po zwiedzeniu tego całego kompleksu pałaców wraz z parkiem zjeżdżam w dół do miasta i dalej za nie aby znaleźć nocleg. Kemping jest położony jakieś 3 kilometry za miastem. Szybko rozbijam namiot, biorę prysznic, coś tam gotuję i kończę pełen wrażeń dzień nad kufelkiem pysznego czeskiego piwka.
Trasa:
Zabrze > Gierałtowice > Knurów > Pilchowice > Stanice > Rudy > Adamowice > Lyski > Markowice > Racibórz > Samborowice > Krzanowice > Chuchelna > Bolatice > Kravaře > Opava > Raduň > Hradec nad Moravice