Całą noc lało i to intensywnie. Rano dalej leje. Leje. Leje podczas śniadania. Leje podczas kawy. Leje.
Z listy celów "do zobaczenia" deszcz kolejno spłukuje kolejne pozycje...
Zostają już tylko te podkreślone na czerwono...
... potem już tylko te zakreślone żółtym flamastrem i podkreślone na czerwono...
Kurcze! Nie będę przecież siedział cały dzień na ... Ubieram pelerynę i na piechotę idę zobaczyć Příbor w deszczu.
Idę najpierw do muzeum w byłym klasztorze. Wczoraj było zamknięte więc... Ale dziś za to jest okazja żeby tam wejść. Muzeum podzielone jest na 3 części - salę poświęconą Freudowi, salę pamięci żołnierzy sił powietrznych (w pobliżu było wojskowe lotnisko, a w samym mieście było nawet "lotnicze" osiedle) oraz dużą salę na wystawy czasowe. Trafiłem na ekspozycję koronek. Niesamowite jakie cuda można wyczarować z nitki.

Niesamowite co może powstać z nitki
© biber

A robi się to na takim urządzeniu
© biber
Przesympatyczna pani kustosz łamanym polskim o wszystkim opowiedziała i nawet zaprowadziła do drugiej części byłego klasztoru gdzie znajduje się pomieszczenie służące niegdyś za refektarz, a obecnie pełni funkcję sali ślubów. Cóż w tym dziwnego? Ano przepiękny dekorowany freskami sufit sali. Cudo! Fotografie tego nie oddają.

Cudne te sklepienie refektarza
© biber

Fotka tego nie odda
© biber
Po wyjściu z klasztoru spoglądam na niebo zdziwiony, że nie czuję deszczu - zaledwie mży. Idę więc na kemping. Czyżby jednak uda mi się wsiąść na rower?
Tak!
Około 12.30 przestaje padać więc ruszam czym prędzej w drogę.
Ruszam do Štramberk.
Miasteczko niezwykle urokliwe. Mam wrażenie, że czas tam stoi. Gdyby tak usunąć samochody, anteny z powodzeniem można kręcić film historyczny. Ale mnie tu ściągnęła jedna rzecz - Trúba. Jest to wieża wysokości 40 metrów, która ocalała z XIII wiecznego zamku, zawalonego w 1783 (zamek był nieużywany wtedy od jakiegoś czasu). Na początku XX wieku wieżę przystosowano na potrzeby turystyki i udostępniono zwiedzającym.

Widać cel wyjazdu
© biber

Uliczka jak z filmu
© biber

Trúba
© biber

Ech cóż za widoki
© biber
Widoki pomimo niepogody... nie wiem co napisać. Cudowne? Piękne? Zapierające dech w piersiach?
Po wyjściu z wieży idę na rynek skosztować "Štramberské uši" czyli Uszy sztramberskie. Są to pierniki zwinięte na kształt walca. Wg. jednej z legend mają przypominać o najeździe tatarskim i bohaterskich mieszczanach, który zatopili obóz Tatarów zmuszając ich do wycofania. Po cofnięciu się wody w obozie znaleziono obcięte uszy pokonanych chrześcijan, a które miały stanowić dowód zwycięstwa dla chana. Na pamiątkę tego wydarzenia piecze się właśnie pierniki w charakterystycznym kształcie. Smaczne. I to tak bardzo, że nie zrobiłem fotki przed zjedzeniem, potem już było za późno ;)
Ale znów zaczyna kropić... padać.
Odpuszczam sobie pozostałe atrakcje Štramberku i już w deszczu jadę do Kopřivnice.
Ta nazwa miłośnikom motoryzacji, a zwłaszcza ciężarówek jest doskonale znana. To kolebka koncernu "Tatra".
Jadę do muzeum "Tatry". Fanatyczna ekspozycja samochodów, ciężarówek produkcji koncernu. Nawet ja, rowerzysta, byłem zachwycony zgromadzonymi eksponatami i wielkością muzeum.

Samochód "Prezydent" powstał 110 lat temu
© biber

Samochód z floty prezydenta Masaryka
© biber

I samolot też jest!
© biber

Otworzyli nawet stary warsztat
© biber

Kiepsko płacili - suchy chleb?
© biber

Takie wynalazki też tam mają
© biber

Ciężarówka objechała świat
© biber
W tymże budynku mieści się również sala poświęcona Emilowi i Danie Zatopkom - małżeństwu słynnych lekkoatletów. (Emil urodził się w Kopřivnicy).

Złoto Zatopka z Helsinek z 1952 roku
© biber
Wracam do Příbor w ulewnym deszczu. Towarzyszy mu mocny wiatr. Czasami mam wrażenie, że leje z każdego możliwego kierunku.
Docieram na kemping kompletnie mokry i przemarznięty.
Łapię suche ciuchy i idę pod ciepły prysznic - o tak tego mi było potrzeba...
Trasa:
Příbor > Závišice > Štramberk > Kopřivnice > Závišice > Příbor