Deszczowo...
Przez Zbrosławice, a potem Szałszę dotarłem do Gliwic. Jadąc przez pola widziałem co prawda chmury na niebie ale cóż znaczy chmura na niebie? Niebawem miałem się o tym przekonać. Niestety.
Podczas wizyty na cmentarzu hutniczym było jeszcze OK.

Cmentarz Hutniczy w Gliwicach© biber

Cmentarz Hutniczy w Gliwicach© biber
O cmentarzu można poczytać tutaj
O Theodorze Kalide można poczytać tutaj
Później pokręciwszy się trochę po Gliwicach już w ulewnym deszczu, który intensywnie padał pomyślałem, że dobrze by było napić się gorącej herbaty, więc pojechałem na lotnisko. Niestety knajpka była nieczynna. Jednakże mino paskudnej pogody loty się odbywały. Pomyśleć, że kiedyś...

(zdjęcie pochodzi z http://odkrywca.pl)
O lotnisku można poczytać tutaj:
Cóż. Nie napiwszy się herbaty postanowiłem wracać, Jeszcze tylko wizyta na stacji benzynowej przy kompresorze i w drogę. Droga powrotna nie była wolna od deszczu, a właściwie ulewy. O wietrze i kierunku w jakim wiał nie wspominam bo to oczywiste, że był „w mordewind”. Przed Szałszą deszcz był na tyle silny, że ubrałem pelerynę. Natomiast przed TG deszcz ustał i na niebie pojawiło się słońce. Ale koło parku miejskiego zmokłem najwięcej. Chwilę wcześniej zdjąłem pelerynę, a tu....jak nie chlustanie woda z brudnej kałuży! Dziękuję bardzo panie kierowco grafitowego kombi!
Po dotarciu do domu ciuchy poszły do pralki, a ja pod prysznic.
A potem... herbatka z rumem, naturalnie w celach leczniczych.
P.S.
Była by „setka”, a tak...
Trasa:
Tarnowskie Góry > Zbrosławice > Boniowice > Świętoszowice > Szałsza > Gliwice


