Wpisy archiwalne w kategorii

Śladami Narrenturm 2012

Dystans całkowity:415.28 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:27:43
Średnia prędkość:14.98 km/h
Liczba aktywności:7
Średnio na aktywność:59.33 km i 3h 57m
Więcej statystyk

Narrenturm #7

Niedziela, 5 sierpnia 2012 · Komentarze(0)
Ranek przywitał mnie pięknym słońcem, więc bez przeszkód mogłem rozpocząć poszukiwania powieściowych miejsc. Kieruję się zatem na rynek, na którym poza repliką średniowiecznego pręgierza nie znajduję nic ciekawego. Ale na dachami domów widzę wieże kościoła. Jadę więc w tamtym kierunku. Wkrótce znajduję się pod dawnym kościołem karmelitów.

Znalazłem „książkowe” miejsce zatem. Tutaj w klasztornym domu demerytów przebywał Szarlej za swe sprawki z niejasnej przeszłości. Wkrótce po uwolnieniu z klasztoru Reimar i Szarlej wdają się w bójkę i muszą szybko opuścić miasto. Z klasztoru, który wg powieści znajdował się już za bramami miasta zachował się jeden budynek.
Z dawnego kościoła pozostał właściwie tylko portal gdyż kościół ulegał wielu zmianą nie tylko architektonicznym ale i wyznaniowym. Służy katolikom, ewangelikom. Obecnie służy katolikom lecz w wnętrzu zachowały się tak charakterystyczne dla ewangelików chóry. Wartym zobaczenia w Strzegomiu jest również kościół św. Barbary z XIV w. (niestety zamknięty na głucho mino niedzieli). Co ciekawe pierwotnie pełnił funkcje synagogi. Niedaleko znajdują się relikty strzegomskiego zamku, ruiny którego zostały rozebrane w XIX w podczas budowy linii kolejowej. Lecz to co w Strzegomiu widać właściwie z każdego miejsca to monumentalny gmach Bazyliki Mniejszej św. Piotra i Pawła.
Potężna, gotycka, budowla budzi podziw dla swych budowniczych. Budowę z cegły i kamienia rozpoczęto w 1311r., a zakończono dopiero w połowie XV w. Olbrzymia nawa główna ma aż 76m długości. Ciekawostką jest dzwon zawieszony na kościelnej wieży – znajduje się on tam od 1318r. !
Po zwiedzeniu Strzegomia przez Jaworzynę Śląską jadę do Świdnicy.
W Świdnicy bohaterowie powieści spotkali się z Justusem Schottelem malarzem i drzeworytnikiem, wspólnikiem Szarleja w interesach. Spotkali również młodego Jana Gutenberga, który zaprezentował im swój epokowy wynalazek. Schottelem wyposażył przyjaciół na dalszą drogę po czym Reimar i towarzysze wyruszyli w drogę. Poruszanie się po Świdnicy było w tym dniu nieco utrudnione gdyż akurat odbywał się tamże jarmark staroci. Jednakże rynek i ratusz wymienione w powieści „zaliczyłem”.
Odwiedziłem również pochodzącą z XIV w katedrę św. Stanisława i Wacława. Katedra jest jedną z największych świątyń Dolnego Śląska. Jej wieża o 103 m wysokości jest najwyższą na Śląsku i piątą co do wysokości wieżą kościelną w Polsce. Jej wnętrze poraża ogromem, a barokowy wystrój przepychem. Oczywiście zajrzałem również do najsłynniejszego zabytku Świdnicy – Kościoła Pokoju.
Powstały na mocy traktatu westfalskiego, zawartego w 1648 kończącego wojnę trzydziestoletnią. Zbudowano takie kościoły w Głogowie, Jaworze oraz Świdnicy. Przetrwały tylko te dwa ostatnie. W 2001 r. Kościół Pokoju w Świdnicy został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
W Świdnicy pojechałem na dworzec chcąc wrócić pociągiem do domu lecz okazało się, że świdnicki dworzec jest rzadko odwiedzany przez pociągi przeco musiałem wrócić do małej Jaworzyny Śląskiej skąd bez problemów wróciłem do domu.

I tak oto zakończyłem swą wędrówkę tropami bohatera książki "Narrenturm" A. Sapkowskiego.
Mój szlak to:
Wrocław
Oleśnica
Oława
Brzeg
Małujowice
Oleśnica Mała

Strzelin
Henryków
Ziębice
Ząbkowice Śl
Bardo
Kłodzko
Ścinawka
Ratno
Wambierzyce
Radków
Broumov (Czechy)
Głuszyca
Wałbrzych - Zamek Książ

Strzegom
Świdnica
Kursywą zaznaczyłem miejsca, które nie występują w książce ale były po drodze, i w których można coś zobaczyć.
Taka podróż to wspaniała sprawa. Zachęcam gorąco do podobnych podróży.
Trasa
Strzegom > Jaworzyna Śl > Świdnica > Jaworzyna Śl >> Zabrze
***

Narrenturm #6

Sobota, 4 sierpnia 2012 · Komentarze(0)
Z Radkowa jadę dalej korzystając z dobrodziejstw braku granic w UE, przekraczam granicę i podążam do Broumova . Region ten pośrednio jest związany z treścią książki – otóż właśnie ku Broumovsko wycofywała się rejza husytów po splądrowaniu Barda, Ścinawki, Ratna, Radkowa, a skład której wchodził Reimar wraz z przyjaciółmi. Broumov bo niewielkie miasteczko z dominantą w postaci potężnego klasztoru pobenedytyńskiego. Oczywiście korzystam z faktu iż kompleks klasztorny można zwiedzać i kupuję bilet. Zaraz na początku oprowadzania jestem miło zaskoczony obsługa widząc, że nie jestem Czechem wręcza mi mini przewodnik w języku polskim. Dzięki temu nie muszę strać się zrozumieć przewodnika. Który notabene wraża się z taką wyraźną dykcją, że nie ma zbytnich problemów z wyłapaniem sensu wypowiedzi. Benedyktyni wznieśli klasztor w XIV w. przebudowując stary, gotycki zamek. Obecny kształt nadała mu barokowa przebudowa w I połowie XVIII w. Klasztor robi ogromne wrażenie. Potężna biblioteka mino, iż z księgozbioru liczącego 70 tysięcy woluminów ocalało jedynie 20 tysięcy zapiera w dech w piersi… W klasztorze znajduje się również jedna z dwóch czeskich kopii Całunu Turyńskiego z 1651r. wykonana za pomocą 4 różnych farb. Kopia jest tak dokładna iż widać na niej ślady pożaru jakiemu uległ oryginał w 1532r. Kościół klasztorny św. Wojciecha jest stosunkowo niewielki lecz bogactwo barokowego wystroju, bogato rzeźbione stele, zdobne relikwiarze, potężne organy czy freski sprawia, że ulegam jego czarowi. Co prawda widać po murach ostatnie, trudne komunistyczne czasy lecz powoli zespół klasztorny odzyskuje swój dawny blask.
Potężny kompleks klasztorny w Broumovie © biber
Oglądam również, niestety tylko z zewnątrz niewielki drewniany, cmentarny kościół pw. Panny Marii z ok. 1459r., który uważany jest za najstarszy drewniany kościół w Republice Czeskiej.
Z Broumova jadę dalej lokalnymi drogami znów ku granicy.
Ostatnie spojrzenie na czechy © biber
Wkrótce, ha! wkrótce po pokonaniu „góreczki” z niewielkim ale dającym w kość 12% podjazdem jestem po polskiej stronie.
Przez Głuszycę i Jedlinę-Zdrój dojeżdżam do Wałbrzycha. Pod odpadającymi tynkami, odrapanymi murami można dostrzec, że kiedyś było to piękne miasto. Dziwię się, że władze lokalne tak mało robią, żeby przywrócić mu chociaż część dawnego blasku. Dojechałem tutaj gdyż przy okazji bytności w tych okolicach chcę zwiedzić drugą słynną posiadłość rodu von Hochberg czyli Zamek Książ (w Pszczynie miałem sposobność już być w tym roku).
Zamek Książ nade mną © biber
Cóż ja mam napisać o zamku? Nie będę przepisywał książek o zamku i jego najsłynniejszej mieszkance księżnej Daisy lecz powiem tylko, że bardzo mi się podobał. Wspaniały. Wykorzystując boczne, lokalne drogi docieram do Strzegomia. Strzegom to „powieściowe” miasto więc pozycja obowiązkowa na mym szlaku. W tym mieście Reimar poznaje poleconego mu prze kanonika Beesa tajemniczego człowieka, który ma go wywieść bezpiecznie z Śląska. Człek ów każe nazywać się Szarlejem. Reimar wydobywa go, za pomoca listu polecającego, z klasztoru karmelitów. W klasztorze tym mieściło się koscielne więzienie, a Szarlej był jego pensjonariuszem. Jako, że dzień już się kończy zostawiam sobie odszukanie książkowych miejsc na jutro i zostaję w mieście na noc.
Trasa
Radków > Broumov (CZ) > Głuszyca > Wałbrzych > Strzegom
***

Narrenturm #5

Piątek, 3 sierpnia 2012 · Komentarze(0)
Gdy jadłem śniadanie rozpętała się burza. Minęła on dość szybko ale ulewny deszcz nie ustawał. Pijąc kawę wziąłem mapę do ręki i trochę zmodyfikowałem plan jazdy już wiedząc, że braknie mi dnia. Gdy w końcu zamiast lać tylko kropiło spakowałem się i ruszyłem w trasę.
Dotarłem do Ścinawki. Taka mała miejscowość lecz musiała się znaleźć na mym szlaku ponieważ podążająca na Bardo husycka armia pod dowództwem Ambroża spaliła tą miejscowość, a na pola podmiejskich Ambroż odprawił husycką mszę. Niestety nie udało mi się zobaczyć ruin zamku w Ścinawce Średniej – jakoś nie wpadły mi w oczy. Jadąc dalej dotarłem do Wambierzyc. Polska Jerozolima jak nazywana jest miejscowość z potężną bazyliką zrobiła na mnie duże wrażenie. Podobnie jak słynna wambierzycka ruchoma szopka stworzona przez miejscowego zegarmistrza przed stupiędziesięciu laty. Ale w Wambierzycach jest jeszcze jedno super miejsce. To prywatne mini zoo i skansen. Mini zoo jak mini zoo nic specjalnego poza doglądającą obejścia z wysokości kozą

ale skansen… Cudo! Fantastyczne miejsce. Pełne magii i ducha przeszłości zaklętego w dawne sprzęty i urządzenia. Stare rowery, żelazka, maszyny rolnicze, wyposażenie stolarni czy kuźni.


Ogromne wrażenie robi kolekcja „skarbów” zakopanych w 1945r w ziemi. Wydobyte po latach zadziwiają swą zawartością. Skarbem była gotówka, rodzinne fotografie, przybory toaletowe, kompot czy nawet mięso!

Niesamowite miejsce, które wręcz połyka mój czas. Z niedowierzaniem spoglądam na zegarek, którą pokazuje godzinę.
Jadę dalej do Ratna. Tam znajdował się zamek zdobyty przez armię husytów, w składzie której znajdowali się bohaterowie książki. Niestety ruiny zamku są niedostępne – własność prywatna i na dodatek tak zarośnięta, że nie sposób podejść.

W końcu docieram do Radkowa. Tutaj Reimar wraz z przyjaciółmi poznają dowódcę husyckiej rejzy na Śląsk Amborża i obserwują szturm i zdobycie miasta. W malowniczym miasteczku do dziś zachowały się niewielkie fragmenty murów miejski. Mimo licznych przebudów ratusz ciągle stoi na środku urokliwego ryneczku, a w pobliżu znajduje się stary kościół św. Doroty. Ponadto można zwiedzić stary młyn, którego drewniane wyposażenie dzięki prywatnemu właścicielowi zachowało się do dziś.


Późny wyjazd z Kłodzka i długi czas spędzony w skansenie w Wambierzycach wpływają na decyzję – zostaję tu na noc.
Trasa
Kłodzko > Ścinawka > Wambierzyce > Ratno > Radków
***

Narrenturm #4

Czwartek, 2 sierpnia 2012 · Komentarze(0)
Z Ziębic jadę do Ząbkowic Śląskich czyli do Frankenstein. Tak, tak nazwa znajoma gdyż niegdyś tutaj w 1606 roku wybuchła epidemia dżumy. O wywołanie zarazy oskarżono miejscowych grabarzy, którzy mieli rzekomo wykopywać zwłoki, przerabiać je na proszek i rozsiewać go po mieście aby „wytwarzać” dla zysku następne trupy. Oczywiście po mękach przyznali się do winy. A legenda zamieniła grabarzy w jednego potwora eksperymentującego na zwłokach. Nie wiadomo czy autorka słynnej powieści grozy Maria Shelley znała te opowieści nadając tytuł swemu dziełu ale władze miasta postanowiły wykorzystać niemiecką nazwę grodu w promocji. I moim zdaniem słusznie. W końcu reklama nie zawsze idzie w parze z prawdą. Ale ja tu nie przyjechałem dla demonicznego doktora. Ząbkowice to kolejna „książkowa” miejscowość na mym szlaku. To tu przy klasztorze bożogrobców znajdowała się tytułowa Narrenturm – Wieża Błaznów. Narrenturm to średniowieczny szpital psychiatryczny. Tam trafili Reimar i Szarlej nie tyle z uwagi na stan umysłu lecz jako oskarżeni o herezję powieważ wieża służyła również jako więzienie inkwizycji. Do wieży trafia również Urban Horn. Bohaterów z opresji najazd husytów, którzy ich odbiją z rąk Świętego Oficjum. Odnalazłem szpital i kościół bożogrobców. Kościół św. Jerzego obecnie to cerkiew. Która niestety była zamknięta.
Kościół św Jerzego - dawniej kościół bożogrobców © biber
Ale z zewnątrz nie prezentowała się za dobrze. Nie poprzestałem na odszukaniu powieściowego miejsca lecz obejrzałem miasteczko. A jest co do zobaczenia: ratusz, kościół św. Anny, ruiny zamku, dom rycerza Kauffunga , w którym siedzibę znalazła Izba Pamiątek Regionalnych i Laboratorium dr Frankensteina. I oczywiście to z czego słynie miasto – Krzywą Wieżę.
Wieże Ząbkowic Śląskich © biber
Muszę w tym miejscu wyrazić bardzo wielkie wyrazy uznania dla Pani z punktu Informacji Turystycznej. Takiego pracownika punktu „it” może Ząbkowicom zazdrościć każde miasto. Dziękuję Pani.
Z Ząbkowic Śląskich kieruję się na Srebrną Górę. Na przełęczy srebnogórskiej nasi bohaterowie zmieniają konie po ucieczce z Ząbkowic Śląskich. Nie dojeżdżam jednak na samą górę przełęczy słonko coraz wyżej, a ja mam trochę jeszcze trochę drogi przed sobą. Jadę w kierunku Barda obserwując po drodze stoki Grochowej Góry.
Grochowa Góra © biber
Na jej stokach Reimar i Katarzyna uczestniczyli w sabacie. Pod górą Reimar spotkał się z Dzierżką von Wirsing, która podwiozła go pod mury Frankensteinu.
Bardo to przede wszystkim sanktuarium maryjne mieszczące się w przepięknie dekorowanej bazylice pw. Nawiedzenia NMP z 1704r. oraz malowniczy przełom Nysy Kłodzkiej przez Góry Bardzkie. Wg specjalistów bazylika to najpiękniejsza budowla w stylu barokowym na Dolnym Śląsku. Mieszcząca się w ołtarzu głównym niewielka rzeźba Matki Boskiej Bardzkiej to najstarsza, romańska rzeźba na Dolnym Śląsku Trafiłem tutaj podążając za bohaterami powieści, którzy wcieleni do armii husyckiej obserwowali szturm i zdobycie Barda.
Bazylika w Bardzie i Nysa © biber
Po zwiedzeniu miasta i pysznej kawie ruszam rowerowym szlakiem przez przełęcz Łaszczową do Kłodzka.
Kłodzko co prawda nie występuje w pierwszym tomie trylogii lecz pojawia się w dalszej części powieści ale pasowało logistycznie do szlaku Narrenturmu. Po wjeździe do miasta znalazłem się w cieniu górującej nad miastem Twierdzy. Zbudowana przez Austriaków zyskała ostateczny kształt dziki wojskom pruskim. W swym szczytowym okresie była większa od sąsiadującego z nią miasta! Lecz warunki życia w niej podobnie jak służba w pruskiej armii nie była lekka. Muszę przyznać, że od czasu mojej ostatniej bytności tutaj wiele się zmieniło i to na plus – wycieczki oprowadzane są przez przewodników w strojach z epoki. Życie w Twierdzy jest zilustrowane dioramami.
Partyjka skata w twierdzy © biber
I przede wszystkim można zobaczyć więcej niż kiedyś. Oprócz Twierdzy warto zobaczyć most św. Jana nazywany miniaturą praskiego mostu Karola, kościół Wniebowzięcia NMP, kościół i klasztor OO. Franciszkanów, kościół św. Jerzego i Wojciecha, rynek z ratuszem i kolumną maryjną.
Ratusz w Kłodzku © biber
Mnogość atrakcji sprawia, że niepostrzeżenie zapada wieczór więc zostaję w Kłodzku na noc.
Trasa
Ziębice > Ząbkowice Śl > Bardo > Kłodzko
***

Narrenturm #3

Środa, 1 sierpnia 2012 · Komentarze(0)
Z Brzegu podążam dalej wykorzystując znane sobie oznakowania szlaku do Santiago. Szybko wydostaję się z miasta i jadę do niezwiązanej z treścią książki, aczkolwiek leżącej po drodze, wsi Małujowice. W tej małej wsi kryje się prawdziwa perła – gotycki kościół św. Jakuba z 1250r. We wnętrzu trwa remont ale duża część imponujących gotyckich malowideł ściennych jest już odrestaurowana i możemy je podziwiać
Małujowice - gotyckie freski © biber
Zdumiewający jest również strop kościoła. Składa się on z 640 kolorowo malowanych przy użyciu skórzanych szablonów desek, a każda jest zdobiona innym wzorem.
Małujowice - drewniany strop © biber
Bogato rzeźbiony jest również portal kościoła. Pod murem kościoła zachował się krzyż pokutny ustawiony w miejscu zbrodni (tu odrzucony młodzieniec popełnił morderstwo na pannie młodej idącej z innym do ślubu). Małujowice są interesujące również z innego powodu – na małujowickich polach 10 kwietnia 1741 rozegrała się najsłynniejsza bitwa wojen śląskich (bitwa pod Mollwitz). Po zwiedzeniu kościoła jadę dalej.
Wkrótce docieram do Oleśnicy Małej. Tutaj znajdowała się jedyna, historycznie udokumentowana posiadłość rycerskiego zakonu templariuszy, którą później przejęli joannici.
Oleśnica Mała - dawna komturia templariuszy i joannitów © biber
Przez pięć następnych stuleci Oleśnica Mała zaliczała się do najbogatszych majątków tego zakonu na Śląsku. Peter hrabia Yorck von Wartenburg, ostatni właściciel majątku, stracony został w Berlinie niespełna 3 tygodnie po zamachu na Hitlera, 8 sierpnia 1944 za udział w założonym przezeń wraz jego przyjacielem Helmutem J. von Moltke Kręgu z Krzyżowej. W ścianę pałacu wmurowano dwujęzyczną - polsko-niemiecką - tablicę pamiątkową poświęconą ostatniemu z właścicieli Oleśnicy Małej.
Później docieram do Strzelina. To już „książkowa” miejscowość. To tu Reimar przybywa na wozie plebana z Oławy w towarzystwie Doroty Faber i rabina z Brzegu oraz tajemniczego Urbana Horna. Razem obserwują palenie na stosie skazańców. Reimar uzyskuje również pomoc od kanonika Otta Beesa, który wysyła go na Węgry, ażeby mu podróż ułatwić wysyła go po człowieka „który może” do Strzelina. Strzelin muszę przyznać nie zachwyca mnie jakoś. Wokół rynku zamiast kamieniczek stoją obskurne bloki, a zabytki – dość wymienić Dom Książąt Brzeskich czy Rotunda św. Gotarda (w książce oławski pleban za pokutę miał leżeć tamże krzyżem) wyglądają… są zaniedbane.
Strzelin - Rotunda św. Gotarda © biber
Na szczęście coś się zaczyna dziać. Odkopują fundamenty średniowiecznego ratusza, a wieża ratusza już jest gotowa.
Podążam dalej. Wkrótce jestem w kolejnej nie związanej z powieścią miejscowości. Ale pasuje logistycznie no i jest arcyciekawa. Henryków. Cóż tu pisać? Opactwo cystersów… Stele henrykowskie… Pierwsze polskie zdanie… Pierwszy raz tu jestem. Absolutnie fantastyczne! I można zwiedzać, co prawda nie cały klasztor lecz tylko część, w której utworzono seminarium duchowne.
Henryków - opactwo cystersów © biber
I kolejne „powieściowe” miejsce. Ziębice. Reimar i Szarlej oraz Samson obserwują turniej rycerski rozgrywany pod murami miejskimi. Tutaj również Reimar zostaje złapany kiedy usiłuje porozumieć się z swą Adelą. Prowadzony do wieży spotyka tajemniczą Nikolettę, która wcześniej uratowała mu skórę ocalając przed pościgiem. Mury miejskie, no część z nich stoi do dziś więc można wyobrazić sobie gdzie turniejowe szranki… Długi czas, który spędziłem w Henrykowie sprawia, że spóźniam się 10 minut do Muzeum Gospodarstwa Domowego tzw. „Muzeum Rondla” i całuję klamkę. Cóż. Mogę podziwiać jedynie piękną sylwetkę ziębickiego ratusza
Ziębice - ratusz © biber
potem podziwiam Bazylikę Mniejszą, starówkę, były klasztor krzyżowców i… z przerażeniem spoglądam na zegarek – to juz tyle? Więc szukam noclegu i zostaję w Ziębicach na noc.
Trasa
Brzeg > Małujowice > Oleśnica Mała > Strzelin > Henryków > Ziębice
***

Narrenturm #2

Wtorek, 31 lipca 2012 · Komentarze(2)
Z Wrocławia wydostaję się bez zbytnich problemów. Bocznymi drogami kieruję się do Oleśnicy.
W tym mieście poznajemy głównego bohatera książki w sytuacji… sam na sam z żoną rycerza von Stercza. Romantyczne spotkanie zostaje przerwane przez nagłe wtargnięcie do izby braci von Stercza. Reimarowi udaje się uciec w szaleńczej gonitwie przez miasto lecz w nieszczęśliwym wypadku ginie najmłodszy z braci Stercza, a Reimar ucieka z miasta w bory leżące wokół. Czytelnik poznaje również historię rodu von Bielau i samego Reimara z dysputy rajców miejskich toczonej na ratuszu po opisanych wypadkach. Tu też po raz pierwszy poznajemy czarny charakter książki – Pomurnika.
W mieście znajduję kościół św. Jerzego obok, którego niegdyś znajdował się klasztor Augustynów wraz z szpitalem, w którym miał pracować Reimar. I tu niedaleko miał mieć też swoje mieszkanko. Niestety kościół to jedyne co pozostało po Augustynach. A i on był zamknięty na głucho z uwagi na swój opłakany stan. A kościół to niezwykły bo sąsiaduje przez ścianę, dosłownie, przez ścianę z drugim kościołem – obecnie cerkwią. W mieście również do dziś znajduje się ratusz opisany w powieści. Oczywiście nie jest to gotycki ratusz lecz budynek po licznych przebudowach, niemniej stoi w tym samym miejscu. Bramy miejskiej przez którą miał uciekać bohater też już nie ma lecz zachowała się inna wraz z fragmentem murów miejskich. Odwiedzam również bazylikę i na koniec pobytu w Oleśnicy zajeżdżam na zamek. Mam nadzieję, iż zostanie podany renowacji bo to prawdziwa perła, która powinna tętnić życiem.
Książkowe miejsce - kościół św. Jerzego © biber
Książkowe miejsce - ratusz © biber

Oleśnicki zamek - dziedziniec © biber
Po zwiedzeniu Oleśnicy ruszam dalej. Poprzez Jelcz-Laskowice docieram do Oławy.
Nasz bohater umykając pogoni dotarł prawie do samego miasta.
Ja wjeżdżam do samego miasta. I chwilę poświęcam na zwiedzanie miasta, a pod oławskim zamkiem (niestety po przebudowach budowla straciła swój „zamkowy” charakter), w którym obecnie mieści się Urząd Miasta urządzam sobie przerwę na małe co nieco.
Jadę dalej. Do Brzegu.
Reimar kluczył po okolicach uciekając przed ścigającymi go braćmi von Stercza i wynajętymi zbirami.
Podobnie jak w Oławie ja nie lawiruję po okolicach lecz wjeżdżam do miasta. Pragnę znów odwiedzić „Śląski Wawel” jak nazywa jest brzeski zamek. Coś fantastycznego! Przy okazji mogę zobaczyć wystawę lamp naftowych. Cóż za śliczności! Zwiedzam również dwa interesujące kościoły – dawny kościół Jezuitów obok zamków o przepięknym barokowym wnętrzu (Co za freski!) i gotycki kościół św. Mikołaja. Podziwiam również brzeski ratusz, przy okazji wizyty w tamtejszym punkcie informacji turystycznej. Pózna pora sprawia, że szukam noclegu i zostaję w Brzegu na noc.
Zamek w Brzegu w całości - na makiecie miasta © biber
Trasa
Wrocław > Oleśnica > Jelcz-Laskowice > Oława > Brzeg
***

Narrenturm #1

Poniedziałek, 30 lipca 2012 · Komentarze(4)
W Europie można podróżować szlakami bohaterów literackich np. w Dublinie można podążać szlakiem „Ulissesa” Jamesa Joysa, w Moskwie odwiedzić miejsca związane z „Dziećmi Arbatu”. W Londynie można zwiedzić nawet dom Sherlocka Holmesa mimo iż to postać fikcyjna. W Polsce takich literackich podróży nie można odbyć (z tego co wiem – jedynie we Wrocławiu próbowano stworzyć szlak Eberharda Mocka z powieści Marka Krajewskiego – ale będąc we Wrocławiu nie widziałem żadnych oznaczeń szlaku), a myślę, że to fantastyczna sprawa odwiedzić miejsca, które dotychczas „zwiedzaliśmy” na kartach powieści. Wakacje to doskonały czas aby odbyć taką literacką podróż. Na bohaterkę swego urlopu wybrałem „Narrenturm” Andrzeja Sapkowskiego. Jest to pierwsza część trylogii tzw. husyckiej. Opowiada historię Reynevana, który wraz z przyjaciółmi przeżywa różnorakie przygody, a w tle trwają wojny husyckie. W książce postacie i miejsca fikcyjne występują wraz z postaciami i miejscami historycznymi. Usiadłem więc nad mapą i z książką w ręku wytyczyłem sobie szlak „Narrenturmu”. Starałem się książkowe miejsca połączyć w jakąś sensowną trasę i po drodze jeszcze coś zobaczyć. Wybrałem pierwszy tom trylogii, którego akcja toczy się na Dolnym Śląsku ponieważ urlop nie jest z gumy i całej powieści nie dałbym rady objechać w czasie jednych wakacji.
Na początek udałem się pociągiem (aby nie tracić czasu na dojazd) do Wrocławia. Stolica Śląska powitała mnie piękną, słoneczną pogodą. Cóż napisać o Wrocławiu? Już tyle książek powstało o tym mieście, że nawet nie będę próbował wymyślać coś nowego. Udało mi się odnaleźć „książkowe” miejsca: Szewską, Kurzy Targ, Katedrę, kościół św. Macieja, Ratusz i ponownie nacieszyć się pobytem w stolicy. Za każdą swą bytnością tamże jestem zachwycony. Od mej ostatniej wizyty zauważyłem, że przybyło ścieżek rowerowych, a poruszanie się rowerem po Wrocławiu jest modne. Tyle ludzi jeździ tam rowerkami, że serce rośnie. Jeszcze ta infrastruktura rowerowa: ścieżki, przejazdy, światła, system rowerów miejskich! Coś wspaniałego!
„Książkowy” kościół św. Macieja © biber
Przyjaciele mogą razem pojeździć rowerkiem, a co! © biber
Mapa, aparat, plecak – lubię tego krasnala ;) © biber
Trasa
Zabrze >> Wrocław
***