Wpisy archiwalne w miesiącu

Maj, 2012

Dystans całkowity:321.68 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:18:50
Średnia prędkość:17.08 km/h
Liczba aktywności:9
Średnio na aktywność:35.74 km i 2h 05m
Więcej statystyk

Stare samochody w Chudowie 2012 z przygodami

Niedziela, 27 maja 2012 · Komentarze(4)
Rowerowe plany na weekend były, a i owszem. No ale…
Skończyło się na jeździe do Chudowa standardową trasą na zlot starych samochodów. Swoją drogą to ja również muszę jeździć już z żółtymi, zabytkowymi tablicami skoro były trabanty, syrenki, duże fiaty, wartburgi, które dla mnie stanowiły codzienny kiedyś przecież widok ;) Na szczęście były również starsze samochody czy motocykle jak np. Osa. Pooglądałem, posłuchałem warkotu silników i udałem się niespiesznie w kierunku domu.
Nadjeżdża "Cytrynka" © biber
Ach te chromy... © biber
Pamiętam je z "normalnego" ruchu... © biber
Cóż za migacz © biber
I tu zaczęły się przygody. No może słowo przygoda jest na wyrost, właściwie to zdarzenia ale przygoda lepiej brzmi.
Za kopalnią „Makoszowy” kiedy to wjeżdżam do parku spostrzegam leżący na drodze plecak. Kojarzę, że przed chwila wymijałem się z rowerzystą. To pewnie jego plecak. W tył zwrot! Gonię! Dopadam go na wysokości kończyckiej lodziarni. Oddaję plecak i wracam.
Prawie w tym samym miejscu zaczepia mnie rowerzysta z prośbą o pompkę. Daję mu pompkę i ratuję go również łatką. Wracał z pielgrzymki do Piekar do domu w Rybniku. Jechał prawdziwie na lekko – nie miał nic, a ni łatki, a ni pompki… Nauczyłem się jak się zalepia dziurę bez zdejmowania koła i opony. Słyszałem o tym ale pierwszy raz to widziałem. Postępowanie jest bardzo proste:
1. spuszczamy całkowicie powietrze;
2. wyciągamy oponę na zewnątrz felgi;
3. „wywlekamy” na zewnątrz dętkę pozostawiając wentyl w feldze;
4. lokalizujemy dziurę i ją łatamy;
5. wpychamy dętkę do opony;
6. oponę umieszczamy w feldze;
7. pompujemy i jedziemy
sprawdzenie czy czegoś ostrego nie ma w oponie jest trochę utrudnione ale też da się radę.
Muszę przyznać, że ten sposób znacznie skraca czas naprawy. Życzyłem pielgrzymowi szerokiej drogi i bez dalszych „niespodzianek” dotarłem do domu. Chwilę po wejściu do domu zadzwonił Darek, że dotarł do Chudowa ;) „Trochę” się rozminęliśmy…
Trasa:
Zabrze (Janek, Makoszowy, Kończyce) > Paniówki > Chudów >> Zabrze
***

Komandosi w Chudowie 2012

Niedziela, 20 maja 2012 · Komentarze(1)
Niedziela miała być całkowicie nierowerowa. Jednakże udało się wygospodarować wolne popołudnie. Wolne więc rower. Za dużo czasu nie ma więc gdzieś blisko… blisko… coś zobaczyć… Chudów! Niedziela więc z pewnością jakaś impreza tam jest ale już nie sprawdzam co tylko jadę. Po dotarciu na miejsce spotykam „sąsiadów” z Zabrza. „Mała Armia Śląsk” rozbiła obóz u stóp chudowskiej wieży. To znak, że trafiłem na doroczną imprezę „Komandosi na zamku”. Wojsko Polskie też było. Wystawili punkt rekrutacyjny ale zaciągu do kolarzy, to nie armia szwajcarska, nie było więc nie skorzystałem. Ale jakoś w tym roku ryk silników nie siedział mi dobrze w uszach. Szybko się pozbierałem i pojechałem do Bujakowa. W ogrodzie botanicznym też tłum. Emerytów. Nic dziwnego. Pachnące, kwitnące śliczności przyciągają. Pooglądałem, powąchałem i wróciłem do domu i zakończyłem dzień zimnym piwkiem.
Mała Armia Śląsk w Chudowie © biber
Ogród w Bujakowie © biber
Trasa:
Zabrze (Janek, Makoszowy, Kończyce) > Paniówki > Chudów > Mikołów (Bujaków, Paniowy) > Paniówki >> Zabrze
***

Lux ex Silesia

Czwartek, 3 maja 2012 · Komentarze(3)
Wyróżnienie „Lux ex Silesia” – „Światło ze Śląska” przyznawane jest od 1994 roku przez Metropolitę Katowickiego. Otrzymują je osoby, które poprzez działalność naukową, czy też artystyczną ukazują wysokie wartości moralne i wnoszą trwały wkład w kulturę Górnego Śląska.
Nazwa nagrody nawiązuje do dominikanina św. Jacka, o którym mówiono w Krakowie Ex Silesia Lux - Światło ze Śląska ponieważ oświetlał mroki ludzkich serc i drogę do zbawienia dusz. Posąg św. Jacka stoi w panteonie świętych na attyce kolumnady Berniniego na Placu św. Piotra w Watykanie. Postanowiłem w ten piękny, majowy dzień odwiedzić dom rodzinny Świętego.
Św. Jacek Odrowąż - obraz w pałacu © biber
Przez Park Powstańców szybko docieram do Sośnicy potem do Centrum i Łabęd. I tak szybko zostawiam za sobą Gliwice. Polną drogą przez Ligotę Łabędzką dojeżdżam do Rzeczyc skąd już tylko „rzut beretem” do Taciszowa i Pławniowic. W Pławniowicach decyduję się na podróż DK40. Zazwyczaj unikam jak mogę dróg „DK” ale z uwagi na środek długiego weekendu i porę dnia myślę, że będzie pusto. Założenia okazały się trafne. Prawie pusta droga szybko pozwoliła mi dotrzeć do Ujazdu, a następnie do Sławięcic. Tam skręcam na Zalesie Śl. i drogą wiodącą pod „Trzema Wiaduktami” docieram do Leśnicy. W cieniu Góry dobrze się jedzie. Coraz więcej bikerów na drodze – wszyscy podążamy pod Górę. Ja tam nie jestem żaden „profi” i mogę pozwolić sobie na przerwę w podjeździe. Przystaję pod Muzeum czynu Powstańczego.
Niecodzienny eksponat jak na Muzeum Czynu Powstańczego :) © biber
Otwarte! Wchodzę. (bilet 2zł) W końcu dziś 3 maja. Tego dnia w 1921 Śląsk po raz trzeci pogrążył się w cieniu walk… Po zwiedzeniu ekspozycji wsiadam na rower i po chwili już jestem na szczycie Annabergu.
Tego nie trzeba podpisywać © biber
Dziś nie zatrzymuję się tu na dłużej. Wykorzystując „muszle” szlaku do Santiago jadę dalej wspominając swą podróż tym szlakiem. Tą samą drogą poprowadzono również niebieski szlak rowerowy.
W opolskim to mają szlaki rowerowe... © biber
Po upływie paru chwil jestem już u celu wycieczki.
Kamień Śląski to stara wieś, w której już od XI wieku stał zamek. W nim ok. 1183 roku urodził się Jacek Odrowąż. Również tutaj na świat przyszedł jego kuzyn Czesław (późniejszy błogosławiony i patron Wrocławia) oraz jego kuzynka Bronisława (późniejsza błogosławiona). Jacek wraz z Czesławem dzięki wstawiennictwu biskupa krakowskiego Iwo Odrowąża (wuja) trafią do Rzymu gdzie poznają św. Dominika i wstępują do założonego przez niego zakonu – dominikanów. Po powrocie z Rzymu Czesław zostaje na Śląsku, a Jacek rusza do Krakowa i dalej aż do Kijowa tworząc nowe klasztory i kościoły swego zakonu. Jego działalność była bardzo sławna i obrosła cudami takimi jak wyniesienie z płonącego Kijowa monstrancji i kamiennej lecz lekkiej jak piórko figury Matki Boskiej (stąd często przedstawia się św. Jacka z monstrancją w jednej ręce i figurą Matki Boskiej w drugiej). Św. Jacek spoczął w krakowskim koście św. Trójcy. Został kanonizowany w 1594 r. Kolejni właściciele zamku w Kamieniu rodzina von Larisch pielęgnowała pamięć o św. Jacku urządzając w jego komnacie „izbę pamięci”. Napływ chętnych do zobaczenia przechowywanych tamże kołyski i ubranka chrzestnego Świętego był tak wielki iż zdecydowano w 1701 zmienić komnatę na kaplicę wraz z osobnym wejściem
Sanktuarium św. Jacka © biber
Dotychczas bowiem pielgrzymi przechodzili przez komnaty. Również kolejni właściciele przebudowanego na pałac zamku czcili pamięć o Jacku. Każdy pierworodny syn z rodziny von Strachwitz otrzymywał imię Hiacynt (czyli Jacek). Ostatni z von Strachwitzów spoczął na rodzinnej ziemi w 2002r (obok kościoła).
Miejsce spoczynku ostatniego hrabiego von Strachwitz © biber
Po II wojnie pałac był Domem Dziecka. Potem zajęli go sowieccy lotnicy z pobliskiego lotniska. W 1971 opuścili go. Po ich wyjeździe pałac uległ pożarowi… Nic z wyposażenia nie pozostało…
Pałac w Kamieniu Śląskim © biber
W 1990 ruinę pałacu przejęła Diecezja Opolska i po 4 latach remontu otwarto Sanktuarium Św. Jacka. Pałac to obecnie hotel wraz z sanatorium. Można wejść do środka (bilet 2zł) i zobaczyć parę sal. W wiosce wart zobaczenia jest również kościół pw. św. Jacka zbudowany w latach 1605-1632 w stylu barokowym.
Kościół w Kamieniu Śląskim © biber
Po zwiedzaniu i odpoczynku jadę dalej. Czarnym, szlakiem rowerowym docieram do Gogolina.
Tutaj przy wapiennikach (pracowały tutaj od XIX wieku aż do czasów transformacji) zjadam lody, chwilę chłonę atmosferę miasteczka i koło neogotyckiego kościoła pw. NSPJ z 1899-1901 oraz kościoła ewangelickiego z 1908 i dalej podążam czarnym, rowerowym.
Wapienniki w Gogolinie © biber
Nie szukam pomnika Pieśni Ludu Śląskiego czyli słynnej „Karolinki i Karlika” z uwagi na porę dnia. Zostawiam sobie to „na kiedyś”.
Spokojnymi, wiejskimi drogami docieram do Jasiony. Tam przystaję pod neobarokowym kościołem z 1911.
Kościół w Jasionie © biber
Niestety jest zamknięty więc nie wchodzę do środka (zobaczenie polichromii z 1370-1380, które znajdują się w kaplicy – dawnego prezbiterium gotyckiego kościoła z XIV w. muszę odłożyć „na zaś”).
Jadę dalej żółtym, rowerowym.
W Żyrowej znajduje się pałac wybudowany w latach 1631-1644 w stylu barokowym. Po licznych przebudowach zyskał dwie ośmioboczne wieże. Należał min. Do Żyrowskich, von Gaschin (Gaszyńskich – fundatorów kalwarii na Annabergu) i Francken-Sierstorpff. Po przejściu Armii Czerwonej w zniszczonym pałacu ulokował się ZOZ. Od 1985 trwają próby przywrócenie dawnej świetności.
Pałac w Żyrowej © biber
Obecnie dostępu do pałacu strzeże płot i tablice „Własność prywatna”. Szkoda, że tylko te tablice mają świeżą farbę… Robię fotki i jadę dalej, tym razem zielonym szlakiem rowerowym.
Docieram do Leśnicy zamykając „pętlę” wokół Annabergu.
Tą samą trasą wracam do domu.
Trasa:
Zabrze (Janek) > Gliwice (Sośnica, Centrum, Łabędy) > Ligota Łabędzka > Rzeczyce > Taciszów > Pławniowice > Ujazd > Sławięcice > Zalesie Śl. > Leśnica > Góra Św. Anny > Kamień Śl. > Gogolin > Jasiona > Żyrowa > Leśnica > > > Zabrze

Wyjazd: 7:10
Powrót: 21:20
***