Wpisy archiwalne w miesiącu

Marzec, 2014

Dystans całkowity:252.40 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:14:50
Średnia prędkość:17.02 km/h
Liczba aktywności:9
Średnio na aktywność:28.04 km i 1h 38m
Więcej statystyk

Do Babci

Sobota, 22 marca 2014 · Komentarze(0)
Pierwszy raz w tym roku rowerem do Babci.
Zaskoczyło mnie, że na rowerówce Mikulczyce-Helenka ludzie sami schodzili z drogi i nie byli zdziwieni widząc rower na drodze rowerowej. Obyło się nawet bez dzwonka :)

Trasa:
Zabrze (Os. Janek, Centrum, Mikulczyce, Rokitnica, Helenka) > Bytom (Stolarzowice) > Tarnowskie Góry >> Zabrze

Do Waleski za wiosną

Piątek, 21 marca 2014 · Komentarze(6)
Uczestnicy
W czwartek wieczorem Inka pyta: Zobacz jaka fajna ma być pogoda, pojedziemy gdzieś jutro? Mamy przecież wolny dzień. Sprawdzam ma mojej ulubionej pogodowej stronie ICM Meteo i faktycznie ma być elegancka pogoda na rower. Szybki rzut oka na mapę. Jutro piątek więc trasa daleko od dróg... hmm...o mam!

Po spokojniej porannej kawce ruszamy w stronę Chudowa. Na podjeździe do Bujakowa okazuje się, że decyzja o zabraniu kurtek była słuszna słońce świeci mocno ale wiatr porządnie wieje. Za Bujakowem już w lesie wiatr już nie jest dokuczliwy. Po dotarciu do Orzesza musimy przeskoczyć malutki kawałek DW925 ale na szczęście nawet nie ma za dużo samochodów o tej porze.Przed miejscowością Zazdrość skręcamy w leśną drogę i 2 sarenki przebiegają mam drogę.

Docieramy do Palowic. Tutaj pierwszy punkt wycieczki - drewniany kościół p.w. Trójcy Przenajświętszej. Zbudowany został w latach 1594 - 1595 w popularnej technice zrębowej. Do Palowic trafił w 1981 roku po przenosinach z Leszczyn. Bardzo urokliwy malutki, wiejski kościółek o pięknym barokowym ołtarzu XVIIw. Niestety w środku trwało nabożeństwo więc nie ma zdjęcia. Zrobi się fotkę przy innej okazji. Dostaliśmy pozwolenie na robienie zdjęć od proboszcza ;) spotkanego na placu kościelnym. Obok kościoła znajduje się wolno stojąca dzwonnica z trzema dzwonami.

Drewniany kościół z Palowic © biber

Czerwony szlak rowerowy prowadzi nas do centrum wsi. Znajduje się tam pałac, zwany powszechnie "zomkiem" z lat 1860-1880. Został wybudowany w stylu klasycystycznym dla Emanuela von Tlucka. Niestety ruina. Dach remontowany został w 1995 r. I chyba od tego czasu nic się nie zmieniło, a szkoda bo podobno w środku zachowały się piece kaflowe. Co prawda na budynku obok prowadzone są jakieś prace ale czy dotrą do pałacu? Obok pozostałości przypałacowego parku z pomnikowymi drzewami.                                                
Palowicki dwór © bibe
Bardzo dobrze oznakowany czerwony szlak rowerowy prowadzi nas dalej. Obok pięknej wiaty odpoczynkowej i dalej wykraczając na tzw. "Starą drogę". Podążając nią dalej docieramy do leśnej kapliczki z dużym, drewnianym krzyżu. Jak głosi opis umieszczony na krzyżu znajduje się on w miejscu, w którym dokonał się cud: Około 1850 roku wracających z szychty hutników zaskoczyła w lesie straszliwa burza z piorunami. Po odmówieniu głośnej modlitwy zostali oni ocaleni, a na znak dziękczynienia w tym miejscu umieścili krzyż. Obecny krzyż jest już czwartym na tymże miejscu. 

Leśna kaplica "Na starej drodze" © biber

Jedziemy dalej. Już z daleka między drzewami widać kolejny punkt na trasie naszej wycieczki. To jeziora tzw. Pojezierza Palowickiego. Zespół szeregu jezior należy do Parku Krajobrazowego "Cysterskie Kompozycje Krajobrazowe Rud Wielkich". Masa wody otoczona lasem... coś pięknego... 

Pojezierze palowickie - staw Gichta © biber

Wijąca się pomiędzy jeziorami, urokliwa droga prowadzi nas dalej. Wprost pod zachowaną wieże wsadową huty "Waleska".  Produkcję hutniczą na tym terenie odnotowano w połowie XVIII w. W 1835 r. zbudowano dwa wielkie piece opalane drewnem. Pozostałą po tejże hucie wieżą wsadową "Gichtę" wzniesiono w 1840r. Ma 15 m wysokości. Wsad wciągano na trzecie piętro wieży i ręcznie przenoszono do pieca. Wieża jest dostępna jedynie z zewnątrz. Nazwa huty pochodzi pewnie (moje przypuszczenie - internet nie pomógł) od imienia Waleska - córki Franciszka Wincklera. Rodzina von Winckler posiadała liczne kopalnie, huty. Należały do nich m.in. Palowice, Woszczyce i Orzesze. Sama Waleska wyszła za Huberta von Tiele zakładając ród von Tiele-Winckler (bajkowy pałac w Mosznej to ich). 
Wieża wsadowa huty "Waleska" © biber

Wracamy tą samą drogą do Palowic skąd jedziemy do Bełku.
W Bełku zatrzymujemy się przy charakterystycznym kopcu. Prawdopodobnie w tym miejscu znajdował się gródek obronny. Obecnie na jego szczycie znajduje się neogotycka kaplica. Kaplicę wniesiono w 1860  roku fundacją Antona Gemandera. Służąc jako zarządca w majątku Karla Godulli poznał Emilię Lukas (opiekunkę "śląskiego Kopciuszka" Joanny Gryzik ). Gemander odkupił bełkowskie dobra w 1852 r. od Artura Baildona, syna wielce zasłużonego dla Górnego Śląska Johna. Po śmierci Antona jego żona Emilia zapisała majątek bratankowi Alfonsowi Lukas. W krypcie znajdującej się pod kaplicą spoczywa kilku potomków Aflonsa.

Kaplica Lukasów © biber

Kaplica Lukasów - wejście do krypty © biber

Niedaleko kaplicy znajduje się kolejna perełka Bełku. Drewniany kościół p.w. św. Marii Magdaleny z lat 1746-1753 to jeden z najcenniejszych zabytków tej ziemi. Powstał na miejscu wcześniejszej świątyni, która uległa zniszczeniu w pożarze. Kościół poddawany jest obecnie pracom konserwatorskim przez co jest zamknięty. Zamknięty jest nawet dostęp na teren kościelny. Niestety więc nie możemy zobaczyć zabytkowej nekropoli. Furty w murze kościelnym są zamknięte za pomocą............................................. U-locków!!! Furty są zakończone dużymi szpikulcami, a ponadto są na widoku z plebani więc ich nie forsuję "górą" lecz jedziemy dalej. 
Drewniany kościół z Bełku
Drewniany kościół z Bełku © biber

Wyjeżdżamy z Bełku obok zrujnowanego folwarku kierując się niebieskim, rowerowym szlakiem. Szlak prowadzi zboczem Góry Ramża. Jadąc spokojną, leśną drogą płoszymy sarnę, która wypoczywała w przydrożnym rowie i dzięki swemu umaszczeniu nie była widoczna. Poderwała się dopiero jak byliśmy tuż obok i szybciutko zniknęła w lesie.

Docieramy do Dębieńska. Tutaj przy kościele, krótki postój na zwiedzanie kościoła wybudowanego w latach 1798-1800. Zastąpił on rozebrany drewniany kościół. Obecny kształt jest wynikiem rozbudowy w latach 1912-1913. Obecnie trwa remont świątyni ale można wejść do środka i zobaczyć efekt pracy konserwatorów porównując ledwie widoczne malowidła ścienne na chórze z tymi przy prezbiterium.
Kościół w Dębieńsku
Kościół w Dębieńsku © biber

Wyruszamy dalej. Do Ornontowic i dalej w stronę Bujakowa. Tuż za wyjazdem z Ornontowic spotykamy oznakowanie czarnego, rowerowego szlaku do Chudowa. Szybka decyzja jedziemy nim. Okazało się, że to szlak "kameloeon". Był czarny, czerwony, a w końcu ostatecznie zdecydował się na niebieski kolor ;) Do Chudowa dojechaliśmy w końcu przez chudowskie stawy niebieskim szlakiem. Stamtąd przez Przyszowice i Makoszowy do domu.

Piękny słoneczny dzień, który pozwolił nam naładować akumulatory i odpocząć od codziennej szarzyzny.
Młode są znaczy wiosna jest!
Młode są znaczy wiosna jest! © biber

***
Wyjazd: 9:20
Powrót: 17:15
***
Trasa:
Zabrze > Paniówki > Chudów > Bujaków > Orzesze > Palowice > Stawy Palowickie > Palowice > Bełk > Dębieńsko > Ornontowice > Chudów > Przyszowice >Zabrze

Zaczynamy !

Niedziela, 2 marca 2014 · Komentarze(4)
Dość tego leżenia bykiem! Trza ruszyć tą wielką, tłustą ......... i w końcu wsiąść na rower. Piękna wiosenna pogoda sprzyja temu. Rower wcześniej już po zimowej przerwie przywrócony do stanu używalności więc jazda! Jak każe tradycja kieruję się do Chudowa. Wyposzczony po zimowej przerwie raz, dwa docieram do Chudowa jadąc cały czas z wielkim uśmiechem na twarzy.

Po dotarciu na miejsce uśmiech znika z twarzy. Tego, że będzie dużo ludzi (parking pełen, motocykli ze 20 sztuk) się spodziewałem. Ale. No właśnie ale. Oprócz oberży (która zmieniła właściciela i teraz jest "Czarnym Koniem") i baru "Skorupy" (która już działa) przybył jeszcze jeden bar. Przycupnął koło zamkowych murów i w okolicy topoli śmierdzi "barowo". A właśnie topola - wprawiono do dziupli drzwi i zrobiono z tego kolejny punkt trzepania kasy - w sezonie to chatka Puchatka i siedzi tam przebieraniec w futrze misia. Wszędzie stoją jakieś płoty, ogrodzenia widać, że nowy właściciel, który przejął od "Fundacji Zamek Chudów" opiekę na tym miejscem myśli tylko o jednym. Niestety negatywne wiadomości, o tej zmianie właścicieli, które czytałem potwierdziły się. Szkoda... kolejne miejsce straci swego ducha zabitego przez bezlitosną mamonę. Jadę stąd! 

Docieram do Przyszowic i przypominam sobie, że czytałem o remoncie spichlerza plebańskiego więc sprawdzam jak to wygląda. Spichlerz został wybudowany ok. 1800 jako konstrukcja zrębowa. Fundatorem budowy był ks. Melchior Opolski, miejscowy proboszcz. Jest jednokondygnacyjny, a kalenicę wieńczy półksiężyc (czemu nie mam pojęcia). Skorzystałem z otwartego okienka i rzuciłem okiem do środka - magazynek nieużywanych, starych figurek i tego typu sprzętu. Spichlerz znajduje się na Szlaku Architektury Drewnianej. Budynek spichlerza widać z drogi DW921. 
Spichlerz plebański © biber
Przez okienko
Przez okienko © biber
Fantazja cieśli?
Fantazja cieśli? © biber
Stoi niedaleko kościoła św. Jana Nepomucena z 1938, który zajął miejsce drewnianego kościoła św. Mikołaja, w którym ochrzczono Karola Godulę (obecnie ten kościół znajduje się w Borowej Wsi). Kościół św. Jana Nepomucena z 1938r
Kościół św. Jana Nepomucena z 1938r © biber 
Postanawiam jeszcze odwiedzić dawny pałac rodziny von Raczek. O rodzinie von Raczek Pałac wybudowany został w latach 1890-95. Nad wejściem znajduje się kartusz rodziny von Raczek oraz drugi, którego tożsamości nie ustalono. Obecnie mieści m. in. zespół szkolno-przedszkolny, bibliotekę, biuro sołtysa. Od ostatniej mojej wizyty pałac przeszedł remont więc już nie straszy. Wokół pałacu jest 8 ha park lecz z racji przedwiośnia nie robi wrażenia więc jadę dalej.
Pałac von Raczków w Przyszowicach
Pałac von Raczków w Przyszowicach © biber
Przejeżdżam przez DK44 i kieruję się w stronę Zabrza. Jadę koło cmentarza, na którym spoczywają zamordowani w 1945 przez Armię Czerwoną mieszkańcy Przyszowic, a także uciekinierzy z "Marszu Śmierci", których również nie oszczędzili czerwonoarmiści.

Przed samą Kłodnicą skręcam w lewo aby zrobić zdjęcie potężnej lipie zwanej "Witulą". Obwód jej pnia to 7,5 m. Ma ponad 17 m wysokości. Potęga!
Lipa
Lipa "Witula" © biber
Zatrzymuję się jeszcze tylko na moście nad Kłodnicą aby zrobić zdjęcie panoramie Makoszów i górującą w niej kopalnią i wracam do domu.
Kopalnia ciągle jeszcze góruje nad Makoszowami
Kopalnia ciągle jeszcze góruje nad Makoszowami © biber

Wspaniałe uczucie znów znaleźć się na siodełku. Poczuć wiatr na twarzy. Z uśmiechem przemierzać drogi i ciągle na nowo poznawać fascynujący świat.

Trasa:
Zabrze > Paniówki > Chudów > Przyszowice > Zabrze