Deszczowo...

Sobota, 10 kwietnia 2010 · Komentarze(8)
Plany na sobotę były nie rowerowe z powodów zapowiadanych opadów deszczu lecz po obudzeniu zobaczyłem piękne słoneczko na niebieskim niebie. W tym momencie odezwała się ta nieuleczalna choroba jaką jest cykloza i nastąpiła szybka zmiana planów.
Przez Zbrosławice, a potem Szałszę dotarłem do Gliwic. Jadąc przez pola widziałem co prawda chmury na niebie ale cóż znaczy chmura na niebie? Niebawem miałem się o tym przekonać. Niestety.
Podczas wizyty na cmentarzu hutniczym było jeszcze OK.
Cmentarz Hutniczy w Gliwicach © biber
Cmentarz został założony w 1808 przez zarząd Pruskiej Królewskiej Odlewni Żelaza (powszechnie nazywanej hutą) - chowano tutaj osoby zasłużone dla rozwoju przemysłu w Gliwicach oraz Górnego Śląska, szczególnie dla odlewnictwa oraz hutnictwa. Niewielki (0,57 ha) cmentarz wytyczono w pobliżu zakładów na planie prostokąta. Spoczywają tam m.in. John Baildon (uważany za ojca współczesnego hutnictwa), Johann Schulze (wieloletni dyrektor i współtwórca odlewni), Christoph Mendel (pierwszy modelarz odlewni), hrabia Ferdinand Einsiedel (dyrektor generalny) oraz Theodor Erdmann Kalide.
Cmentarz Hutniczy w Gliwicach © biber
Nagrobek Theodora Erdmanna Kalide jednego z najwybitniejszych rzeźbiarzy górnośląskich XIX wieku, określanego mianem "rzeźbiarza brązu i żelaza".

O cmentarzu można poczytać tutaj

O Theodorze Kalide można poczytać tutaj

Później pokręciwszy się trochę po Gliwicach już w ulewnym deszczu, który intensywnie padał pomyślałem, że dobrze by było napić się gorącej herbaty, więc pojechałem na lotnisko. Niestety knajpka była nieczynna. Jednakże mino paskudnej pogody loty się odbywały. Pomyśleć, że kiedyś...

(zdjęcie pochodzi z http://odkrywca.pl)

O lotnisku można poczytać tutaj:

Cóż. Nie napiwszy się herbaty postanowiłem wracać, Jeszcze tylko wizyta na stacji benzynowej przy kompresorze i w drogę. Droga powrotna nie była wolna od deszczu, a właściwie ulewy. O wietrze i kierunku w jakim wiał nie wspominam bo to oczywiste, że był „w mordewind”. Przed Szałszą deszcz był na tyle silny, że ubrałem pelerynę. Natomiast przed TG deszcz ustał i na niebie pojawiło się słońce. Ale koło parku miejskiego zmokłem najwięcej. Chwilę wcześniej zdjąłem pelerynę, a tu....jak nie chlustanie woda z brudnej kałuży! Dziękuję bardzo panie kierowco grafitowego kombi!
Po dotarciu do domu ciuchy poszły do pralki, a ja pod prysznic.
A potem... herbatka z rumem, naturalnie w celach leczniczych.

P.S.
Była by „setka”, a tak...

Trasa:
Tarnowskie Góry > Zbrosławice > Boniowice > Świętoszowice > Szałsza > Gliwice

Komentarze (8)

To fakt, wielki szacun.

djk71 21:27 poniedziałek, 12 kwietnia 2010

djk71 Na szczęście jest stowarzyszenie "Gliwickie Metamorfozy" oni stopniowo przywracają to miejsce światu. Wielkie wyrazy uznania dla nich.

biber 21:21 poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Byliśmy tam kiedyś i byłem przerażony... Żal tego miejsca...

djk71 19:37 poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Kajman temperaturowo nie było źle :)

biber 18:20 poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Przy tej temperaturze i w deszczu:)?
Ciekawe z Baildonem, nie wiedziałem:)

Kajman 06:18 poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Dzięki Panowie.
Rano było słonecznie :), a że potem się rozpadało... mówi się trudno i jedzie się dalej.
Fredzio "była by", a nie "miała" :) Była by gdybym zrealizował plan. Ale i tak było fajnie.

biber 18:10 niedziela, 11 kwietnia 2010

Najpierw się zdziwiłem, że chciało Ci się jechać, potem, gdy spojrzałem na dystans, a ostatni raz, gdy wspomniałeś, że miało być 100km :)

fredziomf 16:02 niedziela, 11 kwietnia 2010

Podziwiam za wytrwałość w taką pogodę :)

Goofy601 15:17 niedziela, 11 kwietnia 2010
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa unach

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]