W czwartek wieczorem
Inka pyta:
Zobacz jaka fajna ma być pogoda, pojedziemy gdzieś jutro? Mamy przecież wolny dzień. Sprawdzam ma mojej ulubionej pogodowej stronie
ICM Meteo i faktycznie ma być elegancka pogoda na rower. Szybki rzut oka na mapę. Jutro piątek więc trasa daleko od dróg... hmm...o mam!
Po spokojniej porannej kawce ruszamy w stronę Chudowa. Na podjeździe do Bujakowa okazuje się, że decyzja o zabraniu kurtek była słuszna słońce świeci mocno ale wiatr porządnie wieje. Za Bujakowem już w lesie wiatr już nie jest dokuczliwy. Po dotarciu do Orzesza musimy przeskoczyć malutki kawałek DW925 ale na szczęście nawet nie ma za dużo samochodów o tej porze.Przed miejscowością Zazdrość skręcamy w leśną drogę i 2 sarenki przebiegają mam drogę.
Docieramy do Palowic. Tutaj pierwszy punkt wycieczki - drewniany kościół p.w. Trójcy Przenajświętszej. Zbudowany został w latach 1594 - 1595 w popularnej technice zrębowej. Do Palowic trafił w 1981 roku po przenosinach z Leszczyn. Bardzo urokliwy malutki, wiejski kościółek o pięknym barokowym ołtarzu XVIIw. Niestety w środku trwało nabożeństwo więc nie ma zdjęcia. Zrobi się fotkę przy innej okazji. Dostaliśmy pozwolenie na robienie zdjęć od proboszcza ;) spotkanego na placu kościelnym. Obok kościoła znajduje się wolno stojąca dzwonnica z trzema dzwonami.

Drewniany kościół z Palowic
© biber
Czerwony szlak rowerowy prowadzi nas do centrum wsi. Znajduje się tam pałac, zwany powszechnie "zomkiem" z lat 1860-1880. Został wybudowany w stylu klasycystycznym dla Emanuela von Tlucka. Niestety ruina. Dach remontowany został w 1995 r. I chyba od tego czasu nic się nie zmieniło, a szkoda bo podobno w środku zachowały się piece kaflowe. Co prawda na budynku obok prowadzone są jakieś prace ale czy dotrą do pałacu? Obok pozostałości przypałacowego parku z pomnikowymi drzewami.

Palowicki dwór
© bibe
Bardzo dobrze oznakowany czerwony szlak rowerowy prowadzi nas dalej. Obok pięknej wiaty odpoczynkowej i dalej wykraczając na tzw. "Starą drogę". Podążając nią dalej docieramy do leśnej kapliczki z dużym, drewnianym krzyżu. Jak głosi opis umieszczony na krzyżu znajduje się on w miejscu, w którym dokonał się cud:
Około 1850 roku wracających z szychty hutników zaskoczyła w lesie straszliwa burza z piorunami. Po odmówieniu głośnej modlitwy zostali oni ocaleni, a na znak dziękczynienia w tym miejscu umieścili krzyż. Obecny krzyż jest już czwartym na tymże miejscu.

Leśna kaplica "Na starej drodze"
© biber
Jedziemy dalej. Już z daleka między drzewami widać kolejny punkt na trasie naszej wycieczki. To jeziora tzw.
Pojezierza Palowickiego. Zespół szeregu jezior należy do Parku Krajobrazowego "Cysterskie Kompozycje Krajobrazowe Rud Wielkich". Masa wody otoczona lasem... coś pięknego...

Pojezierze palowickie - staw Gichta
© biber
Wijąca się pomiędzy jeziorami, urokliwa droga prowadzi nas dalej. Wprost pod zachowaną wieże wsadową huty "Waleska". Produkcję hutniczą na tym terenie odnotowano w połowie XVIII w. W 1835 r. zbudowano dwa wielkie piece opalane drewnem. Pozostałą po tejże hucie wieżą wsadową "Gichtę" wzniesiono w 1840r. Ma 15 m wysokości. Wsad wciągano na trzecie piętro wieży i ręcznie przenoszono do pieca. Wieża jest dostępna jedynie z zewnątrz. Nazwa huty pochodzi pewnie (moje przypuszczenie - internet nie pomógł) od imienia Waleska - córki Franciszka Wincklera. Rodzina von Winckler posiadała liczne kopalnie, huty. Należały do nich m.in. Palowice, Woszczyce i Orzesze. Sama Waleska wyszła za Huberta von Tiele zakładając ród von Tiele-Winckler (bajkowy pałac w Mosznej to ich).

Wieża wsadowa huty "Waleska"
© biber
Wracamy tą samą drogą do Palowic skąd jedziemy do Bełku.
W Bełku zatrzymujemy się przy charakterystycznym kopcu. Prawdopodobnie w tym miejscu znajdował się gródek obronny. Obecnie na jego szczycie znajduje się neogotycka kaplica. Kaplicę wniesiono w 1860 roku fundacją Antona Gemandera. Służąc jako zarządca w majątku Karla Godulli poznał Emilię Lukas (opiekunkę "śląskiego Kopciuszka" Joanny Gryzik ). Gemander odkupił bełkowskie dobra w 1852 r. od Artura Baildona, syna wielce zasłużonego dla Górnego Śląska Johna. Po śmierci Antona jego żona Emilia zapisała majątek bratankowi Alfonsowi Lukas. W krypcie znajdującej się pod kaplicą spoczywa kilku potomków Aflonsa.

Kaplica Lukasów
© biber

Kaplica Lukasów - wejście do krypty
© biber
Niedaleko kaplicy znajduje się kolejna perełka Bełku. Drewniany kościół p.w. św. Marii Magdaleny z lat 1746-1753 to jeden z najcenniejszych zabytków tej ziemi. Powstał na miejscu wcześniejszej świątyni, która uległa zniszczeniu w pożarze. Kościół poddawany jest obecnie pracom konserwatorskim przez co jest zamknięty. Zamknięty jest nawet dostęp na teren kościelny. Niestety więc nie możemy zobaczyć zabytkowej nekropoli. Furty w murze kościelnym są zamknięte za pomocą............................................. U-locków!!! Furty są zakończone dużymi szpikulcami, a ponadto są na widoku z plebani więc ich nie forsuję "górą" lecz jedziemy dalej.
Wyjeżdżamy z Bełku obok zrujnowanego folwarku kierując się niebieskim, rowerowym szlakiem. Szlak prowadzi zboczem Góry Ramża. Jadąc spokojną, leśną drogą płoszymy sarnę, która wypoczywała w przydrożnym rowie i dzięki swemu umaszczeniu nie była widoczna. Poderwała się dopiero jak byliśmy tuż obok i szybciutko zniknęła w lesie.
Docieramy do Dębieńska. Tutaj przy kościele, krótki postój na zwiedzanie kościoła wybudowanego w latach 1798-1800. Zastąpił on rozebrany drewniany kościół. Obecny kształt jest wynikiem rozbudowy w latach 1912-1913. Obecnie trwa remont świątyni ale można wejść do środka i zobaczyć efekt pracy konserwatorów porównując ledwie widoczne malowidła ścienne na chórze z tymi przy prezbiterium.