Piknik Forteczny 2011 w Dobieszowicach

Poniedziałek, 15 sierpnia 2011 · Komentarze(1)
Oj długo moje nozdrza nie zaznały subtelnego smaku „perfume la bunkier”. Ale w Dobieszowicach chłopaki z „Pro Fortalicium” organizują piknik z okazji święta Wojska więc postanawiam nadrobić powyższe i kieruję się do schronu bojowego nr 52. Docieram tam zwykłą trasą poprzez DSD, Tarnowskie Góry, Świerlaniec. Już z daleka widzę zaparkowane wszędzie blachosmrody, znaczy ludzi multum. Podjeżdżam pod bunkier, mam rację ludzi pełno. Gdy zobaczyłem kolejkę do zwiedzania wnętrza schronu rezygnuję z tej przyjemności i udaję się zobaczyć co tu jeszcze ciekawego. Przechodzę koło kopcącego i warczącego SKOTA darując sobie przejażdżkę i idę dalej. Oglądam stanowiska grup rekonstrukcji historycznej i zatrzymuję się na dłuższą chwilę na stoisku z naszywkami policji z całego świata. Szczególnie wrażenie robią naszywki policji indiańskich z Ameryki Północnej. Policja ta utrzymuje porządek wśród Indian, działa jako odrębna formacja policyjna. Oglądam również wystawę fotografii poświęconej tematyce wojskowej oraz działalności grup rekonstrukcji historycznej Andrzeja Pasieki i Marka Wacławczyka. Spóźniłem się na pokaz tresury psów policyjnych, a i duchota sprawiła, że pieski szybko zostały zabrane do domu. Chętni mogli również zobaczyć sprzęt pożarniczy oraz postrzelać na strzelnicy airsoftowej. Po odwiedzeniu Dobieszowic skierowałem się do domu. W Wymysłowie zobaczyłem iż krata do schronu niedaleko tamy jest otwarta więc skorzystałem z możliwości obejrzenia tego obiektu od środka. Potem podjechałem do rodzinki na kawę i już prosto, tą samą trasą do domu.
Kolejka do schronu niczym kiedyś po mięso czy kawę ;) © biber
Repliki sprzętu z września 1939 © biber
"Szczuty pustyni" daleko zawędrowały... © biber
Po Wehrmachcie pozostało tylko BMW... © biber
Wartownik z 1939 i współczeny Skot i mój rower :) © biber
Schron do obrony okrężnej broniący dostępu do tamy, był zamaskowany jako wiejska chałupa, malowanie maskujące jest współczesne © biber
Schron do obrony okrężnej broniący dojazdu do tamy - wnętrze © biber
Trasa:
Zabrze (Centrum, Mikulczyce, Rokitnica, Helenka) > Bytom (Stolarzowice) > Tarnowskie Góry > Nowe Chechło > Świerlaniec > Wymysłów > Dobieszowice > Tarnowskie Góry > DSD > Bytom (Stolarzowice) > Zabrze

XII Jarmark Średniowieczny w Chudowie 2011

Niedziela, 14 sierpnia 2011 · Komentarze(0)
Jarmark Średniowieczny w Chudowie! Tego nie można przegapić. Jazda do Chudowa! Trochę okrężną co prawda trasą bo przez Gliwice ale dotarłem. Ludzi oczywiście mnóstwo i jeszcze trochę. Trafiłem akurat na koncert muzyki dawnej w wykonaniu zespołu "Allegro" z Zabrza. Po wysłuchaniu średniowiecznej listy przebojów wyruszyłem na obchód imprezy: obóz rycerzy, kramy rzemieślników. A potem się dopiero zaczęło! Najpierw pokaz walki serbskiej grupy "Svibor", następnie walna bitwa pod zamkiem. Niestety szczęk oręża, huk hakownic, sprawność w fechtunku, bogactwo strojów pozostaną tylko w mej pamięci. Bo moja wrodzona ynteligencja kazała mi zabrać aparat ale żeby sprawdzić akumulatorki do niego to już nie!
Trasa:
Zabrze (Centrum, Maciejów) > Gliwice (Żerniki, Radiostacja, Centrum, Trynek, Bojków) > Przyszowice > Chudów > Przyszowice > Gliwice (Bojków, Lotnisko, Centrum, Radiostacja, Żerniki) > Zabrze (Maciejów, Centrum)

Chudów + Radiostacja gliwicka

Niedziela, 7 sierpnia 2011 · Komentarze(0)
Wychodzę na rower jakoś bez przekonania. Kieruję się na Chudów. Może pod zamkiem nabiorę ochoty do jazdy? Dotarłem pod zamek. Dziś ma być impreza pod tanga i tańców towarzyskich. Siedzę pod zamkiem ale jakoś ochota do jazdy nie nachodzi, a przybywający ludzie mnie denerwują. Wstaję, wskakuję na rower i jadę na lotnisko. Na Trynku pustki, nie licząc paru modelarzy próbujących swe maszyny. Po chwili jadę dalej i przez cmentarz hutniczy, na którym jak zwykle pusto i nastrojowo docieram pod Radiostację. Tu siedzę chwilę ale szybko przegania mnie słońce. Przez Żerniki, Maciejów docieram do domu.
Jakoś dziś jechałem bez przekonania, brakowało mi „lekkości” i cieszenia się z jazdy. Nie wiem może ta „niewiadomojaka” pogoda? Może coś innego? Ech...
Trasa:
Zabrze > Paniówki > Chudów > Przyszowice > Gliwice > Zabrze

Toszek i Rudziniec

Sobota, 23 lipca 2011 · Komentarze(2)
Ostatnia urlopowa sobota więc trzeba to i słońce, które w końcu się pokazało wykorzystać rowerowo. Patrzę na mapę, drapię się po głowie gdzie by tu uderzyć ale tak aby jechać asfaltem? W teren po tych opadach nie chcę się pakować. Mam! No przecież w Toszku dawno mnie nie było! Jadę. Raz, dwa przez Szałszę, Kamieniec docieram do Księżego Lasu. Tam skręcam w stronę Łubia i za zakrętem spotykam dziewczynę i 2 chłopaków z sakwami. Zatrzymuję się i pytam czy mogę pomóc. Chcieli do Toszka na zamek. Więc ich poprowadziłem przez Kopienice, Zacharzowice aż do Toszka i na zamkowy dziedziniec.
Toszek - zamek © biber
Dziś jechali z Świętochłowic, a wyruszyli z Zamościa. Zmierzają do Wrocławia, a jak im czas pozwoli to skręcą w stronę morza. Po chwili rozmowy pojechali w stronę Opola, a ja zostałem na zamku jeszcze chwilę. Ruszyłem dalej aby przez Kotulin, Proboszczowice oraz Chechło dotrzeć do drewnianego kościoła w Rudzińcu.
Rudziniec - Kościół p.w. św. Michała konstrukcji zrębowej z XVII wieku © biber
Kościół p.w. św. Michała konstrukcji zrębowej z XVII wieku. Kościół jest orientowany czyli zbudowany na osi wschód-zachód z prezbiterium na wschodniej stronie. Wewnątrz polichromie barokowe z 1657 roku
Następnie droga prowadzi mnie do Rudna. Tam obok kościoła św. Mikołaja z 1922 roku (wyposażenie częściowo z XVIII i XIX wieku z istniejącego wcześniej kościoła drewnianego) znajduje się kaplica grobowa Ballestremów,
Rudno - kaplica grobowa Ballestremów © biber
obok na cmentarzu znajdują się też ich groby.
Jadę dalej. Do niewielkiej wsi Bojszów. Stoi tam drewniany kościół cmentarny.
Bojszów - Kościół p.w. Wszystkich Świętych z końca XV wieku © biber
Kościół p.w. Wszystkich Świętych pochodzi z końca XV wieku. Został zbudowany w konstrukcji zrębowej na ceglanych fundamentach. Jest otoczony sobotami. Obecnie jest używany okazjonalnie.
Pedałuję dalej. Przez Kleszczów i Gliwice do domu na mocno spóźniony obiad.
Trasa:
Zabrze > Szałsza > Księży Las > Łubie > Kopienice > Zacharzowice > Wilkowiczki > Toszek > Kotulin > Proboszczowice > Chechło > Rudziniec > Rudno > Bojszów > Kleszczów > Gliwice > Zabrze

Szlak Czarownic – powrót

Niedziela, 17 lipca 2011 · Komentarze(4)
Niestety smutny dzień powrotu nastąpił. Pakuję się i ruszam w drogę. Niedzielnym porankiem ulice są puste więc szybko opuszczam Nysę i przez Wyszków Śląski oraz Włodary dojeżdżam do Korfantowa. Gdzie zatrzymuję się pod monumentalnym kościołem św. Trójcy z XIII/XIV wieku przebudowanym w 1909.
Korfantów - kościół św. Trójcy © biber
Nie wchodzę do środka ponieważ trwa właśnie msza. Jadę dalej.
Przez Łącznik docieram do Moszny. A Moszna?
Moszna - pałac © biber
Już o pałacu napisano wszystko to co ja będę powtarzał ;) W Mosznie oczywiście dłuższy postój w przy zamkowym parku. Pałacowe wieżyczki widziałem już z daleka. Wieżyczek jest 99 podobno z powodów podatkowych. Gdyby było ich 100 właściciel musiał by płacić więcej. To dowód, że kiedyś oprócz stawiania pięknych budowli też myśleli żeby „wykiwać” urząd skarbowy.
Jadę dalej aż do Głogówka gdzie zwiedzam te piękne miasteczko (klasztor i kościół franciszkanów z tzw. „Domkiem Loretańskim”, starówką, kolegiatą z 1350, kopią jerozolimskiej kaplicy grobu bożego) i idę na obiad. Po obiedzie udaję się na zwiedzanie zamku Oppersdorffów z lat 1561-1571. Z moich wcześniejszych pobytów tutaj zapamiętałem zamek jako ruinę. Nic niestety się nic nie zmieniło. Jednakże po przejęciu zamku przez prywatnego inwestora parę lat temu teraz w niedziele pracownicy tej firmy oprowadzają turystów po ruinie. Więc nie mogłem przepuścić takiej okazji. Idę za przewodnikiem do lochów, których zamek posiada aż 3 kondygnacje i jeszcze 3 ale te są zalane. Wędrówce przez zrujnowane komnaty towarzyszy barwna opowieść przewodnika o zamku, jego właścicielach i jak to kiedyś wyglądało i o umizgach przebywającego tutaj Beethovena do pewnej służki... Opowiada również o barbarzyńskim zajęciu zamku przez Armię Czerwoną kiedy to 100 000 książek uleciało z dymem nie wspominając o meblach. Jedna z mieszkanek Głogówka wyjęła z stosu 3 książki. Za uzyskane z ich sprzedaży pieniądze kupiła później mieszkanie we Wrocławiu i wykształciła swe córki. Skoro tyle dostała za 3 książki to za jakie jeszcze skarby kryła zamkowa biblioteka? Przewodnik pokazuje mi prywatną kaplicę z przepięknym stropem, wspaniałe schody niestety bez poręczy, która „znikła” i prowadzi poprzez strych na wspaniały zamkowy taras skąd rozciąga się widok na okalający zamek park z pomnikowymi drzewami. Oglądam jeszcze zachowane drewniane rury wodociągowe i słucham jak długo leci kamień wrzucony do zamkowej studni. A te zamek ma dwie, obie w lochach, w jednej nie ma wody ponieważ została zasypana (ta ma 40m głębokości); w drugiej natomiast jest woda. Nie weszliśmy do wszystkich komnat z powodu zagrożenia zarwania podłóg. Ale i tak to olbrzymia budowla, służyło tam ponoć 400 osób! Słuchając zajmujących opowieści przewodnika nie spostrzegam ile czasu upłynęło mi na zamku.
Głogówek - brama na zamek © biber
Głogówek - dziedziniec zamkowy © biber
Głogówek - strop zamkowej kaplicy © biber
Głogówek - krzyż pokutny na dziedzińcu zamkowym © biber
Wzdycham ciężko nad losami śląskich pałaców i jadę dalej.
Droga biegnie poprzez pola, małe malownicze wioski. Gdyby nie wiatr, który mocno dmucha pięknie by się jechało. Na szczęście wiatr uspokaja się wieczorem.
W Przedborowicach „zaliczam” ostatni, podczas tej wycieczki, krzyż pokutny.
Przedborowice - krzyż pokutny © biber
W Kędzierzynie-Koźlu przekraczam Odrę i zatrzymuję się na kawę. Potem już prosto DW408 na Gliwice i do domu. Docieram do niego późnym wieczorem.
To była cudowna wycieczka...
Trasa:
Nysa > Wyszków Śl > Włodary > Korfantów > Łącznik > Moszna > Kujawy > Wawrzyńcowice > Zawada > Mochów > Głogówek > Wróblin > Gościeńcin > Przedborowice > Dębowa > Kędzierzyn-Koźle > Bierawa > Kotlarnia > Sośnicowice > Gliwice > Zabrze

Szlak Czarownic – dzień 4

Sobota, 16 lipca 2011 · Komentarze(2)
Dziś niestety kończę swą podróż Szlakiem Czarownic. Zostawiłem bagaże i jadę „na lekko”. Rankiem odwiedzam jeszcze grób wielkiego poety Josepha von Eichendorffa, który wraz z ukochaną żoną spoczywa w Nysie. Wydostaję się z miasta i obok wzgórza, które kiedyś nazywało się Góra Czarownic, a dziś jest spokojnym osiedlem jadę dalej aby przez Sękowice dotrzeć do Radzikowic.
Niestety nie wchodzę do kościoła św. Bartłomieja aby zobaczyć stare, renesansowe polichromie gdyż kościół jest zamknięty. Zostaje mi tylko odnaleźć dwa stojące dwa krzyże pokutne.
Radzikowice - krzyż pokutny © biber
Radzikowice - drugi krzyż pokutny © biber
Oba bardzo zarośnięte lecz daję radę.
Spokojną lokalną drogą wiodącą prze pola docieram do następnej wsi. W Nowakach tuż obok przystanku stoi krzyż pokutny o rozpiętości ramion aż 120cm!
Nowaki - krzyż pokutny © biber
I znów malowniczą drogą dalej. Obok zapory wodnej na rzeczce Korzekwi, gdzie pełno wędkarzy i znów pośród pól.
Aż do Karłowic Wielkich. Podobnie jak poprzednie ta wieś jest bardzo stara. Wzmianki o jej istnieniu również pochodzą z XIII wieku. W centralnym miejscu wsi stoi kościół św. Marii Magdaleny z 1758. W którego ścianie wymurowana jest płyta nagrobna z 2 połowy XVI wieku. Naprzeciw plebani znajduje się rodzinny dom Edwarda Grütznera.
Karłowice Wielkie - dom Edwarda Grütznera © biber
Ten malarz zdobył sobie przydomek „wesołego malarza”. Nic dziwnego skoro malował np. „Smakujący wino brat klasztorny” czy „Śląski pijaczek i diabeł”.
Kieruję się dalej. Przejeżdżam przez Rysiowice. Gdzie przez płot widać wieżyczki pałacu z 1880. Jest to własność prywatna i nie mogę podejść aby zrobić fotki. Widać jednak rusztowania. Czyżby remont?
Poprzez Ulanowice z zaniedbanym dworem z XVI/XVII wieku docieram do Otmuchowa. Piękny rynek z wspaniałym ratuszem,
Otmuchów - ratusz © biber
czy wspaniały kościół już nie mówiąc o zamku, na którym odbywają się festiwale kwiatów,
Otmuchów - zamek © biber
a z zamkowej wieży roztaczają się wspaniałe widoki sprawiają że nie chce się stąd ruszyć. Jednak trzeba. Odnajduje jeszcze kolumnę ufundowaną przez miejscowego kata Krzysztofa Kuhn.
Otmuchów - kolumna kata © biber
Wyjeżdżam z miasta i jadę dalej. Poprzez Sarnowice, Ligotę Wielką docieram do Lubiatowa. We wsi tej oprócz ruin dworu z ok. 1600 i kościoła z pocz. XIV wieku można odszukać krzyż pokutny. Jest! Jest wmurowany w gotycki mur, który otacza kościół.
Lubiatów - krzyż pokutny © biber
Robię fotkę i jadę.
Do Paczkowa. Te stare, do dzisiejszego dnia okolone murami miasto robi wrażenie. Nie darmo nazywa się je „śląskim Carcassonne”. Baszty
Paczków - baszta © biber
, mury czy obronny i monumentalny kościół św. Jana Ewangelisty
Paczków - kościół św. Jana Ewangelisty © biber
z zachowaną wewnątrz studnią oraz ratusz i starówka naprawdę robią wrażenie. Ja jeszcze odwiedzam Muzeum Gazownictwa.
Paczków - Muzeum Gazownictwa © biber
Gdzie młody i pełen zapału przewodnik oprowadza mnie po ekspozycji. Zbiór liczników, zbiór urządzeń zasilanych gazem czy piec służący do wytwarzania gazu to jest coś! No bo gdzie indziej mógłbym zobaczyć lodówkę zasilaną gazem?
Paczków - lodówka zasilana gazem © biber
Jadę jeszcze do Domu Kata,
Paczków - Dom Kata © biber
w którym mieści się punkt informacji turystycznej i z żalem kończę swą podróż Rowerowym Szlakiem Czarownic.
Jako, że do Paczkowa dotarłem objeżdżając jeziora Otmuchowskie i Nyskie od północy chcę wrócić do Nysy „zaliczając” jeziora od południa. Kieruje się zatem na Unikowice, gdzie odnajduję krzyż pokutny z 1654 roku,
Unikowice - krzyż pokutny © biber
potem jadę na Ujeździec, Dzięwiętlice, Trzeboszowice, Ratnowice, Piotrowice Nyskie, Kałków, Buków oraz Sietrzechowice gdzie niestety straszą ruiny biskupiego dworu i docieram do Nysy.
Kładę się spać myśląc z żalem, że to już koniec Szlaku Czarownic i zostaje mi tylko powrót do domu. A to już jutro.
Trasa:
Nysa > Nowaki > Karłowice Wlk > Rysiowice > Grądy > Ulanowice > Otmuchów > Ligota Wlk > Lubiatów > Paczków > Unikowice > Ujeździec > Dzięwiętlice > Trzeboszowice > Ratnowice > Piotrowice Nyskie > Kałków > Buków > Sietrzechowice > Nysa

Szlak Czarownic – dzień 3

Piątek, 15 lipca 2011 · Komentarze(0)
I znów ulewa trwa całą noc. Lecz rano widzę piękne niebieskie niebo, po którym płyną białe chmurki. Pakuję więc się, tropik namiotu przytraczając na górę sakwy i w drogę. Drogą przez góry poprzez Česką Ves, z której pochodziło niegdyś aż 16 ofiar procesów czarownic, wprost do Rejviz. Jest wczesna pora więc nie wstępuję na ścieżkę prowadzącą do unikalnego torfowego jeziorka i jadę dalej. Poprzez Dolni Ŭdoli, z których niedaleko do zrekonstruowanych „Zlatorudnych mlýnów” (urządzeń do szukania i wydobywania złota), niestety również jeszcze zamkniętych docieram do Zlaté Hory.
Zlaté Hory to stare, górnicze miasto poszukiwaczy złota. Z niego pochodził inkwizytor Bobling, którego okrutnymi śladami podążam. Podczas swojej 40 letniej „pracy” wysłał na stos ok. 180 osób z czego z samych Zlatch Hor ok 85. Udaję się do muzeum miejskiego mieszczącego się w budynku dawnej poczty cesarskiej.
Zlaté Hory, Czechy - muzeum © biber
Właśnie otwierają. Miła pani wpuszcza mnie wraz z rowerem do środka, gdzie mogę się zapoznać z historią tego regionu oraz historią okolicznego wydobycia złota. Po zejściu do podziemi oglądam ekspozycję poświęconą procesom o czary. Po zwiedzeniu miasta ruszam dalej w kierunku dawnej granicy. Zamiast jechać w kierunku Głuchołaz skręcam zaraz na Jarnotółwek, a nie jak sugeruje szlak wracać się do niego z Głuchołaz. W tej malowniczo położonej wsi znajduje się neoromański kościół św. Bartłomieja Apostoła z 1907 oraz należący do osoby prywatnej dwór z XIX wieku.
Jarnotówek - kościół św. Bartłomieja Apostoła z 1907 © biber
Podobno jeszcze w połowie XIX wieku na strychu tutejszej gospody znajdował się specjalny taboret służący do przesłuchiwania oskarżonych o czary. Był najeżony gwoździami. Pośrodku znajdował się długi, najeżony kolcami ząb obliczony na odbyt. Był on „przechodni” i wypożyczany wszystkim sądom w księstwie nyskim. Nie wiadomo co się z nim stało
Wracam do Głuchołaz. Szlak prowadzi do centrum miasta mijając „Szubieniczną Górę”. Wykonywano tam wyroki miejskiego sądu. Z miasta pochodziło 21 ofiar szaleństwa polowań na czarownice. W Głuchołazach wspinam się na Basztę Górną
Głuchołazy - Baszta Górna © biber
, skąd rozciąga się wspaniały widok na Złote Góry.
Głuchołazy - Baszta Górna - panorama © biber
Po zejściu na dół przez rynek idę do kościoła św. Wawrzyńca. Wejście do kościoła zdobi przepiękny średniowieczny portal.
Głuchołazy - portal kościoła św. Wawrzyńca © biber
Wyjeżdżam z miasta i w miejscowości Charbielin wracam na szlak. Piękna, mało uczęszczana droga prowadzi mnie przez Nowy Las do Starego Las, gdzie zwiedzam pozostałości grodziska z XII wieku. Jadę dalej i docieram do Kępnicy.
W murze kościoła umieszczono krzyż pokutny.
Kępnica - krzyż pokutny © biber
Droga wijąca się pośród pół pełnych zboża prowadzi mnie do Wierzbięcic.
W tej niewielkiej wsi w latach 1806-07 przebywał jako proboszcz marszałek markiz Marc Marie de Bombelles, mleczny brat króla francuskiego Ludwika XVIII. Po powrocie do Francji w 1815 został biskupem Amiens. We wsi odnajduję aż dwa krzyże pokutne! Oba przy ruchliwej drodze Nysa-Prudnik.
Wierzbięcice - krzyż pokutny © biber
Wierzbięcice - krzyż pokutny © biber
Starą, polną drogą docieram do Domaszkowic gdzie przy kościelnym murze stoi olbrzymi krzyż pokutny.
Domaszkowice - krzyż pokutny © biber
Wg ustnych przekazów stoi w miejscu gdzie husyci zamordowali proboszcza broniącego świątyni.
Szlak biegnie dalej. Dojeżdżam do Niwnicy. W tej wsi urodził się Piotr Nowak, który w 1447 otrzymał sakrę biskupią i odbudowywał swą diecezję po najazdach husytów. W 1453 zaprosił do Wrocławia słynnego wówczas kaznodzieję Jana Kapistrana. W owym czasie odbywały się procesy przeciwko ludności żydowskiej, którą oskarżano o profanację hostii. Obaj uczestniczyli w procesach, które wysłały na stos kilkadziesiąt osób.
Poprzez Wyszków Śląski oraz Konradową dojeżdżam do Nysy.
Nysa - kościół śś. Jakuba i Agnieszki oraz dzwonica © biber
Dawna stolica księstwa biskupiego – „śląski Rzym” ma wiele do zaoferowania. Mnogość zabytków nie pozwala w ciągu krótkiego pobytu zobaczyć je wszystkie. Niestety te piękne miasto zapisało swą czarną kartę w procesach czarownic. Aby usprawnić proces palenia czarownic wniesiono nawet specjalny piec. Zachowało się świadectwo iż 6 września 1639 roku spalono w nim 26 kobiet. O tym smutnym rozdziale w historii księstwa można się przekonać w Muzeum oglądając wystawę poświęconą polowaniom na czarownice.
Znajduję nocleg, tym razem na dwie noce i idę spać. Jutro niestety będę kończył swą podróż Szlakiem Czarownic.
Trasa:
Jesenik > Rejviz > Zlaté Hory > Jarnotówek > Głuchołazy > Charbielin > Nowy Las > Stary Las > Kępnica > Wierzbięcice > Domaszkowice > Niwnica > Wyszków Śl > Nysa

Szlak Czarownic – dzień 2

Czwartek, 14 lipca 2011 · Komentarze(0)
W nocy budzi mnie burza, a właściwie burze. Dwie. Towarzyszący im deszcz leje całą noc. Gdy rankiem wychylam głowę z namiotu już co prawda nie leje, a góry „dymią”. Nie zraża mnie to i pakuję się. Ruszam w stronę niedalekiego Sobotina. Zaraz za Velké Losiny w niewielkiej wsi Maršikov trafiam na małą, drewnianą perełkę – drewniany kościół św. Michała z 1609.
Maršikov, Czechy - kościół św. Michała z 1609 © biber
Mam szczęście. Jest otwarty. Właśnie ekipa konserwatorów przeprowadza oględziny kościoła ale pozwalają mi wejść do środka. Piękne polichromie pokrywają strop i ściany, a z barokowego ołtarza spogląda św. Michał. Jadę dalej. Już jestem w paśmie Jeseników więc droga pnie się do góry i trzeba deptać na przełożeniu 1:1. Gdy już wspiąłem się na górę zjeżdżam wprost do Sobotina.
W Sobotinie trafiam wprost pod późnorenesansowy kościół św. Wawrzyńca z 1607
Sobotin, Czechy - kościół św. Wawrzyńca z 1607 © biber
, w którym to przyłapano żebraczkę Marinę Schuchovą na kradzieży hostii, która miała sprawić aby krowa miejscowej akuszerki dawała więcej mleka. Złapano ją i przewieziono ją do więzienia, oskarżając o czary. To tragiczne wydarzenia z 1678 roku przypomina pomnik obok kościoła.
Sobotin, Czechy - pomnik © biber
Droga wijąca się początkowo doliną prowadzi mnie dalej. Trafiam do Verniřovic.
Tam przed urzędem gminy znajduje się pomnik, który przypomina o spaleniu żywcem 7 sierpnia 1679 Marinę Schuchovą.
Verniřovice, Czechy - pomnik © biber
Niedaleko znajduje się również wart obejrzenia późnobarokowy lecz przebudowany w XIX wieku kościół św. Mateusza.
Tutaj kończy się również šumperski odcinek Szlaku Czarownic. Rozstaję się „na chwilę” z moją czarodziejską przewodniczką na rowerze, która mnie tak dobrze prowadziła od Mohelnic i wykorzystując doskonałe trasy rowerowe jadę dalej. (Symbol czarownicy na rowerze ma się pojawić znów w Jeseniku.)
I znów pod górę! I znów z góry. Korzystając z tego, że droga zbliżyła się do miasta Loučna nad Desnou postanawiam wpaść tam na kawę. Tym bardziej, że zaczyna padać a i zastrzyk kofeiny przed następnymi górkami się bardzo przyda. Akurat wypiłem kawę i przestało padać. Więc jeszcze po batoniku z muesli i w drogę. Przełożenie 1:1 się dziś napracuje. Kręcę i kręcę, a drogi nie ubywa. Serpentyny wiją się i wiją w górę. W końcu widzę szczyt! Jestem na Cervenohorské sedlo! 1013m npm. Uff!
Cervenohorské sedlo, Czechy © biber
Chwila odpoczynku, i mogę zjeżdżać. Ach jak wspaniale! Pędzi się super! Kilometry tylko migają, a widoki... W dolinach po tej stronie pasma świeci słońce. Raz, dwa śmigam przez Běla pod Pradědem i jestem w Jeseniku.
A właściwie w Domašovie. Stąd pochodziły 3 ostatnie ofiary procesów czarownic na ziemi jesenickiej: Kaszpara Gottwalda stracono w listopadzie 1683, a w lutym 1684 stracono Annę Stenzlovą wraz z córką Roziną. Anna jako główna oskarżona została zmuszona do obserwowania ścięcia swojej dwudziestoletniej córki. Potem obie spalono... Te smutne wydarzenie upamiętnia pomnik.
I już jestem w Jeseniku. Gdyby nie ten szybki zjazd... A tak mogę zobaczyć miejscowe muzeum urządzone w renesansowej „Twierdzy na wodzie” z XVI wieku.
Jesenik, Czechy - Twierdza na wodzie © biber
Zaglądam również do kościoła Wniebowzięcia NMP z 1882 no i jadę pod dom, w którym miał mieszkać ostatni kat Michał Waschsman. Budynek można zobaczyć tylko z zewnątrz.
Jesenik, Czechy - Dom Kata © biber
W środku są jakieś biura i chyba mieszkania. Jeszcze wizyta na rynku
Jesenik, Czechy - ratusz © biber
i pędzę do parku koło drogi do Jesenika Zdroju. Tam w latach 1622 – 1684 stracono ponad 100 osób – ofiar procesów o czary. W 1966 w tym miejscu postawiono pomnik.
Jesenik, Czechy - pomnik © biber
Potem jadę dalej do samego Jesenika Zdrój. Chcę zobaczyć rodzinny dom jednego z twórców hydroterapii Vincentego Priessnitza. Tego samego, od którego nazwiska pochodzi nazwa urządzenia używanego w każdym domu. Ten genialny samouk wyleczył sam siebie z ciężkich obrażeń za pomocą mokrych okładów. Potem rozpoczął leczenie ludzi, a jego sława rozniosła się daleko. Np. z Poznania jeździli do niego hrabiowie Raczyńscy. Niestety do muzeum urządzone w jego domu spóźniam się 3 minuty! I „całuję” klamkę. Zostaje tylko fotka z zewnątrz.
Jesenik, Czechy - dom Vincentego Priessnitza © biber
Szukam noclegu, rozbijam się i tradycyjnie już kończę dzień piwkiem.
Trasa:
Velké Losiny > Sobotin > Verniřovice > Loučna nad Desnou > Cervenohorské sedlo > Běla pod Pradědem > Jesenik