Wpisy archiwalne w kategorii

Camino de Santiago 2009

Dystans całkowity:3050.82 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:218:53
Średnia prędkość:13.94 km/h
Liczba aktywności:32
Średnio na aktywność:95.34 km i 6h 50m
Więcej statystyk

CAMINO DE SANTIAGO

Wtorek, 16 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Kościerzyce > Brzeg > Małujowic > Oleśnica Mała > Oława > Wrocław

Ulewa, a raczej burza trwała całą noc. Wcześnie wstałem, zjadłem śniadanie, zwinąłem namiot, a to wszystko w ulewnym deszczu. Ubrałem pelerynę w ruszyłem w drogę no bo cóż było robić? Do samego Brzegu towarzyszył mi ulewny deszcz. Niestety peleryna nie była w stanie mnie ochronić bo woda lejąca się z nieba miała posiłki w postaci strumieni wody spod kół samochodów. Jednego TIR’a będę pamiętał długo... taki prysznic mi zafundował. Nie pomogło mi nawet to, że jechałem po chodniku jak najdalej od krawędzi drogi. Ale nic to! Gdy dotarłem do Brzegu ulewa się skończyła. Dogadałem się z cieciem, znaczy dozorcą na zamku i zostawiam rower w jego pakamerze i ruszam na szybki obchód miasta i przede wszystkim zamku. Rezydencja Piastów śląskich powstała w XIII w. W połowie XVI w. książę Jerzy II z żoną Barbarą z Hohenzollernów dokonali przebudowy obiektu na styl renesansowy, wzorując się na Zamku Królewskim na Wawelu. Z tej racji zamek jest określany mianem Śląskiego Wawelu. W latach 1554-60 wzniesiono reprezentacyjny budynek bramy wjazdowej. Składa się ona z trzech kondygnacji. Dolna ma motyw antycznego łuku triumfalnego. Ponad łukiem fundator umieścił posągi swój i żony w rzeczywistych wymiarach oraz herby rodowe trzymane przez pary giermków. Książę zlecił także umieszczenie nad oknami pierwszego piętra dwóch rzędów popiersi swoich przodków. Dziedziniec zamku ozdabia wewnętrzny portal bramy wjazdowej i dwupiętrowe renesansowe krużganki. Zamek miał bogato wyposażone wnętrza. Jerzy II zamówił we Flandrii arrasy o łącznej długości 300 łokci (170 m). Wyposażenie sal nie dotrwało do naszych czasów. Kolegiatę została w tym czasie przekształcona w mauzoleum książąt śląskich. Brzeg może poszczycić się wieloma jeszcze zabytkami. Jak np. gotycki kościół św. Mikołaja, Ratusz, z XIV w., barokowy kościół Podwyższenia św. Krzyża z XVIII w, czy też zabytkowy układ Starego Miasta.
Stróż, w cywilu też rowerzysta doradza mi najszybszą trasę, która ma mnie wyprowadzić z miasta. Po opuszczeniu miasta zjawia się stary znajomy deszcz i tak sobie razem jedziemy, aż do Małujowic. W małej wiosce o bogatej historii (na małujowickich polach 10 kwietnia 1741 rozegrała się najsłynniejsza bitwa wojen śląskich (bitwa pod Mollwitz)) trafiam na pierwszy z wielu na Camino, kościół pod wezwaniem św. Jakuba z1250r. Niestety znajdujące się we wnętrzu gotyckie malowidła ścienne są w trakcie renowacji wobec czego zasłaniają je rusztowania i siatki więc za dużo do podziwiania nie ma. Na osłodę mogę tylko przyjrzeć się drewnianemu stropowi kościoła. Składa się on z 640 kolorowo malowanych przy użyciu skórzanych szablonów desek, a każda jest zdobiona innym wzorem. Bogato rzeźbiony jest również portal kościoła. Pod murem kościoła zachował się krzyż pokutny ustawiony w miejscu zbrodni (tu odrzucony młodzieniec popełnił morderstwo na pannie młodej idącej z innym do ślubu). Z Małujowic rowerek wiezie mnie do Oleśnicy Małej gdzie chcę zobaczyć dawną komandorię templariuszy, którą później przejęli joannici. Przez pięć następnych stuleci Oleśnica Mała zaliczała się do najbogatszych majątków tego zakonu na Śląsku. Wkrótce po sekularyzacji zakonu, w uznaniu zasług feldmarszałka Hansa Davida Ludwiga hrabiego Yorck von Wartenburg w wojnie z Napoleonem król pruski Fryderyk Wilhelm III Hohenzollern podarował mu wieś wraz z pałacem. W rękach ewangelickich Yorcków von Wartenber posiadłość pozostawała przez pięć pokoleń, aż do końca II wojny światowej, pomimo to jednak kościół przez cały czas pozostawał rzymskokatolicki.
Hans David Ludwig hrabia Yorck już od 1815 podjął znaczną rozbudowę pałacu, którą zakończył po pięciu latach. Następną rozbudowę zrealizował w latach 1904-1905 dr Heinrich hrabia Yorck von Wartenburg, budując wieżę - zwaną wieżą Zofii - przy wejściu głównym oraz oranżerię wzdłuż południowej ściany kościoła należącego do kompleksu pałacowego. Peter hrabia Yorck von Wartenburg, ostatni właściciel majątku, stracony został w Berlinie niespełna 3 tygodnie po zamachu na Hitlera, 8 sierpnia 1944 za udział w założonym przezeń wraz jego przyjacielem Helmutem J. von Moltke Kręgu z Krzyżowej. W ścianę pałacu wmurowano dwujęzyczną - polsko-niemiecką - tablicę pamiątkową poświęconą ostatniemu z właścicieli Oleśnicy Małej.
Mimo tego, że w pałacu nie znajdował się PGR, a placówka naukowa jest on w opłakanym stanie. A przecież na pewno można by wykorzystując legendę zakonów rycerskich, które miały swą siedzibę w tym miejscu znaleźć pieniądze na jego remont. Pewnie Niemcy też by się dorzucili. Ta sytuacja przypomina mi jeden pałac w powiecie tarnogórskim . Z Oleśnicy Camino wiedzie mnie do Oławy. Na wieży ratusza można podziwiać oryginalny zegar. Niestety zoom w mym aparacie jest za słaby żeby go sfotografować. W Oławie znajduje się również zamek Piastów legnicko-brzeskich (obecnie urząd miasta). Po zwiedzeniu Oławy i chwili odpoczynku ruszam dalej. Niestety deszcze spowodowały, że gruntowe drogi, którymi jest poprowadzone Camino stają się nieprzejezdne dla mnie, a myślę, że pieszy pielgrzym też miałby spore trudności z przedarciem się przez błoto. Z wielkim kłopotami wydostaję się na twardy grunt i bardzo zmęczony docieram do Wrocławia. Musiałem ciekawie wyglądać udekorowany błotem bo dziewczyna ze schroniska młodzieżowego dość dziwnie na mnie spoglądała gdy mnie meldowała. Ciepły prysznic to była prawdziwa rozkosz po tej drodze za Oławą. Po doprowadzeniu się do porządku wyruszyłem na krótki spacer po mieście. Wrocław jak zawsze zachwycił mnie, tak że zapomniałem o zegarku i zrobiło się późno. Byłem tam parę razy, a zawsze podziwiam miasto tak jakbym był tam po raz pierwszy. No ale wiadomo Stolica :)

Fotografie z śląskiego odcinka Camino

Opisy zabytków pochodzą z Wikipedii
_______________________________________________________________________________

CAMINO DE SANTIAGO

Poniedziałek, 15 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Tarnowskie Góry > Ujazd > Góra Św. Anny > Kamień Śląski > Dobrzeń Wielki > Kościerzyce k. Brzegu

Dzień, w którym rozpoczęła się przygoda. Noc minęła szybko i wcześnie wstałem szybkie poranne czynności takie jak kawa, lekkie śniadanie, „osiodłanie” rowerka i o 5.30 wyruszyłem w tak długo oczekiwaną podróż. Dzięki wczesnej pory mogłem podążyć głównymi drogami, które były o tej porze puste na Annaberg. Tak dobrze mi się jechało, że już za 2 godziny byłem w Ujeździe. W Sławęcicach skręt w prawo, parę obrotów pedałów i widzę na horyzoncie charakterystyczny kształt Góry. Góra Świętej Anny jest najwyższym wzniesieniem Masywu Chełmskiego na Wyżynie Śląskiej (406 metrów n.p.m.). Położona jest w środkowo - wschodniej części województwa opolskiego, w powiecie strzeleckim. Góra Św. Anny stanowi pozostałość wulkanu, nieczynnego już od kilkunastu milionów lat. W przeszłości nazywana była Górą Chełmską, od ubiegłego wieku na stałe utrwaliła się nazwa Góra Św. Anny. Należy zaznaczyć, iż nazwa Góra Św. Anny odnosi się również do nazwy wsi położonej na zboczach góry, a także do Parku Krajobrazowego, mającego obszar ponad 5000 ha, gdzie występuje wiele gatunków chronionych i unikatowych roślin oraz zwierząt. W rejonie góry miały również miejsce największe bitwy w czasie „III Powstania Śląskiego”. Pod samą górą rozpoczął się pierwszy podjazd tej podróży. Rowerek na początku podróży swoje waży więc wdrapanie na szczyt trochę czasu mi zajęło. To, że to był pierwszy podjazd pewnie też na to miało wpływ. Na szczycie jak już się wysapałem rozglądam się... i jest! Widzę pierwszą muszlę Camino. (Muszla to symbol Drogi (Camino), a dlaczego muszla? Odpowiedzi na to pytanie są różne. Najpopularniejsze to: bo św. Jakub był rybakiem; bo jest ona symbolem chrztu i zbawienia, które św. Jakub przyniósł Hiszpanii; bo jej "promienie" schodzą się w jednym punkcie, tak jak wszystkie caminos spotykają się w Santiago). Tak więc „chwyciłem” nitkę, którą będę podążać do Santiago. Zmęczenie uleciało w jednej chwili. Na zapleczu sklepu zostawiam rower i idę do bazyliki po pierwszą pieczątkę w Credencial’u czyli paszporcie (Credencial del peregrino to paszport pielgrzyma, w którym na całej trasie zbiera się stemple (los sellos) - np. w schroniskach, w kawiarniach, w sklepach, ale również w muzeach i kościołach. Jest to bardzo ważny dokument - jest niezbędny do zameldowania się w schroniskach, można również dzięki niemu skorzystać z darmowych lub ulgowych atrakcji, np. z posiłku, z wejścia do muzeum, z wejścia na basen, czasem z jakiejś dodatkowej wycieczki. Credencial jest bardzo potrzebny również do tego, by w Santiago de Compostela otrzymać na jego podstawie compostelę - zaświadczenie o odbytej pielgrzymce). Kościół na Górze Św. Anny został ufundowany przez Mikołaja Strzałę, a pierwotnie ukończony w 1516 roku. Półtora wieku później został przekazany franciszkanom, od tamtego czasu kilkukrotnie ulegał przebudowom, między innymi dzięki rodzinom Gaschin i Mitschke. W 500-tną rocznicę istnienia kościoła, otrzymał miano bazyliki.
Wnętrze kościoła o charakterze barokowym jest niezwykle piękne, między innymi dzięki licznym i ślicznym malowidłom. Wewnątrz bazyliki znajduje się bardzo cenna figura Św. Anny Samotrzeciej, powstałej w XV wieku z lipowego drewna. Przedstawia ona trzy osoby: Annę, Maryję i Jezusa Chrystusa. W XVII wieku obok kościoła wybudowano drewniany klasztor, który kilkadziesiąt lat później przekształcono w murowany. W roku 1868 umieszczono dodatkowo wieżę zegarową na kościele, natomiast 7 lat później ukończono rozbudowę przedsionka do kościoła. Po wdrapaniu się po schodach do bazyliki czeka na mnie niespodzianka. O tej wczesnej porze w bazylice jest pusto. Przyzwyczajony do tego, że jest tam zawsze pełno ludzi zostałem stać w niemym zachwycie. Trzeba przyznać, że w takiej chwili gdy cisza świątyni jest podkreślona dobiegającymi z zewnątrz głosami ptaków można poczuć prawdziwe sacrum. Jak zwykle podczas pobytu na Górze odwiedzam grób O. Trocha, który pochodził z Lasowic. Na furcie klasztornej bez problemów dostaję pierwszy stempel w paszporcie, schodzę do Leśnicy, odbieram rowerek i w drogę! Trasa dobrze oznakowana prowadzi mnie bocznymi, gruntowymi czy leśnymi drogami do Kamienia Śląskiego. W 1183 urodził się tu święty - Jacek Odrowąż. Pochodzą stąd błogosławieni Czesław i Bronisława. Przez długie wielki Kamień Śląski znany był jako siedziba wielkich rodów rycerskich i szlacheckich. W tę piękną historię znacząco wpisał się rok 1594 - rok kanonizacji św. Jacka. Od tego czasu widać wyraźny rozwój jego kultu w miejscu narodzin. Początkowo skupiał się on w kościele parafialnym, nad którym pieczę sprawowali dominikanie. Dopiero jednak przebudowanie historycznej komnaty narodzin św. Jacka w kaplicę sprawiło, że do Kamienia Śląskiego zaczęło przybywać coraz więcej czcicieli Świętego. Właściciele zamku zawarli umowę z prowincjałem dominikanów z Opola, na mocy której zakonnicy zobowiązali się do duszpasterskiej troski nad tym miejscem. Sama kaplica była bogato wyposażona, w ołtarzu znajdował się obraz św. Jacka w dominikańskim habicie ze złotą aureolą. W tym przedstawieniu św. Jacek trzymał statuę Matki Bożej, pozłacaną monstrancję ozdobioną 36 diademami oraz srebrną lilię. Górny fragment ołtarza przedstawiał Trójcę Świętą koronującą Matkę Boską. Całość uzupełniało 12 srebrnych gwiazd, berło, promienie oraz 2 srebrne wstążki u sukni. W kaplicy przechowywano również srebrny pacyfikał z relikwiami św. Jana Nepomucena, srebrny relikwiarz z relikwiami św. Ludwika Francuskiego, małą figurkę Dzieciątka Jezus oraz nieokreślony srebrny pacyfikał. W inwentarzu wspomniano także o 10 srebrnych antypendiach. Służyła kaplica od 1715 roku mieszkańcom zamku oraz parafii i pielgrzymom. Taki stan rzeczy nie zmieniał się przez lata, mimo iż zmieniali się właściciele. Po śmierci hrabiny Zofii von Larisch zamek przeszedł w ręce rodziny von Strachwitz, która zamieszkiwała go do końca II wojny światowej, dobudowując w miedzy czasie salę balową oraz część gościnną. W ostatnich latach wojny zamek został zamieniony na szpital wojskowy ze względu na znajdujące w pobliżu lotnisko, które wykorzystywano w transporcie rannych żołnierzy. Zbliżające się wojska radzieckie spowodowały ewakuację szpitala 19 stycznia 1945 roku. W tych samych dniach zamek opuścili ostatni przedstawiciele rodu von Strachwitz, uciekając na zachód przez Kotlinę Kłodzką. Wojska radzieckie wkroczyły do Kamienia 22 stycznia i dokonały znacznych spustoszeń w obrębie zabudowań zamkowych. Sam zamek został częściowo splądrowany, ale najwięcej ucierpiała kaplica św. Jacka, która została wypalona. Zniszczony został ołtarz z obrazem św. Jacka na falach Dniepru, dębowa ambona z przedstawieniami czterech ewangelistów oraz ławka dla hrabiów z wysokim oparciem, w którym były rozsuwane drzwi prowadzące do niszy zawierającej pamiątki po św. Jacku: różaniec, kołyskę, habit, pasek i nakrycie głowy. Wtedy też wywieziono z zamku w niewiadomym kierunku starą bibliotekę z licznymi rękopisami. Od 1990 trwała odbudowa zamku wraz z rewitalizacją jego otoczenia. Prace były więc prowadzone fachowo, ale niestety nie udało się uratować wspaniałych stropów komnat na I piętrze. Drewniane kasetony i inne dekoracje stiukowe uległy bezpowrotnie zniszczeniu. Niemniej jednak komnatom nadano barokowy charakter, wypełniono je też stylizowanymi meblami. Z wyjątkową pieczołowitością odrestaurowano dawną salę balową. Sama kaplica św. Jacka była tak mocno zniszczona, że też nie udało się przywrócić jej przedwojennego wystroju. Jej obecny wygląd nawiązuje do stylu całego zamku. Ustawiono w niej zabytkowy rokokowy ołtarz pochodzący ze Siestrzechowic koło Nysy. Dorobiono do niego rzeźby św. Jacka oraz bł. Czesława i bł. Bronisławy. W niedzielę 14 sierpnia 1994 roku, w ramach obchodów 400-nej rocznicy kanonizacji św. Jacka dokonano uroczystego poświęcenia i oddano do użytku obecne Sanktuarium wraz z kompleksem obiektów.
Po obejrzeniu terenu wyruszam dalej. Przez Opole docieram do Czarnowąsów. Znajduje się tam drewniany kościół św. Anny. Zabytkowa budowla o typowej dla regionu konstrukcji zrębowej wzniesiona była w latach 1687-88 na miejscu starszego, poprzedniego kościoła. Została ona umyślnie podpalona przez nieznanych sprawców i spłonęła doszczętnie w nocy z 19 na 20 sierpnia 2005 roku. W lipcu 2006 roku rozpoczęto odbudowę i po 13 miesiącach, w dwa lata po pożarze, świątynię przywrócono niemal w poprzednim kształcie. Obecnie ma ona jednak trwałe murowane ściany obłożone belkami i stalową konstrukcję dachu pokrytą drewnianym gontem. Dach siodłowy jest od wschodu zaokrąglony, od zachodu ostro ścięty. Nad nawą wieżyczka ma sygnaturkę zakończona latarnią z cebulastym hełmem. Ze szczególną starannością zrekonstruowano soboty wokół ścian zewnętrznych świątyni. To rodzaj podcieni dających schronienie przed deszczem lub upałem wiernym, którzy już w przeddzień przybywali na niedzielne uroczystości - stąd ludowa etymologia ich nazwy. Soboty wsparte są na słupach z charakterystycznymi podpórkami wzmacniającymi konstrukcję – zastrzałami. Wnętrze ma wystrój stylizowany na barokowy, z prezbiterium zamkniętym trójbocznie, zorientowanym, na planie krzyża. Strop płaski, w kaplicach kolebkowy. Łuk tęczowy z belką, na niej figury. Ołtarz z kopią figury świętej Anny z Maryją (oryginał z ok. 1700 r. przechowywany na plebanii, szczęśliwie uniknął pożaru), z prawej strony w prezbiterium figura św. Barbary odrestaurowana po pożarze, w ołtarzach bocznych nowe obrazy z wyobrażeniami śląskich świętych: z lewej Benedykta od Krzyża (czyli urodzona we Wrocławiu Edyta Stein), z prawej - Jacek Odrowąż.
Później docieram do Dobrzenia Wielkiego. Mam tam okazję zobaczyć drewniany kościół z 1657r. pod wezwaniem św. Rocha. , ufundowany w przez norbertanki z Czarnowąsów. Tuż przed wejściem na cmentarz znajduje się pomnik ofiar wojny o wyjątkowo sugestywnej wymowie antywojennej, dzieło Maxa Habersetzera z 1931 r. Na lewej ścianie płaskorzeźbione lamentujące kobiety, po prawej żołnierze maszerujący do wieczności, w środku tablice z nazwiskami poległych w I wojnie światowej żołnierzy-mieszkańców Dobrzenia. Na cmentarzu przed kościołem biała figura św. Rocha z 1913 r. Św. Roch przedstawiony został zgodnie z tradycją ikonograficzną, w stroju pielgrzyma, ręką wskazuje na skaleczone kolano, przy nim pies z chlebem w pysku. Na postumencie, na którym stoi figura, znajdują się modlitwy do świętego w języku polskim (z przodu) i niemieckim (z tyłu). Wejście do kościoła ma ganek wsparty na 4 słupach, z ganku możliwy jest dostęp do chóru muzycznego, dookoła kościoła soboty na słupach z zastrzałami, kryte tak jak i dach gontem, nad nawą dach dwuspadowy z niewielką wieżyczką na sygnaturkę z baniastym hełmem i latarnią. Kościół konstrukcji zrębowej, z krótkim, zamkniętym trójbocznie prezbiterium, zwróconym na północ, nawa szersza, w przejściu do prezbiterium skośne ściany. Strop kościoła jest płaski, z tęczą o wykroju ściętego trójliścia. Ołtarz główny barokowy z około 1700 roku z obrazem adoracji św. Rocha, ołtarze boczne: lewy z płaskorzeźbą adoracji Trójcy Świętej, prawy z obrazem św. Jadwigi. W kościele są też inne dwie figury św. Rocha przy lewym ołtarzu i na ścianie z prawej strony. Ambona barokowa, na koszu rzeźby 4 ewangelistów, a na baldachimie Dzieciątko Jezus na globie ziemskim; prospekt organowy z około 1750 r. Krótki odpoczynek i ruszam dalej. Niestety za miejscowością Chróściany w polach gubię szlak. Wyjeżdżam na zwykłą drogę i podążam w stronę Brzegu. Jakieś 5km przed Brzegiem w Kościerzycach nad uroczym jeziorkiem widzę pole namiotowe i szybko decyduję się tam zostać. Rozbijam namiot i po szybkim prysznicu przyrządzam sobie obiadokolację. Nie zdążyłem do końca zjeść gdy zaczęło kropić. Początkowe kropelki szybko zmieniły się w potężną ulewę, a ta w burzę, która jak miało się okazać trwała prawie całą noc.

Fotografie z śląskiego odcinka Camino

Opisy zabytków pochodzą z Wikipedii
_______________________________________________________________________________