Zwykła jazda do roboty. Rutyna. Standard. Ale… patrzę na licznik, a tu 25 000 km! Od 30 czerwca 2003 do dziś. Bez żadnej poważnej awarii tylko jedna złamana szprycha i pogięta obręcz (ale tu ja zawiniłem). Oczywiście części, które się zużywają (np. klocki) są powymieniane ale to normalne. Zmieniłem również parę rzeczy bo sam chciałem (siodełko, kierownica, widelec amortyzowany). Ale poza tymi modyfikacjami to ciągle ten sam rower. Poznał drogi Polski, Czech, Rumunii, Niemiec, Szwajcarii, Francji, Hiszpanii. I ciągle młodość przed nim!