Wpisy archiwalne w kategorii

Dalsze... (z noclegiem)

Dystans całkowity:6012.77 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:408:16
Średnia prędkość:14.73 km/h
Liczba aktywności:70
Średnio na aktywność:85.90 km i 5h 49m
Więcej statystyk

CAMINO DE SANTIAGO

Wtorek, 23 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Eckartsberga > Oberreißen > Erfurt > Gotha > Mechterstädt

Od rana oprócz zmagania z pagórkowatym terenem musiałem się borykać z wiatrem. Był silny, a w porywach bardzo silny. Przez niewielki Oberreißen dotarłem do Erfurtu. Spędziłem w nim dużo czasu ale i tak wszystkiego pewnie nie widziałem. Pełno zabytków, interesujących miejsc. "Wizytówką" Erfurtu są dwa stojące obok siebie i górujące nad otaczającym miastem kościoły Katedra NMP (Mariendom) i Kościół Św. Seweryna (Severikirche). Zamykają one od zachodu Plac Katedralnego. Katedra NMP znana jest od VIII wieku w obecnej postaci zawiera pozostałości kościoła romańskiego. Monumentalne prezbiterium jest gotyckie z XIV natomiast halowy korpus nawowy z XV stulecia. Do wnętrza prowadzi gotycka kruchta, której zewnętrzne portale zdobią przedstawienia Apostołów oraz Panien Mądrych i Panien Głupich. Wewnątrz m.in. romański świecznik zw. Wolframem, gotyckie stalle, nagrobek rodziny von Gleichen, tryptyk Marii z Jednorożcem. Okna prezbiterium zachowały niemal w całości komplet XIV-wiecznych witraży. Sąsiadujący z katedra kościół Św. Seweryna jest monumentalną pięcionawową halą, wewnątrz mieści m.in. gotycki nagrobek patrona kościoła, późnogotycki, alabastrowy relief Św. Michał zwyciężający bestię, barokowe organy i ołtarz główny. Unikalnym zabytkiem jest pochodzący z XIV wieku Krämerbrücke, most łączący brzegi rzeki Gery, na którym znajdują się budynki mieszkalne, w większości o konstrukcji szkieletowej. Został zbudowany w 1325, a pierwotnie po jego obu stronach stały dwa kościoły, z których do dzisiejszych czasów przetrwał tylko jeden - Św. Idziego. Zwiedzając Wzgórze Katedralne zaobserwowałem ciekawostkę. Przy wejściu do zabytkowego kościoła dostaje się wielki karton z planem
kościoła i opisem zabytków w nim się znajdujących. W ten sposób bez przewodnika bez problemu można zwiedzić zabytek. Jakże to pomysłowe. Podziwiając zapierające dech widoki ruszyłem dalej. Zwiedziłem urokliwe miasto Gotha. Ale z związku z brakiem noclegu musiałem ruszać dalej. Na liście rezerwowych noclegów w przewodników znalazłem nieodległą miejscowość Mechterstädt. Tam znalazłem darmowy :) nocleg w ośrodku dla niepełnosprawnych prowadzonym przez Diakonię. Wśród pensjonariuszy wzbudziłem niemałą sensację.

CAMINO DE SANTIAGO

Poniedziałek, 22 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Leipzig (Lipsk) > Merseburg > Freyburg > Naumburg > Eckartsberga

Rano w padającym deszczu ruszyłem dalej. Lipsk to duże miasto. W mieście pobłądziłem ale do centrum dotarłem. Piękne zabytki. Niestety nie wszedłem do kościoła Św. Tomasza i nie widziałem grobu Bacha, nawet fotki nie umiałem zrobić bo nie było miejsca. Stoi otoczony innymi budynkami i nie mogłem się ustawić żeby zrobić fotkę. Po obejrzeniu centrum jakoś udało mi się wyjechać z miasta. Za miastem deszcz ustał lecz wiatr wręcz przeciwnie. Dojeżdżając do Merseburga już z daleka widziałem co mi się tam spodoba. Z daleka na wzgórzu widać było wieże. Na zamkowym wzgórzu rozłożył się zamek, a właściwe katedra. Gdyż było to miasto biskupów. Zamek pełnił zatem funkcje administracyjno-kościelne. Wśród budowli na wzgórzu katedralnym zauważyłem wolierę z krukami. Wiążę się to z legendą. Początek tego uwięzienia kruka sięga kilkuset lat wstecz kiedy to o kradzież najcenniejszego pierścienia biskupa von Trotha posadzono, a następnie skazano za świętokradztwo na śmierć niewinnego człowieka .Jakiś czas po egzekucji biskupiego sekretarza pierścień odnaleziono w gnieździe kruka .Ptak urzędową decyzją biskupa został uwięziony klatce na resztę życia a za jego postępek już zawsze ma cierpieć przedstawiciel kruczej rodziny . Oczywiście więzień jest bardzo popularny i wprost hołubiony przez gości odwiedzających zamek a za sprawą marketingu jego podobizna jest bardziej znana od samej rezydencji i przylegającej do niej pięknej wczesnogotyckiej katedry. Opuszczam miasto jadąc przez park miejski z minizoo.
Ciekawostka: Merseburg to miasto partnerskie Woźnik.
Drogą malowniczo wijącą się wśród winnic jadę dalej. Poprzez pagórki obrośnięte winem docieram do Freyburga. Nie tyle interesuje mnie miasto, a raczej miasteczko lecz górujący nad miastem Schloss Neuenburg. Brakuje mi słów żeby to opisać. Początki zamku sięgają 1090r. Uwagę zwraca studnia o głębokości 102,4m drążona w litej skale przez 36 lat. Potęgę zamku dostrzega się dopiero z daleka. Mogłem to docenić po zjeździe z zamkowego wzgórza. Nachylenie 10% sprawiło, że to był szybki zjazd; w drugą stronę było odwrotnie bo było 8%. Późnym popołudniem dotarłem do Naumburga. Symbolem Naumburga jest późnoromańska-wczesnogotycka Katedra Św. Piotra i Pawła, należąca do najważniejszych zabytków Europy. Jej budowę zaczęto przed 1213 rokiem. Oczywiście mogę ją zobaczyć tylko z zewnątrz, niestety. W latach 1960-1968 katedra została gruntownie odrestaurowana. W bocznych uliczkach znajdują się domy mieszczańskie z typowymi ścianami szczytowymi. Odnalazłem również dom, w którym mieszkał Friedrich Wilhelm Nietzsche. Nocleg znalazłem w malutkim Eckartsberga leżącym nieopodal Naumburga. Ale nie ma tego złego...Noclegu udzieliła mi....pani pastor :) Zaiste dziwny to widok kiedy otwierają się drzwi, a za nimi kobieta w sutannie.

CAMINO DE SANTIAGO

Niedziela, 21 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Königsbrück > Schönfeld > Großenhain > Raisa > Strehla > Dahlen > Dornreichebach > Würzen > Leipzig (Lipsk)

Po porannej kawie żegnam się z Holenderkami i ruszam dalej. Stopniowo kończą się pagórki. Ale nie wiatr! Cały dzień jadę w kurtce. Powoli przyzwyczajam się do niemieckiego oznakowania Drogi. Gdy strzałka skręca to też należy skręcić bo ta strzałka nie zapowiada skrętu lecz go wskazuje  W Schönfeld oglądam zamek i ruszam do Großenhain. Zwiedzam kościół mariacki i podziwiam ratusz z 1872r. w zabytkowym centrum miasta. Później oglądam port rzeczny w Raisa nad Łabą. Docieram do Strehla. Renesansowy zamek z przełomu XV i XVI wieku robi wrażenie chociaż częściowo czeka jeszcze na odbudowe. Historyczny rynek z barokowym ratuszem, oraz apteką z roku 1729 też robią nie małe wrażenie. Przemykam przez malutkie i urokliwe Dahlen i Dornreichebach (cudny ratusz, przypomina mi jeden z projektów tarnogórskiego ratusza) i już jestem w Würzen. Po dotarciu do Würzen znowu nie zwiedzam zamku, bo jakże! Impreza! Jednakże samo miasteczko jest super. Wąskie, brukowane uliczki wijące się wokół zamku. Klimatyczne. Po południu niespodzianka! Deszcz  Ech. W potokach deszczu docieram do Lipska. (Właściwie to przedmieścia Lipska – Sommerfeld). Znajduję nocleg. Tyle jak wniosłem klamoty do przykościelnej świetlicy rozpętała się burza.

CAMINO DE SANTIAGO

Sobota, 20 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Görlitz (Zgorzelec) > Bautzen (Budziszyn) > St. Marienstren > Kamez > Königsbrück

Rano po szybkim śniadaniu ruszyłem do Niemiec. Ślady po nocnym deszczu szybko ustąpiły pod wypływem szybko wnoszącego się słońca. Jakość oznakowania szlaku zmieniła się na plus. O jakości dróg już nie wspominając. Początek niemieckiego Camino zachwyca widokami. Uwagę zwracają dwujęzyczne tablice, w końcu wjechałem do Górnych Łużyc gdzie zamieszkuje mniejszość serbskołużycka. Teren mocno pagórkowaty ale to nie jest takie straszne . Gorzej, że ciągle towarzyszy mi ... wiatr. Gdyby siedział na bagażniku było by w porządku ale on siedzi na kierownicy! I podjazd staje się bardziej męczący. I tak mino słońca jadę ciągle w kurtce bo chłodno. Podczas odpoczynku pod pomnikiem Cyrla i Metodego na wzgórzu położonym wśród pól obserwuję scenę polowania jakiegoś drapieżnego ptaka na mysz. Coś niesamowitego. Ptak niczym torpeda spadł między łany zboża i po chwile ciężko pracując skrzydłami unosił się ponownie w powietrzu. Ciężko bił skrzydłami bo w szponach trzymał swą zdobycz. Mimo, że poruszam się na terenie byłego DDR stan zachowania zabytków sakralnych budzi mój podziw. Klasztor Sant Marienstern jest doskonałym tego przykładem. Widać, że remontowany i zadbany. I jest zamieszkany! Trafiam nawet na festyn parafialny  Żegnany dźwiękami zic-polki ruszam w dalszą drogę. Przez Kamez docieram do Königsbrück gdzie nadchodzący zmrok zmusza mnie do szukania noclegu. Znajduję nocleg w ośrodku Diakoni. Po pomieszczeniach oprowadza mnie sympatyczny pastor, jednocześnie zaprasza mnie na nabożeństwo. Postawiam się tam pokazać. Gdy pastor mnie dostrzega na jego twarzy widać wielki uśmiech. Po skończonym nabożeństwie, które było uatrakcyjnione występem zespołu muzycznego pastor żegna się przy drzwiach z każdym. Wychodziłem ostatni i dzięki temu mogłem wysłuchać opowieści pastora o tym zabytkowym kościele. Po powrocie na nocleg spotykam dwóch pierwszych pielgrzymów na Camino. Są to dwie, starsze Holenderki. Były już na Camino hiszpańskim i holenderskim, a teraz idą niemieckim. Na razie nie mam problemów z porozumiewaniem się. Pojedyncze słówka niemieckie i mój słaby angielski jakoś się uzupełniają i dostaję zawsze to co chcę.

CAMINO DE SANTIAGO

Czwartek, 18 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Legnica > Złotoryja >Bolesławiec > Zgorzelec

W schronisku w Legnicy spotykam pierwszego z wielu interesujących ludzi na Camino. Benedykt to ratownik GOPR, a jednocześnie doktor dendrologii oraz psychologii. Z racji swego dłuższego pobytu w Legnicy wiedział gdzie jest coś interesującego do zobaczenia i pokazał mi miasto. Mino upływu 10 lat od wyjścia Sowietów z miasta widać jeszcze, które dzielnice były zamieszkane przez ich sołdatów. Oczywiście legnicki zamek widziałem tylko z zewnątrz. To, że wszystko jest zamknięte lub w remoncie, jak się okaże, to będzie moje przekleństwo podczas Camino. Poza zniszczeniami, które zostały po Czerwonej Armii sama Legnica jest bardzo piękna. Muszę przyznać, że widać, że władze miasta stawiają na turystów i dbają o to aby starówka była zadbana i nie trzeba było się jej wstydzić. A wąziutkie „domy śledziowe” zachwycają swymi ornamentami. Szczególne wrażenie robi narożny dom zwany „Pod Przepiórczym Koszem”, który cały jest pokryty sgraffitami (jest to technika malarska polegająca na nakładaniu kolejnych, kolorowych warstw tynku lub kolorowych glin i na zeskrobywaniu fragmentów warstw wierzchnich. Poprzez odsłanianie warstw wcześniej nałożonych powstaje dwu- lub wielobarwny wzór). Po wczesnym śniadaniu ruszam dalej. Benek postanawia mnie odprowadzić i idziemy razem aż do Huty. Po drodze Benek pokazuje mi byłą szkołę Abwehry i pozostałości po kasynie Wehrmachtu, a potem Armii Czerwonej, koszary i inne ciekawostki jak np. wspaniałe okazy platanów. Przy okazji dowiaduję się o różnicach pomiędzy dębami europejskimi, a kanadyjskimi (kanadyjskie dęby mają liście zakończone na „ostro” jak klony, natomiast nasze dęby mają zakończenia „okrągłe”). Na rozmowie o interesujących nas obu rzeczach tracę trochę czasu i gdy już wydostaję się z Legnicy jest środek dnia. Szybko gonię czas i normalną szosą docieram do Złotoryi. Zwiedzam miasto, oglądam resztki murów obronnych wraz z Basztą Kowalską, starówkę, klasztor franciszkanów i ruszam dalej. Muszę jechać dalej. Muszę dotrzeć do Zgorzelca przecież. Z tego powodu przemykam szybko przez Bolesławiec bez zatrzymywania się. Po drodze widzę dużo zrujnowanych kościołów czy rozsypujących się pałaców. Serce boli jak się ogląda taki widoki. Późnym popołudniem docieram wreszcie do Zgorzelca.

Zgorzelec/Görlitz

Decyduję się na dzień przerwy. Muszę przyjrzeć się rowerkowi. Po deszczach i przedzieraniu się przez błotniste drogi wymaga abym poświęcił mu trochę uwagi. Doprowadzam go do stanu używalności, smaruję i ruszam zwiedzać miasto czy raczej miasta. Po wschodniej stronie rzeki nie ma za bardzo co zwiedzać. Owszem jest dom Jakuba Böhme sławnego mistyka, filozofa i teologa czy obecny Dom Kultury w stylu neobarokowym (tzw. styl wilhelmiński) oraz neoklasycystycznym, który jest olbrzymi oraz parę ciekawych architektonicznie, starych domów za to prawdziwe skarby są po zachodniej stronie rzeki. Monumentalny kościół św. Piotra i Pawła z XV w, zabytkowa starówka z zachwycającym ratuszem z XVI w, wieże Dicker Turm, Reichenbacher Turm i Nikolaiturm, brama Nikolaizwinger, baszta Ochsenbastei, barbakan Kaisertrutz – pozostałości średniowiecznych fortyfikacji. Jako, że mapy są najlepsze w kraju, którego dotyczą udaję się do księgarni. Mapy nie kupuję ponieważ znajduję przewodnik pielgrzyma po Saksonii, Saksonii-Anhalt i Hesji. Przewodnik jest bardzo dobrze zrobiony. Zawiera mapy, opis miejscowości przez, które przebiega Camino i listę miejsc noclegowych dla pielgrzymów. Wobec tego kupuję go zamiast mapy. Żeby polskie przewodniki były tak dobrze zrobione! (przewodniki po Camino, którymi się dotychczas posługiwałem są dobre ale jeszcze to nie to). Po powrocie na wschód znajduję Punkt Informacji Turystycznej gdzie dostaję polską Compostelę. Za przebycie Drogi Góra Św. Anny – Zgorzelec. Oczywiście udokumentowałem to pieczątkami w swym paszporcie. Po powrocie do schroniska jeszcze raz zerkam na rowerek, jem kolację i kładę się spać.

Fotografie z śląskiego odcinka Camino

Opisy zabytków pochodzą z Wikipedii
_______________________________________________________________________________

CAMINO DE SANTIAGO

Środa, 17 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Wrocław > Lubiąż > Prochowice > Legnica

Wstałem wcześnie rano i po szybkim śniadaniu wyruszyłem w drogę. O wczesnej porze udało mi się raczej bez przeszkód wydostać z Wrocławia. Niestety w niewielkiej odległości od miasta oznakowanie szlaku było coraz gorsze aż w końcu znikło zupełnie. Wobec tego wskoczyłem na normalną drogę i jechałem tymi drogami do miejscowości wskazanych w przewodniku. Niestety przeprawa promowa przez Odrę, którą chciałem wykorzystać okazała się nieczynna z powodu niskiego stanu wody i musiałem szukać objazdu. Już po 40km wróciłem na właściwą drogę i dotarłem do Lubiąża. Tam miałem chęć zobaczyć pierwszy na Śląsku klasztor zakonu cystersów. Założony już w 1163r. Pierwsze wzniesione tu założenie to romański kościół Wniebowzięcia NMP, na miejscu którego w XIV w. stanęła gotycka bazylika. W przylegającej do niej kaplicy spoczywają Piastowie śląscy. Obiekt został częściowo zniszczony w czasie II wojny światowej. Dzisiejszy zespół to gotycki kościół z Kaplicą Książęcą, barokowy budynek klasztorny z lat 1681 - 1720 oraz pałac opatów wzniesiony w latach 1690 - 1700 o bardzo bogatych wnętrzach (m.in. Sala Książęca, refektarz, biblioteka) z polichromiami z XVIII w.
Niestety nadzieja okazała się płonna. Co prawda u wejścia wisiała kartka „Zaraz wracam” ale po godzinnym oczekiwaniu musiałem się zadowolić widokiem klasztoru z zewnątrz. Klasztor jest bardzo zaniedbany. Widać jednak potęgę zakonu, która jednak niestety przeminęła. Zespół klasztorny to jeden z największych zabytków tej klasy w Europie, będący jednocześnie największym opactwem cysterskim na świecie. Opactwo to nazywane jest arcydziełem śląskiego baroku. Kompleks ma powierzchnię dwa i pół razy większą od zamku na Wawelu i posiada ponad 600 okien. Powierzchnia samych dachów zajmuje ok. 2,5 ha, a długość fasady wynosi 223 metry i jest to najdłuższa fasada barokowa w Europie. Podobno w środku jest już parę sal odnowionych ale na zewnątrz nie było widać żadnych prac konserwatorskich. Odnalezienie grobu „nadwornego” malarza cystersów słynnego Michaela Willmann też mi się nie powiodło. I tak po straceniu czasu ruszyłem dalej. Mijając po drodze stary młyn wiatrowy, a właściwie jego smutne resztki, docieram do Prochowic. Te niewielkie miasteczko posiada ruiny zamku z XVI –XVII w. i dwa kościoły. Niestety brama zagradza mi dostęp do zamku i muszę się zadowolić tylko widokiem zamkowej wieży. Do zabytkowego kościoła św. Andrzeja również nie wchodzę. Z wyglądu otoczenia kościoła widać, że dawno nikt się nim nie interesował. Za to w drugim kościele znajduje się cześć wyposażenia opactwa w Lubiążu. Późna pora (wszystko przez ten objazd przeprawy promowej!) zmusza mnie do szybkiej jazdy szosą do Legnicy i szukania tam noclegu. Znajduję nocleg w schronisku młodzieżowym i zostaję w Legnicy na noc.

Fotografie z śląskiego odcinka Camino

Opisy zabytków pochodzą z Wikipedii
_______________________________________________________________________________

CAMINO DE SANTIAGO

Wtorek, 16 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Kościerzyce > Brzeg > Małujowic > Oleśnica Mała > Oława > Wrocław

Ulewa, a raczej burza trwała całą noc. Wcześnie wstałem, zjadłem śniadanie, zwinąłem namiot, a to wszystko w ulewnym deszczu. Ubrałem pelerynę w ruszyłem w drogę no bo cóż było robić? Do samego Brzegu towarzyszył mi ulewny deszcz. Niestety peleryna nie była w stanie mnie ochronić bo woda lejąca się z nieba miała posiłki w postaci strumieni wody spod kół samochodów. Jednego TIR’a będę pamiętał długo... taki prysznic mi zafundował. Nie pomogło mi nawet to, że jechałem po chodniku jak najdalej od krawędzi drogi. Ale nic to! Gdy dotarłem do Brzegu ulewa się skończyła. Dogadałem się z cieciem, znaczy dozorcą na zamku i zostawiam rower w jego pakamerze i ruszam na szybki obchód miasta i przede wszystkim zamku. Rezydencja Piastów śląskich powstała w XIII w. W połowie XVI w. książę Jerzy II z żoną Barbarą z Hohenzollernów dokonali przebudowy obiektu na styl renesansowy, wzorując się na Zamku Królewskim na Wawelu. Z tej racji zamek jest określany mianem Śląskiego Wawelu. W latach 1554-60 wzniesiono reprezentacyjny budynek bramy wjazdowej. Składa się ona z trzech kondygnacji. Dolna ma motyw antycznego łuku triumfalnego. Ponad łukiem fundator umieścił posągi swój i żony w rzeczywistych wymiarach oraz herby rodowe trzymane przez pary giermków. Książę zlecił także umieszczenie nad oknami pierwszego piętra dwóch rzędów popiersi swoich przodków. Dziedziniec zamku ozdabia wewnętrzny portal bramy wjazdowej i dwupiętrowe renesansowe krużganki. Zamek miał bogato wyposażone wnętrza. Jerzy II zamówił we Flandrii arrasy o łącznej długości 300 łokci (170 m). Wyposażenie sal nie dotrwało do naszych czasów. Kolegiatę została w tym czasie przekształcona w mauzoleum książąt śląskich. Brzeg może poszczycić się wieloma jeszcze zabytkami. Jak np. gotycki kościół św. Mikołaja, Ratusz, z XIV w., barokowy kościół Podwyższenia św. Krzyża z XVIII w, czy też zabytkowy układ Starego Miasta.
Stróż, w cywilu też rowerzysta doradza mi najszybszą trasę, która ma mnie wyprowadzić z miasta. Po opuszczeniu miasta zjawia się stary znajomy deszcz i tak sobie razem jedziemy, aż do Małujowic. W małej wiosce o bogatej historii (na małujowickich polach 10 kwietnia 1741 rozegrała się najsłynniejsza bitwa wojen śląskich (bitwa pod Mollwitz)) trafiam na pierwszy z wielu na Camino, kościół pod wezwaniem św. Jakuba z1250r. Niestety znajdujące się we wnętrzu gotyckie malowidła ścienne są w trakcie renowacji wobec czego zasłaniają je rusztowania i siatki więc za dużo do podziwiania nie ma. Na osłodę mogę tylko przyjrzeć się drewnianemu stropowi kościoła. Składa się on z 640 kolorowo malowanych przy użyciu skórzanych szablonów desek, a każda jest zdobiona innym wzorem. Bogato rzeźbiony jest również portal kościoła. Pod murem kościoła zachował się krzyż pokutny ustawiony w miejscu zbrodni (tu odrzucony młodzieniec popełnił morderstwo na pannie młodej idącej z innym do ślubu). Z Małujowic rowerek wiezie mnie do Oleśnicy Małej gdzie chcę zobaczyć dawną komandorię templariuszy, którą później przejęli joannici. Przez pięć następnych stuleci Oleśnica Mała zaliczała się do najbogatszych majątków tego zakonu na Śląsku. Wkrótce po sekularyzacji zakonu, w uznaniu zasług feldmarszałka Hansa Davida Ludwiga hrabiego Yorck von Wartenburg w wojnie z Napoleonem król pruski Fryderyk Wilhelm III Hohenzollern podarował mu wieś wraz z pałacem. W rękach ewangelickich Yorcków von Wartenber posiadłość pozostawała przez pięć pokoleń, aż do końca II wojny światowej, pomimo to jednak kościół przez cały czas pozostawał rzymskokatolicki.
Hans David Ludwig hrabia Yorck już od 1815 podjął znaczną rozbudowę pałacu, którą zakończył po pięciu latach. Następną rozbudowę zrealizował w latach 1904-1905 dr Heinrich hrabia Yorck von Wartenburg, budując wieżę - zwaną wieżą Zofii - przy wejściu głównym oraz oranżerię wzdłuż południowej ściany kościoła należącego do kompleksu pałacowego. Peter hrabia Yorck von Wartenburg, ostatni właściciel majątku, stracony został w Berlinie niespełna 3 tygodnie po zamachu na Hitlera, 8 sierpnia 1944 za udział w założonym przezeń wraz jego przyjacielem Helmutem J. von Moltke Kręgu z Krzyżowej. W ścianę pałacu wmurowano dwujęzyczną - polsko-niemiecką - tablicę pamiątkową poświęconą ostatniemu z właścicieli Oleśnicy Małej.
Mimo tego, że w pałacu nie znajdował się PGR, a placówka naukowa jest on w opłakanym stanie. A przecież na pewno można by wykorzystując legendę zakonów rycerskich, które miały swą siedzibę w tym miejscu znaleźć pieniądze na jego remont. Pewnie Niemcy też by się dorzucili. Ta sytuacja przypomina mi jeden pałac w powiecie tarnogórskim . Z Oleśnicy Camino wiedzie mnie do Oławy. Na wieży ratusza można podziwiać oryginalny zegar. Niestety zoom w mym aparacie jest za słaby żeby go sfotografować. W Oławie znajduje się również zamek Piastów legnicko-brzeskich (obecnie urząd miasta). Po zwiedzeniu Oławy i chwili odpoczynku ruszam dalej. Niestety deszcze spowodowały, że gruntowe drogi, którymi jest poprowadzone Camino stają się nieprzejezdne dla mnie, a myślę, że pieszy pielgrzym też miałby spore trudności z przedarciem się przez błoto. Z wielkim kłopotami wydostaję się na twardy grunt i bardzo zmęczony docieram do Wrocławia. Musiałem ciekawie wyglądać udekorowany błotem bo dziewczyna ze schroniska młodzieżowego dość dziwnie na mnie spoglądała gdy mnie meldowała. Ciepły prysznic to była prawdziwa rozkosz po tej drodze za Oławą. Po doprowadzeniu się do porządku wyruszyłem na krótki spacer po mieście. Wrocław jak zawsze zachwycił mnie, tak że zapomniałem o zegarku i zrobiło się późno. Byłem tam parę razy, a zawsze podziwiam miasto tak jakbym był tam po raz pierwszy. No ale wiadomo Stolica :)

Fotografie z śląskiego odcinka Camino

Opisy zabytków pochodzą z Wikipedii
_______________________________________________________________________________

CAMINO DE SANTIAGO

Poniedziałek, 15 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Tarnowskie Góry > Ujazd > Góra Św. Anny > Kamień Śląski > Dobrzeń Wielki > Kościerzyce k. Brzegu

Dzień, w którym rozpoczęła się przygoda. Noc minęła szybko i wcześnie wstałem szybkie poranne czynności takie jak kawa, lekkie śniadanie, „osiodłanie” rowerka i o 5.30 wyruszyłem w tak długo oczekiwaną podróż. Dzięki wczesnej pory mogłem podążyć głównymi drogami, które były o tej porze puste na Annaberg. Tak dobrze mi się jechało, że już za 2 godziny byłem w Ujeździe. W Sławęcicach skręt w prawo, parę obrotów pedałów i widzę na horyzoncie charakterystyczny kształt Góry. Góra Świętej Anny jest najwyższym wzniesieniem Masywu Chełmskiego na Wyżynie Śląskiej (406 metrów n.p.m.). Położona jest w środkowo - wschodniej części województwa opolskiego, w powiecie strzeleckim. Góra Św. Anny stanowi pozostałość wulkanu, nieczynnego już od kilkunastu milionów lat. W przeszłości nazywana była Górą Chełmską, od ubiegłego wieku na stałe utrwaliła się nazwa Góra Św. Anny. Należy zaznaczyć, iż nazwa Góra Św. Anny odnosi się również do nazwy wsi położonej na zboczach góry, a także do Parku Krajobrazowego, mającego obszar ponad 5000 ha, gdzie występuje wiele gatunków chronionych i unikatowych roślin oraz zwierząt. W rejonie góry miały również miejsce największe bitwy w czasie „III Powstania Śląskiego”. Pod samą górą rozpoczął się pierwszy podjazd tej podróży. Rowerek na początku podróży swoje waży więc wdrapanie na szczyt trochę czasu mi zajęło. To, że to był pierwszy podjazd pewnie też na to miało wpływ. Na szczycie jak już się wysapałem rozglądam się... i jest! Widzę pierwszą muszlę Camino. (Muszla to symbol Drogi (Camino), a dlaczego muszla? Odpowiedzi na to pytanie są różne. Najpopularniejsze to: bo św. Jakub był rybakiem; bo jest ona symbolem chrztu i zbawienia, które św. Jakub przyniósł Hiszpanii; bo jej "promienie" schodzą się w jednym punkcie, tak jak wszystkie caminos spotykają się w Santiago). Tak więc „chwyciłem” nitkę, którą będę podążać do Santiago. Zmęczenie uleciało w jednej chwili. Na zapleczu sklepu zostawiam rower i idę do bazyliki po pierwszą pieczątkę w Credencial’u czyli paszporcie (Credencial del peregrino to paszport pielgrzyma, w którym na całej trasie zbiera się stemple (los sellos) - np. w schroniskach, w kawiarniach, w sklepach, ale również w muzeach i kościołach. Jest to bardzo ważny dokument - jest niezbędny do zameldowania się w schroniskach, można również dzięki niemu skorzystać z darmowych lub ulgowych atrakcji, np. z posiłku, z wejścia do muzeum, z wejścia na basen, czasem z jakiejś dodatkowej wycieczki. Credencial jest bardzo potrzebny również do tego, by w Santiago de Compostela otrzymać na jego podstawie compostelę - zaświadczenie o odbytej pielgrzymce). Kościół na Górze Św. Anny został ufundowany przez Mikołaja Strzałę, a pierwotnie ukończony w 1516 roku. Półtora wieku później został przekazany franciszkanom, od tamtego czasu kilkukrotnie ulegał przebudowom, między innymi dzięki rodzinom Gaschin i Mitschke. W 500-tną rocznicę istnienia kościoła, otrzymał miano bazyliki.
Wnętrze kościoła o charakterze barokowym jest niezwykle piękne, między innymi dzięki licznym i ślicznym malowidłom. Wewnątrz bazyliki znajduje się bardzo cenna figura Św. Anny Samotrzeciej, powstałej w XV wieku z lipowego drewna. Przedstawia ona trzy osoby: Annę, Maryję i Jezusa Chrystusa. W XVII wieku obok kościoła wybudowano drewniany klasztor, który kilkadziesiąt lat później przekształcono w murowany. W roku 1868 umieszczono dodatkowo wieżę zegarową na kościele, natomiast 7 lat później ukończono rozbudowę przedsionka do kościoła. Po wdrapaniu się po schodach do bazyliki czeka na mnie niespodzianka. O tej wczesnej porze w bazylice jest pusto. Przyzwyczajony do tego, że jest tam zawsze pełno ludzi zostałem stać w niemym zachwycie. Trzeba przyznać, że w takiej chwili gdy cisza świątyni jest podkreślona dobiegającymi z zewnątrz głosami ptaków można poczuć prawdziwe sacrum. Jak zwykle podczas pobytu na Górze odwiedzam grób O. Trocha, który pochodził z Lasowic. Na furcie klasztornej bez problemów dostaję pierwszy stempel w paszporcie, schodzę do Leśnicy, odbieram rowerek i w drogę! Trasa dobrze oznakowana prowadzi mnie bocznymi, gruntowymi czy leśnymi drogami do Kamienia Śląskiego. W 1183 urodził się tu święty - Jacek Odrowąż. Pochodzą stąd błogosławieni Czesław i Bronisława. Przez długie wielki Kamień Śląski znany był jako siedziba wielkich rodów rycerskich i szlacheckich. W tę piękną historię znacząco wpisał się rok 1594 - rok kanonizacji św. Jacka. Od tego czasu widać wyraźny rozwój jego kultu w miejscu narodzin. Początkowo skupiał się on w kościele parafialnym, nad którym pieczę sprawowali dominikanie. Dopiero jednak przebudowanie historycznej komnaty narodzin św. Jacka w kaplicę sprawiło, że do Kamienia Śląskiego zaczęło przybywać coraz więcej czcicieli Świętego. Właściciele zamku zawarli umowę z prowincjałem dominikanów z Opola, na mocy której zakonnicy zobowiązali się do duszpasterskiej troski nad tym miejscem. Sama kaplica była bogato wyposażona, w ołtarzu znajdował się obraz św. Jacka w dominikańskim habicie ze złotą aureolą. W tym przedstawieniu św. Jacek trzymał statuę Matki Bożej, pozłacaną monstrancję ozdobioną 36 diademami oraz srebrną lilię. Górny fragment ołtarza przedstawiał Trójcę Świętą koronującą Matkę Boską. Całość uzupełniało 12 srebrnych gwiazd, berło, promienie oraz 2 srebrne wstążki u sukni. W kaplicy przechowywano również srebrny pacyfikał z relikwiami św. Jana Nepomucena, srebrny relikwiarz z relikwiami św. Ludwika Francuskiego, małą figurkę Dzieciątka Jezus oraz nieokreślony srebrny pacyfikał. W inwentarzu wspomniano także o 10 srebrnych antypendiach. Służyła kaplica od 1715 roku mieszkańcom zamku oraz parafii i pielgrzymom. Taki stan rzeczy nie zmieniał się przez lata, mimo iż zmieniali się właściciele. Po śmierci hrabiny Zofii von Larisch zamek przeszedł w ręce rodziny von Strachwitz, która zamieszkiwała go do końca II wojny światowej, dobudowując w miedzy czasie salę balową oraz część gościnną. W ostatnich latach wojny zamek został zamieniony na szpital wojskowy ze względu na znajdujące w pobliżu lotnisko, które wykorzystywano w transporcie rannych żołnierzy. Zbliżające się wojska radzieckie spowodowały ewakuację szpitala 19 stycznia 1945 roku. W tych samych dniach zamek opuścili ostatni przedstawiciele rodu von Strachwitz, uciekając na zachód przez Kotlinę Kłodzką. Wojska radzieckie wkroczyły do Kamienia 22 stycznia i dokonały znacznych spustoszeń w obrębie zabudowań zamkowych. Sam zamek został częściowo splądrowany, ale najwięcej ucierpiała kaplica św. Jacka, która została wypalona. Zniszczony został ołtarz z obrazem św. Jacka na falach Dniepru, dębowa ambona z przedstawieniami czterech ewangelistów oraz ławka dla hrabiów z wysokim oparciem, w którym były rozsuwane drzwi prowadzące do niszy zawierającej pamiątki po św. Jacku: różaniec, kołyskę, habit, pasek i nakrycie głowy. Wtedy też wywieziono z zamku w niewiadomym kierunku starą bibliotekę z licznymi rękopisami. Od 1990 trwała odbudowa zamku wraz z rewitalizacją jego otoczenia. Prace były więc prowadzone fachowo, ale niestety nie udało się uratować wspaniałych stropów komnat na I piętrze. Drewniane kasetony i inne dekoracje stiukowe uległy bezpowrotnie zniszczeniu. Niemniej jednak komnatom nadano barokowy charakter, wypełniono je też stylizowanymi meblami. Z wyjątkową pieczołowitością odrestaurowano dawną salę balową. Sama kaplica św. Jacka była tak mocno zniszczona, że też nie udało się przywrócić jej przedwojennego wystroju. Jej obecny wygląd nawiązuje do stylu całego zamku. Ustawiono w niej zabytkowy rokokowy ołtarz pochodzący ze Siestrzechowic koło Nysy. Dorobiono do niego rzeźby św. Jacka oraz bł. Czesława i bł. Bronisławy. W niedzielę 14 sierpnia 1994 roku, w ramach obchodów 400-nej rocznicy kanonizacji św. Jacka dokonano uroczystego poświęcenia i oddano do użytku obecne Sanktuarium wraz z kompleksem obiektów.
Po obejrzeniu terenu wyruszam dalej. Przez Opole docieram do Czarnowąsów. Znajduje się tam drewniany kościół św. Anny. Zabytkowa budowla o typowej dla regionu konstrukcji zrębowej wzniesiona była w latach 1687-88 na miejscu starszego, poprzedniego kościoła. Została ona umyślnie podpalona przez nieznanych sprawców i spłonęła doszczętnie w nocy z 19 na 20 sierpnia 2005 roku. W lipcu 2006 roku rozpoczęto odbudowę i po 13 miesiącach, w dwa lata po pożarze, świątynię przywrócono niemal w poprzednim kształcie. Obecnie ma ona jednak trwałe murowane ściany obłożone belkami i stalową konstrukcję dachu pokrytą drewnianym gontem. Dach siodłowy jest od wschodu zaokrąglony, od zachodu ostro ścięty. Nad nawą wieżyczka ma sygnaturkę zakończona latarnią z cebulastym hełmem. Ze szczególną starannością zrekonstruowano soboty wokół ścian zewnętrznych świątyni. To rodzaj podcieni dających schronienie przed deszczem lub upałem wiernym, którzy już w przeddzień przybywali na niedzielne uroczystości - stąd ludowa etymologia ich nazwy. Soboty wsparte są na słupach z charakterystycznymi podpórkami wzmacniającymi konstrukcję – zastrzałami. Wnętrze ma wystrój stylizowany na barokowy, z prezbiterium zamkniętym trójbocznie, zorientowanym, na planie krzyża. Strop płaski, w kaplicach kolebkowy. Łuk tęczowy z belką, na niej figury. Ołtarz z kopią figury świętej Anny z Maryją (oryginał z ok. 1700 r. przechowywany na plebanii, szczęśliwie uniknął pożaru), z prawej strony w prezbiterium figura św. Barbary odrestaurowana po pożarze, w ołtarzach bocznych nowe obrazy z wyobrażeniami śląskich świętych: z lewej Benedykta od Krzyża (czyli urodzona we Wrocławiu Edyta Stein), z prawej - Jacek Odrowąż.
Później docieram do Dobrzenia Wielkiego. Mam tam okazję zobaczyć drewniany kościół z 1657r. pod wezwaniem św. Rocha. , ufundowany w przez norbertanki z Czarnowąsów. Tuż przed wejściem na cmentarz znajduje się pomnik ofiar wojny o wyjątkowo sugestywnej wymowie antywojennej, dzieło Maxa Habersetzera z 1931 r. Na lewej ścianie płaskorzeźbione lamentujące kobiety, po prawej żołnierze maszerujący do wieczności, w środku tablice z nazwiskami poległych w I wojnie światowej żołnierzy-mieszkańców Dobrzenia. Na cmentarzu przed kościołem biała figura św. Rocha z 1913 r. Św. Roch przedstawiony został zgodnie z tradycją ikonograficzną, w stroju pielgrzyma, ręką wskazuje na skaleczone kolano, przy nim pies z chlebem w pysku. Na postumencie, na którym stoi figura, znajdują się modlitwy do świętego w języku polskim (z przodu) i niemieckim (z tyłu). Wejście do kościoła ma ganek wsparty na 4 słupach, z ganku możliwy jest dostęp do chóru muzycznego, dookoła kościoła soboty na słupach z zastrzałami, kryte tak jak i dach gontem, nad nawą dach dwuspadowy z niewielką wieżyczką na sygnaturkę z baniastym hełmem i latarnią. Kościół konstrukcji zrębowej, z krótkim, zamkniętym trójbocznie prezbiterium, zwróconym na północ, nawa szersza, w przejściu do prezbiterium skośne ściany. Strop kościoła jest płaski, z tęczą o wykroju ściętego trójliścia. Ołtarz główny barokowy z około 1700 roku z obrazem adoracji św. Rocha, ołtarze boczne: lewy z płaskorzeźbą adoracji Trójcy Świętej, prawy z obrazem św. Jadwigi. W kościele są też inne dwie figury św. Rocha przy lewym ołtarzu i na ścianie z prawej strony. Ambona barokowa, na koszu rzeźby 4 ewangelistów, a na baldachimie Dzieciątko Jezus na globie ziemskim; prospekt organowy z około 1750 r. Krótki odpoczynek i ruszam dalej. Niestety za miejscowością Chróściany w polach gubię szlak. Wyjeżdżam na zwykłą drogę i podążam w stronę Brzegu. Jakieś 5km przed Brzegiem w Kościerzycach nad uroczym jeziorkiem widzę pole namiotowe i szybko decyduję się tam zostać. Rozbijam namiot i po szybkim prysznicu przyrządzam sobie obiadokolację. Nie zdążyłem do końca zjeść gdy zaczęło kropić. Początkowe kropelki szybko zmieniły się w potężną ulewę, a ta w burzę, która jak miało się okazać trwała prawie całą noc.

Fotografie z śląskiego odcinka Camino

Opisy zabytków pochodzą z Wikipedii
_______________________________________________________________________________