Wpisy archiwalne w miesiącu

Kwiecień, 2010

Dystans całkowity:591.02 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:34:50
Średnia prędkość:16.97 km/h
Liczba aktywności:16
Średnio na aktywność:36.94 km i 2h 10m
Więcej statystyk

Deszczowo...

Sobota, 10 kwietnia 2010 · Komentarze(8)
Plany na sobotę były nie rowerowe z powodów zapowiadanych opadów deszczu lecz po obudzeniu zobaczyłem piękne słoneczko na niebieskim niebie. W tym momencie odezwała się ta nieuleczalna choroba jaką jest cykloza i nastąpiła szybka zmiana planów.
Przez Zbrosławice, a potem Szałszę dotarłem do Gliwic. Jadąc przez pola widziałem co prawda chmury na niebie ale cóż znaczy chmura na niebie? Niebawem miałem się o tym przekonać. Niestety.
Podczas wizyty na cmentarzu hutniczym było jeszcze OK.
Cmentarz Hutniczy w Gliwicach © biber
Cmentarz został założony w 1808 przez zarząd Pruskiej Królewskiej Odlewni Żelaza (powszechnie nazywanej hutą) - chowano tutaj osoby zasłużone dla rozwoju przemysłu w Gliwicach oraz Górnego Śląska, szczególnie dla odlewnictwa oraz hutnictwa. Niewielki (0,57 ha) cmentarz wytyczono w pobliżu zakładów na planie prostokąta. Spoczywają tam m.in. John Baildon (uważany za ojca współczesnego hutnictwa), Johann Schulze (wieloletni dyrektor i współtwórca odlewni), Christoph Mendel (pierwszy modelarz odlewni), hrabia Ferdinand Einsiedel (dyrektor generalny) oraz Theodor Erdmann Kalide.
Cmentarz Hutniczy w Gliwicach © biber
Nagrobek Theodora Erdmanna Kalide jednego z najwybitniejszych rzeźbiarzy górnośląskich XIX wieku, określanego mianem "rzeźbiarza brązu i żelaza".

O cmentarzu można poczytać tutaj

O Theodorze Kalide można poczytać tutaj

Później pokręciwszy się trochę po Gliwicach już w ulewnym deszczu, który intensywnie padał pomyślałem, że dobrze by było napić się gorącej herbaty, więc pojechałem na lotnisko. Niestety knajpka była nieczynna. Jednakże mino paskudnej pogody loty się odbywały. Pomyśleć, że kiedyś...

(zdjęcie pochodzi z http://odkrywca.pl)

O lotnisku można poczytać tutaj:

Cóż. Nie napiwszy się herbaty postanowiłem wracać, Jeszcze tylko wizyta na stacji benzynowej przy kompresorze i w drogę. Droga powrotna nie była wolna od deszczu, a właściwie ulewy. O wietrze i kierunku w jakim wiał nie wspominam bo to oczywiste, że był „w mordewind”. Przed Szałszą deszcz był na tyle silny, że ubrałem pelerynę. Natomiast przed TG deszcz ustał i na niebie pojawiło się słońce. Ale koło parku miejskiego zmokłem najwięcej. Chwilę wcześniej zdjąłem pelerynę, a tu....jak nie chlustanie woda z brudnej kałuży! Dziękuję bardzo panie kierowco grafitowego kombi!
Po dotarciu do domu ciuchy poszły do pralki, a ja pod prysznic.
A potem... herbatka z rumem, naturalnie w celach leczniczych.

P.S.
Była by „setka”, a tak...

Trasa:
Tarnowskie Góry > Zbrosławice > Boniowice > Świętoszowice > Szałsza > Gliwice

Kaplica Bożego Grobu w Jerozolimie, no prawie... :)

Niedziela, 4 kwietnia 2010 · Komentarze(8)
Wczoraj czytając relację Goofiego dotarło do mnie:
– Ty #$#%$#! przecież też możesz pojechać do Grobu Pańskiego! Zaraz chwila, do Jerozolimy nie zdążysz przecież ale... „prawie że” jerozolimski grób jest bliżej!
Tak narodził się pomysł dzisiejszej wycieczki.

Zwykłą swą trasą (Osada Jana > Repty Śl.) podążyłem do Ptakowic. Stamtąd przez Wilkowice, Księży Las do Jasiony. W Jasionie jadę dalej prosto mijając ruiny pałacu. Docieram do Wojski.
Kościół w Wojsce © biber
W tej starej wsi (pierwsza wzmianka o wsi pochodzi z 1238r.) fotografuję kościół z 1934r i jadę dalej.
Przed Wielowsią kierunkowskaz „Kirkut 0.6km” skręcam na gruntową drogę i za chwilkę spaceruję po kirkucie.
Kirkut w Wielowsi © biber
Kirkut w Wielowsi © biber
Cmentarz żydowski w Wielowsi został założony pod koniec XVII wieku. Do dziś na cmentarzu zachowało się około 250 macew.
Kirkut w Wielowsi - macewa © biber
Najstarsza macewa pochodzi z 1722 roku i jest to na terenie kirkutu najstarszy zachowany do dziś nagrobek pierwszego żydowskiego mieszkańca Wielowsi, Jonatana Blocha. Niegdyś koło kirkutu był dom pogrzebowy, a sam cmentarz był otoczony murem. Przy kirkucie znajduje się tablica z historią tego miejsca i objaśnieniem symboli znajdujących się na macewach.
Macewa na kirkucie w wielowsi - detal © biber
Symbolika ta pozwala na określenie, kto w danym miejscu został pochowany.
Kirkut w Wielowsi © biber
Na terenie cmentarza znajdują się cztery dęby, które zostały uznane za pomniki przyrody. Smutne jest, że kilka macew jacyś idioci pomazali sprejem. Debilstwo w czystej postaci.
Po obejrzeniu cmentarza podążyłem do wsi.
Kościół w Wielowsi © biber

Niedaleko kościoła z XV w. (przebudowanego w latach 30tych XX w.) znajduje się najstarsza zachowana synagoga na terenie Górnego Śląska.
Synagoga w Wielowsi © biber
Synagoga w Wielowsi © biber
Powstała w latach 1763-71. Historia obeszła się z nią okrutnie. Ocalała przed zniszczeniem podczas „Nocy Kryształowej” w 1938 lecz po 1945 roku została zamieniona na magazyn zbożowy i niszczeje.
Wzdychając nad losem zabytków pojechałem dalej. Przez Kieleczkę i Borowiany dotarłem do Krupskiego Młyna. Do tej miejscowości przyjechałem bo... chciałem się pohuśtać :) W Krupskim Młynie znajduje się bowiem most wiszący z początku XX wieku.
Most wiszący w Krupskim Młynie © biber
Most wiszący w Krupskim Młynie - mocowanie lin © biber
Mała Panew w Krupskim Młynie - widok z mostu © biber
Jest rozpięty nad Małą Panwią i liczy około 25m długości.
Dawne kasyno w Krupskim Młynie © biber
Warto również zobaczyć budynek administracyjny dawnej prochowni też z tamtego okresu. Później mieściło się tam kasyno. Obecnie własność prywatna. Jak się już pohuśtałem na moście ruszyłem dalej.
Do Potępy.
W ten sposób dotarłem do celu wycieczki. W Potępie znajduje się bowiem Kaplica Grobu Pańskiego z 1672roku. Została ufundowana jako wotum dziękczynne za ocalenie życia przez hrabiego Georga Leonharda Colonna. Projektant Marcin Grochowski z Tworoga oparł projekt na najlepszym wzorcu. Na kaplicy Grobu Pańskiego w Jerozolimie.
Kaplica Grobu Pańskiego w Potępie © biber
Kaplica Grobu Pańskiego w Potępie © biber
Grochowski został wysłany do Głogówka, gdzie w 1634 roku została wybudowana pierwsza na Górnym Śląsku imitacja jerozolimskiej kaplicy Bożego Grobu. Głogówiecka kaplica powiela schemat jerozolimskiej w kształcie, który otrzymała w 1555 roku. Być może jej fundator, hrabia Georg III von Oppersdorf udał się w pielgrzymkę do Ziemi Świętej i kaplica Grobu Bożego w Jerozolimie dostarczyła mu inspiracji do wzniesienia jej kopii na Górnym Śląsku. Kaplica w Potępie składa się z dwóch pomieszczeń: przedsionka Anioła – gdzie zbierają się wierni oraz kwadratowej komory grobowej bez okien, w której kapłan odprawia mszę św. Zachowało się barokowe wyposażenie kaplicy: Pieta i ołtarz z drewnianą figurą Chrystusa spoczywającego w grobie. Obraz ołtarzowy przedstawiający Zmartwychwstanie Pańskie uległ zniszczeniu i zastąpiono go pracą Leona Kozoka z Krupskiego Młyna, który wzorował się na XVII-wiecznym płótnie niderlandzkim. (za http://www.spichlerz.info.pl/index.php?option=com_content&view=article&catid=35:informacje-turystyczne&id=50:krupski-myn&Itemid=54).
Niestety. Jak to często bywa kaplica była zamknięta. Mogłem więc tylko zobaczyć kaplicę z zewnątrz. Dowiedziałem się, że kaplicę otwiera się na Wielką Sobotę i gdy przyjadą zapowiedziane wcześniej wycieczki. Czemu nie można założyć tam kraty? Umożliwiła by widok wnętrza, a jednocześnie uchroniła go przed wandalami. Nie wiem. Hasło „promujemy turystykę” jest bardzo nośne ale pod małym warunkiem: kiedy jest realizowane. Ech...
No nic, pokręciłem głową i ruszyłem w stronę domu. Przez Koty dotarłem do Tworoga przeskakując ruchliwą ,mino świątecznego czasu, DK11.
Leśna droga © biber
A dalej to już spokojnie przez lasy. Nowa Wieś Tworowska potem Boruszowice i Pniowiec. Jeszcze tylko przejechałem przez dzielnicę Sowice i byłem w domu.

Do Jerozolimy co prawda nie dotarłem ale... „prawie że” jerozolimską kaplicę Grobu Pańskiego widziałem

Trasa:
Tarnowskie Góry > Ptakowice > Wilkowice > Księży Las > Jasiona > Wojska > Wielowieś > Kieleczka > Borowiany > Krupski Młyn > Potępa > Koty > Tworóg > Nowa Wieś Tworowska > Boruszowice > Tarnowskie Góry

Takie se kręcenie

Sobota, 3 kwietnia 2010 · Komentarze(1)
Dziś było "jedź tam, przywieź tamto, zawieź to itd." ale wykroiłem chwilkę dla siebie i udało mi się skoczyć nad Jezioro Chechło-Nakło.
Objechałem je i wróciłem lasem do domu.
Te deszcze sprawiły, że las jest coraz ładniejszy, coraz więcej zieleni.
Super!

Do Bruśka

Czwartek, 1 kwietnia 2010 · Komentarze(7)
Lasowice > Czarna Huta > Kalety > Drutarnia > Brusiek > Mikołeska > Boruszowice > Pniowiec > Czarna Huta

Po zabawie w kuriera i dostarczeniu Babci zakupów miałem czas dla siebie, Postanowiłem go spędzić w lesie. Wybrałem się na przejażdżkę do Bruśka. Ta niewielka osada położona wśród lasów nadaje się doskonale na cel leśnej pętli.
Leśna droga © biber

Z Czarnej Huty leśna droga zaprowadziła mnie do Kalet. Przejeżdżając obok leśnego stawku trzeba uważać na pełzające, skaczące stworzonka bo dużo tego na ścieżce.
"A nad nią fruwa motylek..." © biber
Już prawdziwa wiosna jak widać, motylki już są.

Po przedostaniu się przez Kalety szerokim, asfaltowym chodnikiem pojechałem wzdłuż drogi nr 789 do Drutarni. Chodnik ten jest powszechnie wykorzystywany przez okolicznych mieszkańców jako ciąg pieszo-rowerowy. Pozwala on na bezpieczną jazdę. W Drutarni niestety kończy się on ale na ok. 5km trasie Drutarnia – Brusiek nie ma za dużego ruchu więc fajnie się jedzie na zupełnie przyzwoitym asfalcie.

Wieś Brusiek, położona na trasie Koszęcin - Tworóg, znana jest co najmniej od XIV wieku. Niegdyś z uwagi na położenie wśród lasów, które zapewniały opał (ówcześnie węgiel nie był stosowany) była znaczącym punktem na hutniczej mapie Górnego Śląska. Z wsi tej wywodzą się przodkowie Walentego Roździeńskiego, syna Jakuba Bruśka. Był autorem wierszowanego dzieła pt.: “Officina Ferraria - abo huta y warstat z kuźnicami szlachetnego dzieła żelaznego”, wydanego w roku 1612, w którym opisał nie tylko kunszt sztuki kuźniczej, ale również krainę swoich przodków.
Po wielkiej historii w Bruśku pozostał, znajdujący się na Szlaku Architektury Drewnianej, kościół p.w. św. Jana Chrzciciela z połowy XVII wieku.
Kościół p.w. św. Jana Chrzciciela © biber
Bruśkowski kościółek zbudowany jest z drewna, konstrukcji zrębowej, orientowany. Wieża słupowa, szalowana deskami znajduje się w zachodniej części kościoła. Prezbiterium krótkie, zamknięte ścianą prostą, graniczy od strony północnej z małą prostokątną zakrystią. Nawa na planie zbliżonym do kwadratu, przy niej prostokątny przedsionek konstrukcji słupowej. Mały chór muzyczny, z niewielkimi organami, wsparty na dwóch drewnianych słupach. Wszystkie okna półkuliste, odrzwia od północy do przedsionka i nawy zamknięte łukiem półkulistym z mieczowaniami. Dachy siodłowe pobite gontami, podobnie ściany nawy, prezbiterium i zakrystii. Pozostałe ściany kościoła szalowane deskami. Nad nawą sześciokątną wieżyczka przeznaczona na sygnaturkę z latarnią o baniastym kształcie pobita gontami.
Kościół p.w. św. Jana Chrzciciela - wnętrze © biber
Wnętrze kościoła ozdobił w roku 1693 Wawrzyniec Grochowski piękną polichromią szablonową. W kościółku znajduje się mały ołtarz z obrazem św. Jana Chrzciciela z połowy XVIII wieku, drewniana chrzcielnica z datami 1400 i 1882. W kościółku znalazły także schronienie po II wojnie światowej dwie bardzo stare rzeźby z XVI wieku przedstawiające św. Annę i Matkę Boską (rzeźby te zostały prawdopodobnie wyrzucone z rosyjskiego transportu wracającego z zachodu na wschód w 1945 roku).
(opis kościoła za http://www.brusiek.pl/o-brusku/historia-kosciola-sw-jana-chrzciciela-w-brusku)
Kościół znajduje się jak widać w remoncie.
Dziś udało mi się pierwszy raz wejść do środka. Bywałem w Bruśku wielokrotnie ale nigdy nie udało mi się zobaczyć wnętrza. Polichromie na żywo robią lepsze wrażenie.

Las w okolicy Bruśka © biber

Za Bruśkiem przekroczyłem Małą Panew i wjechałem znowu w las aby dotrzeć do pewnego urokliwego zakątka.
Leśne miejsce odpoczynku © biber
Jest to położone niedaleko w lesie miejsce odpoczynku nad Małą Panwią.
Leśna Fontanna © biber
Tak to wygląda z bliska.
Mała Panew © biber
Obok meandruje Mała Panew.
Mała Panew © biber
Czysta Mała Panew. Widać doskonale piaszczyste dno.

Po odpoczynku wróciłem do Bruśka i podjechałem troszkę trasą nr 907 ale tylko troszkę bo zaraz wróciłem na leśne ścieżki, które zaprowadziły mnie do Mikołeski. Później przez Boruszowice i Pniowiec (gdzie spojrzałem do gniazda bocianów. Pani Bocianowa jeszcze nie siedzi na jajkach) wróciłem do domu.