Wpisy archiwalne w kategorii

Dalsze... (z noclegiem)

Dystans całkowity:6012.77 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:408:16
Średnia prędkość:14.73 km/h
Liczba aktywności:70
Średnio na aktywność:85.90 km i 5h 49m
Więcej statystyk

Moravsko-Slezsko #6

Niedziela, 17 lipca 2016 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Ulewa trwa całą noc...

Rano na szczęście nie muszę zwijać mokrego namiotu więc kawa, śniadanie i na rower!

Raz, dwa docieram do Opawy. Chwilę się waham czy nie wjechać do centrum ale wiem, że jak tam wjadę to stracę dużo czasu. Po chwili rozterki omijam centrum i już jestem za opłotkami miasta. Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie z siebie… ostatni rzut oka…

Ostatnie spojrzenie © biber

I już mijam granicę.

Bez kłopotu docieram do Raciborza. Tutaj chwila przerwy, niezbędne zakupy i dalej w drogę.
Za Raciborzem postanawiam zrobić sobie przerwę na kawę więc zjeżdżam na zastrzyk kofeiny na stację benzynową.
Pokrzepiony kawą szybko jadę dalej.

Rudy.

Stąd już doskonale znane drogi prowadzą mnie wprost do domu.

Koniec.
Wyjazd skończony.
Pozostaną fotografie, mapki, ulotki i to wszystko to co można zawrzeć w słowie wspomnienia…

Trasa:
Hradec nad Moravicí-Kajlovec > Hradec nad Moravicí > Opava > Hněvošice > Kobeřice > Sudice > Samborowice > Racibórz > Markowice > Szymocice > Jankowice > Rudy > Stanica > Pilchowice > Knurów > Gierałtowice > Przyszowice > Zabrze

Moravsko-Slezsko #5

Sobota, 16 lipca 2016 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Nadszedł ranek więc śniadanie i kawa, po potem trzeba zmierzyć się z tym co nieuchronne – pakować się, zwijać namiot i w drogę.
Gościny gospodarz żegna mnie przy bramie i życzy dobrej drogi. Ciężko się wyjeżdża z tak przyjaznego miejsca…
Znaną z wczorajszej wycieczki drogą szybko docieram do Nowego Jicina. Ostatni rzut oka na piękny rynek i wskakuję na ścieżkę rowerową w kierunku Kunina.

Droga wiedzie przez urokliwe morawskie wioski i mino tego, że prowadzi „normalnymi” ulicami super się jedzie.

Tuż przed Kuninem mijają mnie dwa orszaki ślubne. Docieram do stojącego w centrum Kunina kościoła p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego. Tuż za świątynią znajduje się pałac. Pałac to jeden z najcenniejszych barokowych budynków Moraw. Zbudował go w latach 1726 – 1734 Johann Lucas von Hildebrandt. Na przełomie XVIII i XIX działa tu słynna w całej Europie szkoła hrabianki Marii Walburgii.  Niestety w przypałacowym parku dowiaduję się dokąd zmierzały dostrzeżone wcześniej orszaki ślubne. Tak, tutaj. Jedno wesele z jednej strony pałacu, a drugie wraz z uroczystością ślubną z drugiej. Więc z zwiedzenia pałacu nici. Szkoda… 
Kunin - pałac © biber

Kunin - przypałacowa kręgielnia © biber

Jadę dalej. Dobrze się jedzie mino, że wybieram zwykłą drogę.

W przyzwoitym czasie docieram do miejscowości Fulnek. Już daleko przed wjazdem do Fulneku widziałem potężną bryłę pałacu wniesionego na wysokim wzgórzu. Pałac mieści się na miejscu wczesnogotyckiej warowni. Podzielony jest na górny - renesansowy i dolny - barokowy. Bryła pałacowa dominująca nad miastem uzyskała swą obecną formę w 1824 roku Dotarłem do rynku. Na placu i na jego bokach umieszczono piękne barokowe figury świętych. Ale ja chcę „zdobyć” pałac. Znajduję drogę na wzgórze i rozpoczynam wspinaczkę. Już po drodze widzę zabudowania należące chyba do pałacu ale ich stan nie wróży nic dobrego… Docieram na szczyt. Pałac niedostępny dla turystów. Na otaczającym płocie wisi tabliczka o remoncie finansowanym przez UE. Więc jest nadzieja, że pałac będzie znów świecił dawnym blaskiem. 
Fulnek - pałac dominuje nad okolicą © biber

Fulnek - pałac "za płota" © biber

Wracam na rynek, po drodze zaglądam do kościoła należącego niegdyś do zakonu augustianów. Piękna, barokowa świątynia wybudowana w XVIII wieku. Przylegle zabudowania klasztorne też w remoncie. Tuż obok rynku mieści się budynek byłego zboru protestanckiego, w którym przebywał w latach 1618-21 Jan Ámos Komenský - filozof i twórca nowoczesnej pedagogiki i nauczania w ojczystym języku. Jak bardzo zasłużył się dla Czech można stwierdzić oglądając banknot o wartości 200 koron - umieszczono na nim oblicze Komenskiego. 
Fulnek - rynek z widokiem na augustyński kościół © biber

Nie udało mi się wejść do punktu informacji. Dziś sobota więc wszystko otwarte krócej.

Chwilę odpoczywam na rynku. Nagle słyszę jakieś wrzaski – wkrótce widzę 3 kobiety, które prowadzą tą „cichą” rozmowę – zmierzają do samochodu na polskich „blachach”…

Po odpoczynku wyjeżdżam z Fulnek po drodze „zahaczając” o inne zabytki miasta jak np kaplica św Rocha z 1632 roku czy pełniące dziś funkcje wystawiennicze czy koncertowe zabudowania byłego klasztoru Kapucynów; cały czas w cieniu górującego nad miastem pałacu. 
Fulnek - kaplica św. Rocha © biber

Fulnek - cały czas w cieniu pałacowego wzgórza © biber

Jadę dalej. Chmury towarzyszące mi od rana robią się coraz większe i ciemniejsze…

Dojeżdżam do Hradec nad Moravicí-Kajlovec. Znajduję znany mi z podróży po Szlaku Czarownic kemping. Dużo się tu zmieniło ale w końcu to parę lat…
Biorę domek. Nie ma co moknąć w tą ostatnią noc. Namiot też musi odetchnąć – dostało mu się w ten wyjazd, oj dostało ale wytrzymał ;) Szybko okazało się, że to była dobra decyzja – jak lunęło…

Cóż za osprzęt! © biber

W strugach deszczu idę do pobliskiej knajpy na obiad i piwo. Knajpa, którą zapamiętałem jako przydrożny bar zmieniła się w porządną restaurację. Obiad to niebo w gębie, a smaku czeskiego piwa nie opisze nawet najlepsze pióro.
Ulewa trwa całą noc…

Trasa:
Příbor > Závišice > Rybí > Nový Jičín > Kunín > Hladké Životice > Fulnek > Vrchy > Březová > Hradec nad Moravicí-Kajlovec

Moravsko-Slezsko #4

Piątek, 15 lipca 2016 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Niesamowite! Pierwsza sucha noc od wyjazdu. Rankiem kiedy wystawiłem głowę z namiotu to nawet widziałem góry! Szybkie śniadanie i w drogę. Nie można zmarnować takiego podarunku od pogody. Sucho! Co prawda chmury chodzą po niebie ale sucho. 

Droga fantastycznie wije się pomiędzy pagórkami. Prowadzi w górę, w dół. Fantastycznie się jedzie. W oddali widać autostradę prowadzącą zmotoryzowanych do mojego celu, a ja sobie wygodnie na rowerku pomykam fantastyczną ścieżką rowerową wprost do centrum miasta Nový Jičín.

Co prawda to nie ten Nový Jičín z serii bajek o dzielnym Rumcajsie ale ma w sobie to coś... Olbrzymi rynek od razu mnie zauroczył. Nic dziwnego, że w 2015 zdobył prestiżowy tytuł "Najpiękniejszego rynku" w Republice Czeskiej. Przecinam go i wkrótce staję pod zamkiem mieszczącym dziś muzeum, a właściwie to dwa muzea. Pierwotne założenie obronne pochodzi z końca XIV wieku, a w późniejszych wiekach podlegało wielokrotnym przeobrażeniom budowlanym. W 1558 roku zamek opuścili ostatni właściciele i odtąd pełnił rożne funkcje administracyjne i gospodarcze. Dziś to muzeum miejskie z bogatą kolekcją pamiątek dotyczących miasta i okolic. Napisałem, że to dwa muzea w jednym budynku nie bez przyczyny. Jedno z pięter zamkowych mieści muzeum kapeluszy. Stanowi ono historyczne świadectwo istnienia potężnego przemysłu kapeluszniczego w Nowym Jicinie. Ekspozycja pokazuje jak zmieniała się moda na nakrycia głowy na przestrzeni dziejów. Zrekonstruowano również warsztat kapelusznika.
Nový Jičín - rynek © biber

Nový Jičín - zamek © biber

Nový Jičín - ekspozycja kapeluszy © biber

Nový Jičín - muzeum - ręcznie pisane modlitewniki © biber

Nový Jičín - reklama jakiego sklepu? © biber

Po zwiedzeniu muzeum udaję się do innego miejsca związanego z historią. Przy rynku mieści się kamienica, w której mieszkał i zmarł wielki austriacki dowódca. Bohater walk z Turkami Gideon Ernst von Laudon. Ciekawa, przemyślana i co najważniejsza skierowana do odbiorców w każdym wieku ekspozycja. Starci dowiedzą się o życiu Laudona, a młodsi nie będą się nudzić. Mogą w tym czasie "pomóc" Laudonowi zdobyć zamek obsługując wirtualnie armatę. Ale największą frajdą jest, że armata jest prawdziwa :D A zabawa jest przednia nie tylko dla dzieciaków... Zburzyłem zamek!!! ;) 
Nový Jičín - dom Laudona © biber

Nový Jičín - Gen. Laudon w własnej, malowanej postaci © biber

Ile ja się nastrzelałem z tej armaty... - taki stary, a bawi się jak dziecko ;) © biber

Ech polskie muzea są 100 lat za czeskimi....

Włóczę się jeszcze po mieście. Podziwiam m.in. monumentalny kościół Wniebowstąpienia NMP wybudowany w stylu barokowym w latach 1729-32. 
Niedaleko kościoła można natrafić na basztę miejską z roku 1613. Obecnie mieści ona klub mieszkańców i przyjaciół miasta. 
Nový Jičín - baszta © biber

Ok. Dość tego łażenia po mieście wskakuję na rower i jadę. A jakże ścieżką rowerową. Zmierzam do Starego Jicina. Przecież skoro Nowy to i Stary musi być. Stary Jicin słynie z ruin wczesnogotyckiego zamku mieszczącego się niegdyś na wzgórzu górującym nad okolicą. Wzgórze panuje nad Bramą Morawską i oferuje przepiękne widoki z odrestaurowanej zamkowej wieży. Ale możliwość podziwiania krajobrazu należy opłacić (poza wstępem na wieże) zdobyciem długiego, stromego podjazdu... 
Starý Jičín - ruiny widać, został tylko podjazd © biber

Starý Jičín - widok na Nový Jičín © biber

Starý Jičín - odrestaurowana wieża © biber

Starý Jičín - panorama © biber

Starý Jičín - szkoda, że pogoda ograniczała widoki © biber

Starý Jičín - ruiny zamku © biber

Starý Jičín - ruiny zamku © biber

Po zwiedzeniu ruin i sesji foto na szczycie zjazd z góry był super. Wracam do Nowego Jicina i w podcieniach domu Laudona znajduję kawiarnię. Siadam na tarasie i racząc się pyszną kawką podziwiam rynek. A wiem co widzę, bo w punkcie informacji turystycznej dostałem m.in. przewodnik po mieście i okolicach. Po polsku i za darmo.... Nic więcej nie dodam....

Wracam tą samą trasą do Příboru. Kąpiel i ostatnie pożegnalne piwko. Jutro opuszczam to miejsce. Pozostaną tylko wspomnienia....

Trasa:
Příbor > Závišice > Rybí > Nový Jičín > Loučka > Starý Jičín > Nový Jičín >> Příbor

Moravsko-Slezsko #3

Czwartek, 14 lipca 2016 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Całą noc lało i to intensywnie. Rano dalej leje. Leje. Leje podczas śniadania. Leje podczas kawy. Leje.
Z listy celów "do zobaczenia" deszcz kolejno spłukuje kolejne pozycje...
Zostają już tylko te podkreślone na czerwono... 
... potem już tylko te zakreślone żółtym flamastrem i podkreślone na czerwono...
Kurcze! Nie będę przecież siedział cały dzień na ... Ubieram pelerynę i na piechotę idę zobaczyć Příbor w deszczu.
Idę najpierw do muzeum w byłym klasztorze. Wczoraj było zamknięte więc... Ale dziś za to jest okazja żeby tam wejść. Muzeum podzielone jest na 3 części - salę poświęconą Freudowi, salę pamięci żołnierzy sił powietrznych (w pobliżu było wojskowe lotnisko, a w samym mieście było nawet "lotnicze" osiedle) oraz dużą salę na wystawy czasowe. Trafiłem na ekspozycję koronek. Niesamowite jakie cuda można wyczarować z nitki.
Niesamowite co może powstać z nitki © biber

A robi się to na takim urządzeniu © biber

Przesympatyczna pani kustosz łamanym polskim o wszystkim opowiedziała i nawet zaprowadziła do drugiej części byłego klasztoru gdzie znajduje się pomieszczenie służące niegdyś za refektarz, a obecnie pełni funkcję sali ślubów. Cóż w tym dziwnego? Ano przepiękny dekorowany freskami sufit sali. Cudo! Fotografie tego nie oddają.
Cudne te sklepienie refektarza © biber

Fotka tego nie odda © biber


Po wyjściu z klasztoru spoglądam na niebo zdziwiony, że nie czuję deszczu - zaledwie mży. Idę więc na kemping. Czyżby jednak uda mi się wsiąść na rower?
Tak!
Około 12.30 przestaje padać więc ruszam czym prędzej w drogę.

Ruszam do Štramberk.  
Miasteczko niezwykle urokliwe. Mam wrażenie, że czas tam stoi. Gdyby tak usunąć samochody, anteny z powodzeniem można kręcić film historyczny. Ale mnie tu ściągnęła jedna rzecz - Trúba. Jest to wieża wysokości 40 metrów, która ocalała z XIII wiecznego zamku, zawalonego w 1783 (zamek był nieużywany wtedy od jakiegoś czasu). Na początku XX wieku wieżę przystosowano na potrzeby turystyki i udostępniono zwiedzającym.
Widać cel wyjazdu © biber

Uliczka jak z filmu © biber

Trúba © biber

Ech cóż za widoki © biber

Widoki pomimo niepogody... nie wiem co napisać. Cudowne? Piękne? Zapierające dech w piersiach?
Po wyjściu z wieży idę na rynek skosztować "Štramberské uši" czyli Uszy sztramberskie. Są to pierniki zwinięte na kształt walca. Wg. jednej z legend mają przypominać o najeździe tatarskim i bohaterskich mieszczanach, który zatopili obóz Tatarów zmuszając ich do wycofania. Po cofnięciu się wody w obozie znaleziono obcięte uszy pokonanych chrześcijan, a które miały stanowić dowód zwycięstwa dla chana. Na pamiątkę tego wydarzenia piecze się właśnie pierniki w charakterystycznym kształcie. Smaczne. I to tak bardzo, że nie zrobiłem fotki przed zjedzeniem, potem już było za późno ;)

Ale znów zaczyna kropić... padać.

Odpuszczam sobie pozostałe atrakcje Štramberku i już w deszczu jadę do Kopřivnice.

Ta nazwa miłośnikom motoryzacji, a zwłaszcza ciężarówek jest doskonale znana. To kolebka koncernu "Tatra".
Jadę do muzeum "Tatry". Fanatyczna ekspozycja samochodów, ciężarówek produkcji koncernu. Nawet ja, rowerzysta, byłem zachwycony zgromadzonymi eksponatami i wielkością muzeum.
Samochód "Prezydent" powstał 110 lat temu © biber

Samochód z floty prezydenta Masaryka © biber

I samolot też jest! © biber

Otworzyli nawet stary warsztat © biber

Kiepsko płacili - suchy chleb? © biber

Takie wynalazki też tam mają © biber

Ciężarówka objechała świat © biber

W tymże budynku mieści się  również sala poświęcona Emilowi i Danie Zatopkom - małżeństwu słynnych lekkoatletów. (Emil urodził się w Kopřivnicy).
Złoto Zatopka z Helsinek z 1952 roku © biber

Wracam do Příbor w ulewnym deszczu. Towarzyszy mu mocny wiatr. Czasami mam wrażenie, że leje z każdego możliwego kierunku.
Docieram na kemping kompletnie mokry i przemarznięty.
Łapię suche ciuchy i idę pod ciepły prysznic -  o tak tego mi było potrzeba...

Trasa:
Příbor > Závišice > Štramberk > Kopřivnice > Závišice > Příbor

Moravsko-Slezsko #2

Środa, 13 lipca 2016 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Całą noc szalała burza. Non stop waliły pioruny. W namiocie było ciągle jasno od nich. Czasami nawet grzmot się nie rozpoczął, a już druga błyskawica przecinała niebo i tym sposobem robił się taki grzmot-stereo. Nad ranem pozostał tylko deszcz. Chronię się pod wiatą i jem śniadanie. Już tylko kropi. Pakuję się i ruszam w drogę. Zaraz przy wyjeździe z kempingu łapię szlak rowerowy nr 5, który ma mnie przeprowadzić poza Ostrawę. Kapitalnie oznakowana trasa prowadzi opłotkami i nawet nie wiem kiedy już jestem poza Ostrawą.
Lotnisko w Ostrawie od tyłu ;) © biber

Nie wiem czemu ale Czesi jakoś sobie poradzili z wytyczeniem, przygotowaniem i oznakowaniem tras rowerowych. Prowadzą bocznymi drogami lub są specjalnie stworzone. I są wyasfaltowane! Coś nie do pomyślenia w Polsce ;) Może dlatego, że mądrze pomyślane służą w zimie jako trasy dla narciarzy biegowych?
Tak wgląda droga dla rowerów - równa asfaltowa wstążka © biber

Rower sam jedzie tymi urokliwymi drogami. Człowiek naprawdę odpoczywa widząc wokół pola, lasy, stawy i inne cuda przyrody.
Widoczek z trasy © biber

Tymi przecudnej urody drogami docieram do miejscowości Studénka. Przywiodła mnie tutaj sława tutejszego muzeum wagonów. W parku mieści się wybudowany w połowie XVIII wieku tzw. Nowy Zamek. Początkowo był budowlą barokową lecz został  przebudowany jako budowla neogotycka. Obok znajduje się zrujnowany tzw. Stary Zamek wybudowany na murach gotyckiej twierdzy z XV wieku. W muzeum, mieszczącym się w Nowym Zamku, 3 kondygnacje wypełniono modelami wagonów, sprzętem i wyposażeniem kolejowym, fotografami oraz piękną, dużą makietą, po której jeżdżą pociągi, semafory palą światła, lokomotywy przejeżdżają przez tunele i zatrzymują się na dworcach... Można patrzeć na to godzinami! Ale trzeba jechać dalej.
Nowy Zamek w Studénka © biber
Jeden z eksponatów z muzeum wagonów © biber

Docieram w końcu na Morawy.
Do miasta Příbor.
Stare (pierwsza wzmianka o miejscowości pochodzi z 1178 roku) niezwykle urokliwe miasto z pięknym, otoczonym kamienicami rynkiem.
Příborski rynek © biber

Příbor słynie w świecie za sprawą jednej osoby - Zygmunta Freuda, który tutaj się urodził (06.05.1856) i spędził parę pierwszych lat życia. Zachował się jego dom rodzinny, w którym urządzono skromne muzeum.
Dom rodzinny Zygmunta Freuda © biber

Jednakże dominantę miasta stanowi wysoka na 60 metrów wieża gotyckiego kościoła Narodzenia Najświętszej Marii Panny (kościół powstał w połowie XIII wieku. W ołtarzu głównym znajduje się Madonna z ok. 1420 roku). Dzięki położeniu na wysokiej skarpie kościół jest doskonale widoczny z każdego punku miasta.
Kościół Narodzenia Najświętszej Marii Panny © biber

Po zwiedzeniu domu Freuda oraz kościoła Narodzenia NMP jadę na kemping. Położony na skraju miasta ma swój basen, z którego można korzystać bez ograniczeń, a sympatyczny właściciel obdarza mnie stertą broszur i ulotek informacyjnych. Rozwijam namiot i wracam do miasta kierując się kościelną wieżą. Kręcę się po mieście i korzystając z świeżo zdobytych ulotek poznaje uroki Příbora. Odwiedzam:
- Kościół św. Franciszka z 1622 roku. Otoczony starym cmentarzem (niezwykle klimatyczne miejsce);
Kościół św. Franciszka © biber

- Kościół św. Krzyża z 1645 roku;
Kościół św. Krzyża © biber

- Kościół św. Walentego powstał jako drewniany w 1596 roku, zakon Ojców Pijarów przebudował go w stylu barokowym w latach 1760-66;
Kościół św. Walentego © biber

- Klasztor oraz gimnazjum Ojców Pijarów zbudowany został w latach 1694 - 1700. Pijarzy działali w mieście do roku 1870 prowadząc gimnazjum. Obecnie w budynku znajduje się szkoła artystyczna, muzeum i biblioteka miejska.
Klasztor oraz gimnazjum Ojców Pijarów © biber

Obok znajduje się imponujący gmach gimnazjum państwowego. 

Kończę objazd miasta i wracam na kemping dokonując po drodze niewielkich zakupów. Planuję tu zostać parę dni, bo Příbor to doskonała baza wypadowa w okoliczne tereny. A okolica obfituje w perełki, które chcę zobaczyć...

Trasa:
Hlučín > Ostrava-Třebovice > Ostrava-Svinov > Polanka nad Odrou > Jistebník > Petřvald > Albrechtičky > Nová Horka > Studénka > Nová Horka > Příbor

Moravsko-Slezsko #1

Wtorek, 12 lipca 2016 · Komentarze(1)
Uczestnicy
W końcu nadszedł długo, oj długo wyczekiwany urlop. Rano pogoda nie za ciekawa no ale o 5:30 rano pogoda nigdy nie jest za ciekawa. Wrzucam sakwy na rower i ruszam. O tej porze na drogach jest mało samochodów i fajnie się jedzie, a i temperatura jest odpowiednia.
Do Żor przez Orzesze droga mija, sam nie wiem jak. W Żorach na horyzoncie widzę czarne chmury. Nie ciemne ale właśnie czarne. Ale zrywa się wiatr i chmury jakby odpływają mi z nad głowy. No właśnie, jakby! Okazało się, że to szerszy, niż początkowo to było widać, front burzowy. Po chwili nic nie widzę. Ściana deszczu. Uciekam pod wiatę przystankową. Czekam, czekam, czekam. Okienko! Nie leje ale tylko leci. Wskakuję na rower i jadę. Trochę ujechałem i znów ratuję się przystankiem autobusowym. Ten manewr powtarzam jeszcze parę razy. Dopiero przy samej granicy przeciera się, a niebo robi się stopniowo coraz jaśniejsze.

Na tych żabich skokach od przystanku do przystanku tracę z 3 godziny…

W Chałupkach już po czeskiej stronie zdarza mi się zauważać przebłyski niebieskiego nieba.

Docieram do Šilheřovic. Tutaj znajduje się pierwsze miejsce, które chcę zobaczyć. To pałac zbudowany na początku XIX wieku dla Jana Fryderyka von Einchendorffa (z rodziny wielkiego śląskiego poety). Pałac wkrótce potem został zakupiony i przebudowany, w stylu neobarokowym, przez barona von Rothschilda. Baron tenże sprezentował swej wybrance oryginalny prezent – egipską mumię. Dar nie przypadł dziewczynie do gustu. Mumia trafiła do gimnazjum w Rybniku, gdzie pozostała do dziś. Pałac nie niedostępny dla zwiedzających ale 86 ha park już tak. Park łączy się z polem golfowym. W zabytkowej oranżerii pałacowej mieści się restauracja. Niezwykle urokliwe miejsce. Ale trzeba jechać dalej.
Šilheřovice - pałac © biber

Droga sama mnie prowadzi do miejscowości Darkovičky. Już z daleka widzę powód wytyczenia trasy przez to miejsce. To Muzeum fortyfikacji, na które składają się wybudowane w latach 30 ubiegłego wieku bunkry. Widok potężnej żelbetonowej góry otoczonej przez przeszkody przeciwpancerne, przeciwpiechotne oraz rowy przeciwczołgowe budzi respekt. I w dodatku to nie jest jeden bunkier lecz cała linia! Wyeksponowano również parę czołgów np. słynne T-34. Bunker zwany „Alej” można zwiedzać lecz dosłownie spóźniam się o włos na wyznaczą godzinę. Widzę zamykające się drzwi…. Po namyśle nie czekam na następną turę zwiedzania i ruszam dalej.
Darkovičky - Muzeum Fortyfikacji - bunkier "Alej" © biber
Darkovičky - Muzeum Fortyfikacji © biber

Hlučín. Tutaj chciałem dotrzeć w pierwszy dzień wyjazdu i się udało. Nad jeziorem rozbijam namiot i ruszam na zwiedzanie miasta. A jest co zwiedzać bo miasto zostało założone przez króla czeskiego Przemysława Otakara II ok 1256r. Następnie było jednym z miast Księstwa Opawy. Do dziś zachowały się fragmenty baszt i murów miejskich. No i zamek. Pierwotny zamek powstał na przełomie XIV-XV w. Później został przebudowany w stylu renesansu. Obecnie po innych kolejach losu nie przypomina tego co powszechnie stawa przed oczami na hasło „zamek”. To potężna budowla w centrum miasta mieszcząca instytucje kulturalne. Tuż obok znajduje się kościół św. Jana Chrzciciela z XIV wieku (potem trapiły go pożary i remonty po nich). Ostatnio został wyremontowany i pięknie się prezentuje. Warto też zobaczyć kościół ewangelicki z 1862 roku. 
Hlučín - zamek © biber
Hlučín - kościół św. Jana Chrzciciela © biber
Hlučín - ruina jednej z miejskich baszt © biber

Po zwiedzeniu miasta i szybkich zakupach wracam nad jezioro gdzie właśnie uruchomiono wyciąg dla narciarzy wodnych. Chwilę obserwuję ich ewolucje, jem cosik i udaję się na zasłużone, tak myślę ;), piwko z lokalnego browaru. No i trzeba przecież wypić jakieś lekarstwo - przemokłem dziś mocno, a jutro znów wsiądę na rower i skieruję się w kierunku Moraw.
Hlučín - Hlučínské jezero (Štěrkovna) © biber

Trasa:
Zabrze > Bujaków > Orzesze > Palowice > Żory > Świerklany > Marklowice > Wodzisław Śl. > Zawada > Rogów > Odra > Zabełków > Chałupki > Šilheřovice > Darkovičky > Hlučín

Narrenturm #7

Niedziela, 5 sierpnia 2012 · Komentarze(0)
Ranek przywitał mnie pięknym słońcem, więc bez przeszkód mogłem rozpocząć poszukiwania powieściowych miejsc. Kieruję się zatem na rynek, na którym poza repliką średniowiecznego pręgierza nie znajduję nic ciekawego. Ale na dachami domów widzę wieże kościoła. Jadę więc w tamtym kierunku. Wkrótce znajduję się pod dawnym kościołem karmelitów.

Znalazłem „książkowe” miejsce zatem. Tutaj w klasztornym domu demerytów przebywał Szarlej za swe sprawki z niejasnej przeszłości. Wkrótce po uwolnieniu z klasztoru Reimar i Szarlej wdają się w bójkę i muszą szybko opuścić miasto. Z klasztoru, który wg powieści znajdował się już za bramami miasta zachował się jeden budynek.
Z dawnego kościoła pozostał właściwie tylko portal gdyż kościół ulegał wielu zmianą nie tylko architektonicznym ale i wyznaniowym. Służy katolikom, ewangelikom. Obecnie służy katolikom lecz w wnętrzu zachowały się tak charakterystyczne dla ewangelików chóry. Wartym zobaczenia w Strzegomiu jest również kościół św. Barbary z XIV w. (niestety zamknięty na głucho mino niedzieli). Co ciekawe pierwotnie pełnił funkcje synagogi. Niedaleko znajdują się relikty strzegomskiego zamku, ruiny którego zostały rozebrane w XIX w podczas budowy linii kolejowej. Lecz to co w Strzegomiu widać właściwie z każdego miejsca to monumentalny gmach Bazyliki Mniejszej św. Piotra i Pawła.
Potężna, gotycka, budowla budzi podziw dla swych budowniczych. Budowę z cegły i kamienia rozpoczęto w 1311r., a zakończono dopiero w połowie XV w. Olbrzymia nawa główna ma aż 76m długości. Ciekawostką jest dzwon zawieszony na kościelnej wieży – znajduje się on tam od 1318r. !
Po zwiedzeniu Strzegomia przez Jaworzynę Śląską jadę do Świdnicy.
W Świdnicy bohaterowie powieści spotkali się z Justusem Schottelem malarzem i drzeworytnikiem, wspólnikiem Szarleja w interesach. Spotkali również młodego Jana Gutenberga, który zaprezentował im swój epokowy wynalazek. Schottelem wyposażył przyjaciół na dalszą drogę po czym Reimar i towarzysze wyruszyli w drogę. Poruszanie się po Świdnicy było w tym dniu nieco utrudnione gdyż akurat odbywał się tamże jarmark staroci. Jednakże rynek i ratusz wymienione w powieści „zaliczyłem”.
Odwiedziłem również pochodzącą z XIV w katedrę św. Stanisława i Wacława. Katedra jest jedną z największych świątyń Dolnego Śląska. Jej wieża o 103 m wysokości jest najwyższą na Śląsku i piątą co do wysokości wieżą kościelną w Polsce. Jej wnętrze poraża ogromem, a barokowy wystrój przepychem. Oczywiście zajrzałem również do najsłynniejszego zabytku Świdnicy – Kościoła Pokoju.
Powstały na mocy traktatu westfalskiego, zawartego w 1648 kończącego wojnę trzydziestoletnią. Zbudowano takie kościoły w Głogowie, Jaworze oraz Świdnicy. Przetrwały tylko te dwa ostatnie. W 2001 r. Kościół Pokoju w Świdnicy został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
W Świdnicy pojechałem na dworzec chcąc wrócić pociągiem do domu lecz okazało się, że świdnicki dworzec jest rzadko odwiedzany przez pociągi przeco musiałem wrócić do małej Jaworzyny Śląskiej skąd bez problemów wróciłem do domu.

I tak oto zakończyłem swą wędrówkę tropami bohatera książki "Narrenturm" A. Sapkowskiego.
Mój szlak to:
Wrocław
Oleśnica
Oława
Brzeg
Małujowice
Oleśnica Mała

Strzelin
Henryków
Ziębice
Ząbkowice Śl
Bardo
Kłodzko
Ścinawka
Ratno
Wambierzyce
Radków
Broumov (Czechy)
Głuszyca
Wałbrzych - Zamek Książ

Strzegom
Świdnica
Kursywą zaznaczyłem miejsca, które nie występują w książce ale były po drodze, i w których można coś zobaczyć.
Taka podróż to wspaniała sprawa. Zachęcam gorąco do podobnych podróży.
Trasa
Strzegom > Jaworzyna Śl > Świdnica > Jaworzyna Śl >> Zabrze
***

Narrenturm #6

Sobota, 4 sierpnia 2012 · Komentarze(0)
Z Radkowa jadę dalej korzystając z dobrodziejstw braku granic w UE, przekraczam granicę i podążam do Broumova . Region ten pośrednio jest związany z treścią książki – otóż właśnie ku Broumovsko wycofywała się rejza husytów po splądrowaniu Barda, Ścinawki, Ratna, Radkowa, a skład której wchodził Reimar wraz z przyjaciółmi. Broumov bo niewielkie miasteczko z dominantą w postaci potężnego klasztoru pobenedytyńskiego. Oczywiście korzystam z faktu iż kompleks klasztorny można zwiedzać i kupuję bilet. Zaraz na początku oprowadzania jestem miło zaskoczony obsługa widząc, że nie jestem Czechem wręcza mi mini przewodnik w języku polskim. Dzięki temu nie muszę strać się zrozumieć przewodnika. Który notabene wraża się z taką wyraźną dykcją, że nie ma zbytnich problemów z wyłapaniem sensu wypowiedzi. Benedyktyni wznieśli klasztor w XIV w. przebudowując stary, gotycki zamek. Obecny kształt nadała mu barokowa przebudowa w I połowie XVIII w. Klasztor robi ogromne wrażenie. Potężna biblioteka mino, iż z księgozbioru liczącego 70 tysięcy woluminów ocalało jedynie 20 tysięcy zapiera w dech w piersi… W klasztorze znajduje się również jedna z dwóch czeskich kopii Całunu Turyńskiego z 1651r. wykonana za pomocą 4 różnych farb. Kopia jest tak dokładna iż widać na niej ślady pożaru jakiemu uległ oryginał w 1532r. Kościół klasztorny św. Wojciecha jest stosunkowo niewielki lecz bogactwo barokowego wystroju, bogato rzeźbione stele, zdobne relikwiarze, potężne organy czy freski sprawia, że ulegam jego czarowi. Co prawda widać po murach ostatnie, trudne komunistyczne czasy lecz powoli zespół klasztorny odzyskuje swój dawny blask.
Potężny kompleks klasztorny w Broumovie © biber
Oglądam również, niestety tylko z zewnątrz niewielki drewniany, cmentarny kościół pw. Panny Marii z ok. 1459r., który uważany jest za najstarszy drewniany kościół w Republice Czeskiej.
Z Broumova jadę dalej lokalnymi drogami znów ku granicy.
Ostatnie spojrzenie na czechy © biber
Wkrótce, ha! wkrótce po pokonaniu „góreczki” z niewielkim ale dającym w kość 12% podjazdem jestem po polskiej stronie.
Przez Głuszycę i Jedlinę-Zdrój dojeżdżam do Wałbrzycha. Pod odpadającymi tynkami, odrapanymi murami można dostrzec, że kiedyś było to piękne miasto. Dziwię się, że władze lokalne tak mało robią, żeby przywrócić mu chociaż część dawnego blasku. Dojechałem tutaj gdyż przy okazji bytności w tych okolicach chcę zwiedzić drugą słynną posiadłość rodu von Hochberg czyli Zamek Książ (w Pszczynie miałem sposobność już być w tym roku).
Zamek Książ nade mną © biber
Cóż ja mam napisać o zamku? Nie będę przepisywał książek o zamku i jego najsłynniejszej mieszkance księżnej Daisy lecz powiem tylko, że bardzo mi się podobał. Wspaniały. Wykorzystując boczne, lokalne drogi docieram do Strzegomia. Strzegom to „powieściowe” miasto więc pozycja obowiązkowa na mym szlaku. W tym mieście Reimar poznaje poleconego mu prze kanonika Beesa tajemniczego człowieka, który ma go wywieść bezpiecznie z Śląska. Człek ów każe nazywać się Szarlejem. Reimar wydobywa go, za pomoca listu polecającego, z klasztoru karmelitów. W klasztorze tym mieściło się koscielne więzienie, a Szarlej był jego pensjonariuszem. Jako, że dzień już się kończy zostawiam sobie odszukanie książkowych miejsc na jutro i zostaję w mieście na noc.
Trasa
Radków > Broumov (CZ) > Głuszyca > Wałbrzych > Strzegom
***

Narrenturm #5

Piątek, 3 sierpnia 2012 · Komentarze(0)
Gdy jadłem śniadanie rozpętała się burza. Minęła on dość szybko ale ulewny deszcz nie ustawał. Pijąc kawę wziąłem mapę do ręki i trochę zmodyfikowałem plan jazdy już wiedząc, że braknie mi dnia. Gdy w końcu zamiast lać tylko kropiło spakowałem się i ruszyłem w trasę.
Dotarłem do Ścinawki. Taka mała miejscowość lecz musiała się znaleźć na mym szlaku ponieważ podążająca na Bardo husycka armia pod dowództwem Ambroża spaliła tą miejscowość, a na pola podmiejskich Ambroż odprawił husycką mszę. Niestety nie udało mi się zobaczyć ruin zamku w Ścinawce Średniej – jakoś nie wpadły mi w oczy. Jadąc dalej dotarłem do Wambierzyc. Polska Jerozolima jak nazywana jest miejscowość z potężną bazyliką zrobiła na mnie duże wrażenie. Podobnie jak słynna wambierzycka ruchoma szopka stworzona przez miejscowego zegarmistrza przed stupiędziesięciu laty. Ale w Wambierzycach jest jeszcze jedno super miejsce. To prywatne mini zoo i skansen. Mini zoo jak mini zoo nic specjalnego poza doglądającą obejścia z wysokości kozą

ale skansen… Cudo! Fantastyczne miejsce. Pełne magii i ducha przeszłości zaklętego w dawne sprzęty i urządzenia. Stare rowery, żelazka, maszyny rolnicze, wyposażenie stolarni czy kuźni.


Ogromne wrażenie robi kolekcja „skarbów” zakopanych w 1945r w ziemi. Wydobyte po latach zadziwiają swą zawartością. Skarbem była gotówka, rodzinne fotografie, przybory toaletowe, kompot czy nawet mięso!

Niesamowite miejsce, które wręcz połyka mój czas. Z niedowierzaniem spoglądam na zegarek, którą pokazuje godzinę.
Jadę dalej do Ratna. Tam znajdował się zamek zdobyty przez armię husytów, w składzie której znajdowali się bohaterowie książki. Niestety ruiny zamku są niedostępne – własność prywatna i na dodatek tak zarośnięta, że nie sposób podejść.

W końcu docieram do Radkowa. Tutaj Reimar wraz z przyjaciółmi poznają dowódcę husyckiej rejzy na Śląsk Amborża i obserwują szturm i zdobycie miasta. W malowniczym miasteczku do dziś zachowały się niewielkie fragmenty murów miejski. Mimo licznych przebudów ratusz ciągle stoi na środku urokliwego ryneczku, a w pobliżu znajduje się stary kościół św. Doroty. Ponadto można zwiedzić stary młyn, którego drewniane wyposażenie dzięki prywatnemu właścicielowi zachowało się do dziś.


Późny wyjazd z Kłodzka i długi czas spędzony w skansenie w Wambierzycach wpływają na decyzję – zostaję tu na noc.
Trasa
Kłodzko > Ścinawka > Wambierzyce > Ratno > Radków
***

Narrenturm #4

Czwartek, 2 sierpnia 2012 · Komentarze(0)
Z Ziębic jadę do Ząbkowic Śląskich czyli do Frankenstein. Tak, tak nazwa znajoma gdyż niegdyś tutaj w 1606 roku wybuchła epidemia dżumy. O wywołanie zarazy oskarżono miejscowych grabarzy, którzy mieli rzekomo wykopywać zwłoki, przerabiać je na proszek i rozsiewać go po mieście aby „wytwarzać” dla zysku następne trupy. Oczywiście po mękach przyznali się do winy. A legenda zamieniła grabarzy w jednego potwora eksperymentującego na zwłokach. Nie wiadomo czy autorka słynnej powieści grozy Maria Shelley znała te opowieści nadając tytuł swemu dziełu ale władze miasta postanowiły wykorzystać niemiecką nazwę grodu w promocji. I moim zdaniem słusznie. W końcu reklama nie zawsze idzie w parze z prawdą. Ale ja tu nie przyjechałem dla demonicznego doktora. Ząbkowice to kolejna „książkowa” miejscowość na mym szlaku. To tu przy klasztorze bożogrobców znajdowała się tytułowa Narrenturm – Wieża Błaznów. Narrenturm to średniowieczny szpital psychiatryczny. Tam trafili Reimar i Szarlej nie tyle z uwagi na stan umysłu lecz jako oskarżeni o herezję powieważ wieża służyła również jako więzienie inkwizycji. Do wieży trafia również Urban Horn. Bohaterów z opresji najazd husytów, którzy ich odbiją z rąk Świętego Oficjum. Odnalazłem szpital i kościół bożogrobców. Kościół św. Jerzego obecnie to cerkiew. Która niestety była zamknięta.
Kościół św Jerzego - dawniej kościół bożogrobców © biber
Ale z zewnątrz nie prezentowała się za dobrze. Nie poprzestałem na odszukaniu powieściowego miejsca lecz obejrzałem miasteczko. A jest co do zobaczenia: ratusz, kościół św. Anny, ruiny zamku, dom rycerza Kauffunga , w którym siedzibę znalazła Izba Pamiątek Regionalnych i Laboratorium dr Frankensteina. I oczywiście to z czego słynie miasto – Krzywą Wieżę.
Wieże Ząbkowic Śląskich © biber
Muszę w tym miejscu wyrazić bardzo wielkie wyrazy uznania dla Pani z punktu Informacji Turystycznej. Takiego pracownika punktu „it” może Ząbkowicom zazdrościć każde miasto. Dziękuję Pani.
Z Ząbkowic Śląskich kieruję się na Srebrną Górę. Na przełęczy srebnogórskiej nasi bohaterowie zmieniają konie po ucieczce z Ząbkowic Śląskich. Nie dojeżdżam jednak na samą górę przełęczy słonko coraz wyżej, a ja mam trochę jeszcze trochę drogi przed sobą. Jadę w kierunku Barda obserwując po drodze stoki Grochowej Góry.
Grochowa Góra © biber
Na jej stokach Reimar i Katarzyna uczestniczyli w sabacie. Pod górą Reimar spotkał się z Dzierżką von Wirsing, która podwiozła go pod mury Frankensteinu.
Bardo to przede wszystkim sanktuarium maryjne mieszczące się w przepięknie dekorowanej bazylice pw. Nawiedzenia NMP z 1704r. oraz malowniczy przełom Nysy Kłodzkiej przez Góry Bardzkie. Wg specjalistów bazylika to najpiękniejsza budowla w stylu barokowym na Dolnym Śląsku. Mieszcząca się w ołtarzu głównym niewielka rzeźba Matki Boskiej Bardzkiej to najstarsza, romańska rzeźba na Dolnym Śląsku Trafiłem tutaj podążając za bohaterami powieści, którzy wcieleni do armii husyckiej obserwowali szturm i zdobycie Barda.
Bazylika w Bardzie i Nysa © biber
Po zwiedzeniu miasta i pysznej kawie ruszam rowerowym szlakiem przez przełęcz Łaszczową do Kłodzka.
Kłodzko co prawda nie występuje w pierwszym tomie trylogii lecz pojawia się w dalszej części powieści ale pasowało logistycznie do szlaku Narrenturmu. Po wjeździe do miasta znalazłem się w cieniu górującej nad miastem Twierdzy. Zbudowana przez Austriaków zyskała ostateczny kształt dziki wojskom pruskim. W swym szczytowym okresie była większa od sąsiadującego z nią miasta! Lecz warunki życia w niej podobnie jak służba w pruskiej armii nie była lekka. Muszę przyznać, że od czasu mojej ostatniej bytności tutaj wiele się zmieniło i to na plus – wycieczki oprowadzane są przez przewodników w strojach z epoki. Życie w Twierdzy jest zilustrowane dioramami.
Partyjka skata w twierdzy © biber
I przede wszystkim można zobaczyć więcej niż kiedyś. Oprócz Twierdzy warto zobaczyć most św. Jana nazywany miniaturą praskiego mostu Karola, kościół Wniebowzięcia NMP, kościół i klasztor OO. Franciszkanów, kościół św. Jerzego i Wojciecha, rynek z ratuszem i kolumną maryjną.
Ratusz w Kłodzku © biber
Mnogość atrakcji sprawia, że niepostrzeżenie zapada wieczór więc zostaję w Kłodzku na noc.
Trasa
Ziębice > Ząbkowice Śl > Bardo > Kłodzko
***