CAMINO DE SANTIAGO
Sobota, 20 czerwca 2009
· Komentarze(0)
Kategoria Camino de Santiago 2009, Dalsze... (z noclegiem)
Görlitz (Zgorzelec) > Bautzen (Budziszyn) > St. Marienstren > Kamez > Königsbrück
Rano po szybkim śniadaniu ruszyłem do Niemiec. Ślady po nocnym deszczu szybko ustąpiły pod wypływem szybko wnoszącego się słońca. Jakość oznakowania szlaku zmieniła się na plus. O jakości dróg już nie wspominając. Początek niemieckiego Camino zachwyca widokami. Uwagę zwracają dwujęzyczne tablice, w końcu wjechałem do Górnych Łużyc gdzie zamieszkuje mniejszość serbskołużycka. Teren mocno pagórkowaty ale to nie jest takie straszne . Gorzej, że ciągle towarzyszy mi ... wiatr. Gdyby siedział na bagażniku było by w porządku ale on siedzi na kierownicy! I podjazd staje się bardziej męczący. I tak mino słońca jadę ciągle w kurtce bo chłodno. Podczas odpoczynku pod pomnikiem Cyrla i Metodego na wzgórzu położonym wśród pól obserwuję scenę polowania jakiegoś drapieżnego ptaka na mysz. Coś niesamowitego. Ptak niczym torpeda spadł między łany zboża i po chwile ciężko pracując skrzydłami unosił się ponownie w powietrzu. Ciężko bił skrzydłami bo w szponach trzymał swą zdobycz. Mimo, że poruszam się na terenie byłego DDR stan zachowania zabytków sakralnych budzi mój podziw. Klasztor Sant Marienstern jest doskonałym tego przykładem. Widać, że remontowany i zadbany. I jest zamieszkany! Trafiam nawet na festyn parafialny Żegnany dźwiękami zic-polki ruszam w dalszą drogę. Przez Kamez docieram do Königsbrück gdzie nadchodzący zmrok zmusza mnie do szukania noclegu. Znajduję nocleg w ośrodku Diakoni. Po pomieszczeniach oprowadza mnie sympatyczny pastor, jednocześnie zaprasza mnie na nabożeństwo. Postawiam się tam pokazać. Gdy pastor mnie dostrzega na jego twarzy widać wielki uśmiech. Po skończonym nabożeństwie, które było uatrakcyjnione występem zespołu muzycznego pastor żegna się przy drzwiach z każdym. Wychodziłem ostatni i dzięki temu mogłem wysłuchać opowieści pastora o tym zabytkowym kościele. Po powrocie na nocleg spotykam dwóch pierwszych pielgrzymów na Camino. Są to dwie, starsze Holenderki. Były już na Camino hiszpańskim i holenderskim, a teraz idą niemieckim. Na razie nie mam problemów z porozumiewaniem się. Pojedyncze słówka niemieckie i mój słaby angielski jakoś się uzupełniają i dostaję zawsze to co chcę.
Rano po szybkim śniadaniu ruszyłem do Niemiec. Ślady po nocnym deszczu szybko ustąpiły pod wypływem szybko wnoszącego się słońca. Jakość oznakowania szlaku zmieniła się na plus. O jakości dróg już nie wspominając. Początek niemieckiego Camino zachwyca widokami. Uwagę zwracają dwujęzyczne tablice, w końcu wjechałem do Górnych Łużyc gdzie zamieszkuje mniejszość serbskołużycka. Teren mocno pagórkowaty ale to nie jest takie straszne . Gorzej, że ciągle towarzyszy mi ... wiatr. Gdyby siedział na bagażniku było by w porządku ale on siedzi na kierownicy! I podjazd staje się bardziej męczący. I tak mino słońca jadę ciągle w kurtce bo chłodno. Podczas odpoczynku pod pomnikiem Cyrla i Metodego na wzgórzu położonym wśród pól obserwuję scenę polowania jakiegoś drapieżnego ptaka na mysz. Coś niesamowitego. Ptak niczym torpeda spadł między łany zboża i po chwile ciężko pracując skrzydłami unosił się ponownie w powietrzu. Ciężko bił skrzydłami bo w szponach trzymał swą zdobycz. Mimo, że poruszam się na terenie byłego DDR stan zachowania zabytków sakralnych budzi mój podziw. Klasztor Sant Marienstern jest doskonałym tego przykładem. Widać, że remontowany i zadbany. I jest zamieszkany! Trafiam nawet na festyn parafialny Żegnany dźwiękami zic-polki ruszam w dalszą drogę. Przez Kamez docieram do Königsbrück gdzie nadchodzący zmrok zmusza mnie do szukania noclegu. Znajduję nocleg w ośrodku Diakoni. Po pomieszczeniach oprowadza mnie sympatyczny pastor, jednocześnie zaprasza mnie na nabożeństwo. Postawiam się tam pokazać. Gdy pastor mnie dostrzega na jego twarzy widać wielki uśmiech. Po skończonym nabożeństwie, które było uatrakcyjnione występem zespołu muzycznego pastor żegna się przy drzwiach z każdym. Wychodziłem ostatni i dzięki temu mogłem wysłuchać opowieści pastora o tym zabytkowym kościele. Po powrocie na nocleg spotykam dwóch pierwszych pielgrzymów na Camino. Są to dwie, starsze Holenderki. Były już na Camino hiszpańskim i holenderskim, a teraz idą niemieckim. Na razie nie mam problemów z porozumiewaniem się. Pojedyncze słówka niemieckie i mój słaby angielski jakoś się uzupełniają i dostaję zawsze to co chcę.


